Samorządy mają instrumenty do podjęcia walki ze skrajną prawicą – przekonują działacze Akcji Demokracja, która właśnie uruchomiła antyfaszystowską kampanię. Jej celem jest zablokowanie działania lokalnych struktur Obozu Narodowo-Radykalnego.

„Macie dość bezkarności nacjonalistów i rasistów? Jest ktoś, kto powinien się tym zająć, a dotychczas milczy. To samorządowcy, którzy sprawują nadzór nad ONR. Pamiętacie prezydenta Białegostoku – takich ludzi jest w Polsce więcej. Apelujmy do nich, by sprawdzili, czy ta organizacja nie łamie prawa, a jeśli tak – wyciągnęli konsekwencje” – napisała na Facebooku Maria Świetlik, działaczka społeczna i związkowa, obecnie aktywistka Akcji Demokracja.

Akcja Demokracja zwraca uwagę, że działalność ONR jest sprzeczna z literą polskiej Konstytucji, które zakazuje działalności organizacji odwołujących się do totalitarnych praktyk i których „program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową”. A taką organizacją bez wątpienia jest ONR. W opisie akcji czytamy, że grupa ta dopuszcza się przemocy na tle homofobicznym, narodowościowym, rasistowskim i religijnym. Dlatego też celem kampanii jest zwrócenie uwagi władz samorządowych na ten coraz bardziej uciążliwy i niebezpieczny problem.

Jak starostowie i prezydenci miast mogą walczyć ze skrajną prawicą? Akcja Demokracja przygotowała dla nich kompletne vademecum. Dowiadujemy się z niego, że samorządy mają obowiązek weryfikować zgodność działalności danego stowarzyszenia z polskim prawem. W razie stwierdzenia nieprawidłowości mogą nałożyć pewne sankcje na organizacje bądź skierować sprawę do sądu.

„Badając sprawę może np. zbadać, ile interwencji i postępowań wobec stowarzyszenia lub jego członków prowadziła prokuratura okręgowa i komenda wojewódzka policji, a także ile z nich dotyczyło propagowania faszyzmu lub nawoływania do nienawiści rasowej.
Starosta może żądać od władz stowarzyszenia niezbędnych wyjaśnień. W wypadku nieudzielania ich może zwrócić się do sądu o ukaranie stowarzyszenia grzywną w wysokości do 5 tys. zł” – czytamy w poradniku Akcji Demokracja.

Dlaczego AD nie kieruje swojego apelu do władz państwowych? Z prostej przyczyny – jej przychylność wobec brunatnych bojówkarzy jest niepokojącą oczywistością. „To na starostach i prezydentach miast spoczywa odpowiedzialność za ochronę nas przed narastającą nienawiścią i przemocą. Mają Państwo do tego narzędzia: sprawujecie zgodnie z prawem nadzór nad działalnością stowarzyszeń. Taki nadzór polega na sprawdzeniu zgodności działania stowarzyszenia z przepisami prawa” – apeluje Akcja Demokracja.

Apel można podpisać tutaj.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Książeczka szczepień pod skórą: ubogie kraje strefą testów

W Kenii i Malawi (Afryka) oraz w Bangladeszu (Azja) rozpoczęto testowanie ubiegłorocznego …