W stolicy Węgier, na zaproszenie premiera Viktora Orbana, rozpoczyna się dziś „szczyt demograficzny”, który ma wyznaczyć politykę prawicy wobec „kryzysu migracyjnego” dotykającego Europę i Stany Zjednoczone. Premier Morawiecki bojkotuje go ze względu na obecność premiera Czech.  Andriej Babisz, który doprowadził do wymierzenia Polsce kary za nie zamknięcie elektrowni Turów. W zastępstwie wysłał do Budapesztu minister rodziny Marlenę Maląg, która ma chwalić się polską polityką prorodzinną i „skutecznym powstrzymywaniem” migrantów przed przekroczeniem granicy naszego kraju, szczególnie od strony Białorusi.

Polityka prawicy ma być połączeniem „socjalnej polityki prorodzinnej” z „twardą” polityką antymigracyjną, by zachować nienaruszoną tożsamość narodów, do których kierują się migranci, zazwyczaj różniący się kolorem skóry, czy religią. Do Budapesztu przyleciał m.in. Mike Pence, b. amerykański wiceprezydent z czasów Trumpa, oraz sporo postaci europejskiej skrajnej prawicy, ale szczególną uwagę Orban poświęcił właśnie premierowi Czech, któremu pokazał antymigracyjny płot opatrzony drutami kolczastymi na granicy z Serbią, z którego jest dumny, jak podkreślił. Węgry uważają, że w ten sposób „bronią cywilizacji europejskiej”.

Viktor Orban, pochwaliwszy się drutem kolczastym, który wywołał podziw i „pełną aprobatę” czeskiego premiera Babisza, chce na szczycie mówić o „wzorcu polityki prorodzinnej”, za który mogłyby jego zdaniem uchodzić Węgry. Rzeczywiście stopa węgierskiej płodności wzrosła w ciągu ostatnich 10 lat z 1,2 dziecka na kobietę do 1,5. Również liczba małżeństw wzrosła o 45 proc., dzięki znacznej pomocy socjalnej państwa: podwojenia zasiłków rodzinnych, dodatków dla dziadków pilnujących dzieci, zniesienia podatków dla matek z czworgiem dzieci, czy subwencją 30 tys. euro dla młodych małżeństw pragnących kupić mieszkanie. Ta polityka musi być jednak, według prawicy, podbita ksenofobią i ściśle „narodowa”.

Do Budapesztu, oprócz polityków z kilku kontynentów, przyjechało wielu duchownych katolickich, by wraz z nimi akcentować „obronę chrześcijańskiej tożsamości” Europy. Pewną ciekawostką jest francuski żyd i syjonista Éric Zemmour, który ma dokładnie ten sam cel, przymierzając się do kandydatury na prezydenta Francji. Jego pomysł, by po prostu wyrzucić z Francji i kontynentu osoby wyznania muzułmańskiego, by „chrześcijaństwo i rodzina” mogły triumfować, zyskuje szerokie poparcie konserwatywnej prawicy, chociaż chodzi o politykę na prawo od (nieobecnej) Le Pen.

 

 

 

 

 

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

”Mamy dość wykrętów”. Pracownicy budżetówki demonstrowali pod KPRM, premier ich nie przyjął

Pracownicy budżetówki przypomnieli rządowi o swoim istnieniu. W sobotę 23 października prz…