Lekarze bez Granic i aktywiści litewskiej Sienos Grupė (Grupy Granica) mogą stanąć przed sądem, oskarżeni o przemyt. Chodziło o ratowanie życia człowieka, ale litewskiej straży granicznej to nie obchodzi. Obecnie główny pomysł litewskiego rządu na politykę wobec uchodźców to pushbacki i 1000 euro dla tych, którzy już złożyli wniosek azylowy, ale zgodzą się go wycofać.

Dokładnie w Wigilię Bożego Narodzenia aktywiści Sienos Grupė otrzymali wiadomość od syryjskiego uchodźcy. Brzmiała ona:  „Siedzę tu w lesie od dwóch dni. Nie mogę stać ani chodzić. Jestem bardzo chory.” Aktywiści odnaleźli mężczyznę siedzącego pod drzewem, niemal zupełnie wyczerpanego. Powiadomili grupę działających na Litwie Lekarzy bez Granic. Ci po przyjeździe na miejsce nie mieli wątpliwości: natychmiast do szpitala.

Ludzie z Sienos Grupe z otrzymanymi wezwaniami do zapłaty mandatu za wejście do strefy przygranicznej / fot. Facebook/sienosgrupe

Mężczyzna najpierw trafił do placówki w Druskiennikach, potem do szpitala w Wilnie. Ludzie z litewskiej Grupy Granica uratowali mu życie. I jeszcze tego samego dnia otrzymali od Straży Granicznej mandat za nielegalne wejście do strefy przygranicznej w wysokości 100 euro. Lekarzy potraktowano tak samo. Przeciwko medykom i działaczom humanitarnym złożone zostało ponadto zawiadomienie do prokuratury, która będzie sprawdzała, czy nie dopuścili się przemytu ludzi.

„Działania antypaństwowe”

Komentując sprawę, rzecznik litewskiej straży granicznej nie był specjalnie poruszony faktem, że w strefie zamkniętej mógł umrzeć człowiek. – Z całym szacunkiem dla lekarzy: oni też muszą przestrzegać przepisów – oświadczył Giedrius Mišutis w rozmowie z telewizją LRT. Dodał, że na wjazd do strefy można uzyskać pozwolenie – wymóg taki wprowadzono kilka miesięcy temu, gdy Litwa wprowadziła nad granicą stan wyjątkowy. Aktywiści wskazują jednak, że zdobycie przepustek w ich przypadku jest praktycznie niemożliwe. Litwa czasem wpuszcza na granicę przedstawicieli Czerwonego Krzyża lub agend ONZ zajmujących się migracją i prawami człowieka. Dla działających oddolnie ludzi, którzy chcą nieść pomoc migrantom to niemożliwe. Tych traktuje się jak potencjalnych przestępców. Wiceminister spraw wewnętrznych Litwy Kęstutis Lančinskas powiedział pod koniec grudnia, że aktywność Grupy Granica to „działania antypaństwowe, które podważają zaufanie do instytucji litewskich”.

Litewskie prawo nie ogranicza czasu trwania stanu wyjątkowego tak, jak polskie. Rząd w Wilnie nie musiał szukać wybiegów ani pisać specustaw, by przedłużyć zakazy wjazdu do strefy granicznej. Po prostu przedłużył stan wyjątkowy na kolejne sześć miesięcy.

Zapowiadają dalsze pushbacki

Litwa nie zamierza również rezygnować z dotychczasowej praktyki postępowania wobec migrantów, która w zasadzie nie różni się od polskiej i w głównej mierze polega na wyrzucaniu ludzi z powrotem na Białoruś. Podobnie jak polscy koledzy, litewscy pogranicznicy poddawali push-backom również osoby starsze i chore, kobiety w ciąży, rodziny z dziećmi.

Nawet Biuro Praw Podstawowych Fronteksu zasugerowało rządowi w Wilnie, by identyfikować tych najsłabszych uchodźców i przewozić ich na oficjalne przejścia graniczne, gdzie złożą wniosek azylowy, zamiast wyrzucać ich do lasu. Reakcją rządu było oburzenie i sugestie, że jeśli Frontex będzie miał własne pomysły na obronę granicy, to jego misja na Litwie może zostać zakończona. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Litwy zapowiada, że przynajmniej do momentu wzniesienia muru na granicy z Białorusią zmiany w traktowaniu migrantów nie będzie.

Jedyną zmianą ma być wyższy „dodatek” dla migrantów, którzy dotarli dalej od granicy, zdołali złożyć wniosek azylowy, ale teraz zgodzą się go wycofać i odlecieć do swojego kraju. Od 22 stycznia osoby takie otrzymają od państwa litewskiego 1000 euro oraz bilet lotniczy. Rząd w Wilnie stał się bardziej hojny, bo Komisja Europejska wypłaci mu dodatkowe środki na ochronę granicy (w odróżnieniu od rządu warszawskiego, ten w Wilnie nie budzi zastrzeżeń Brukseli w kwestii praworządności). Oburzonym prawicowym wyborcom minister spraw zagranicznych Litwy Agne Bilotaite wyjaśniła, że rok pobytu migranta w zamkniętym ośrodku kosztuje Litwę 11 tys. euro, warto więc zaoferować znacznie mniejszą kwotę i skłonić przynajmniej część ludzi do powrotu.

Na granicy białorusko-litewskiej największą grupę migrantów stanowią Kurdowie iraccy. Uciekają przed bezrobociem, ubóstwem i autorytarnymi rządami klanów Barzanich i Talabanich, ale dla Europy nie są to wystarczające powody, by traktować ich jak ludzi, którzy zasługują na pomoc. Do grudnia 2021 r. na Litwie złożono ponad 3200 wniosków o ochronę międzynarodową. Zaakceptowanych zostało 54.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Agrounia rozczarowana opozycją, a szczególnie lewicą

Michał Kołodziejczak przez wielu był postrzegany jako czarny koń polskiej opozycji. Co dzi…