„To historia z happy endem, która kolejny raz pokazuje, że jak się nie będzie naciskać na władze, to wyrzucą człowieka na ulicę jak psa, a jak się naciśnie, znajdą normalne mieszkanie” – mówi Ikonowicz o zablokowanej eksmisji z praskiej kamienicy.

Historia pani Barbary jest klasyczną historią reprywatyzacyjną – samotna, 61-letnia kobieta chorująca na tarczycę, która po podniesieniu czynszu przez prywatnych właścicieli nie była w stanie płacić za zajmowany wcześniej lokal komunalny i wpadła w spiralę zadłużenia. Sąd odmówił jej lokalu socjalnego. Gdyby nie interwencja organizacji lokatorskich, wylądowałaby na bruku – w środę na 10 rano umówiony był komornik, który miał ją wyeksmitować do noclegowni.

9.30, obdarte podwórko na Targowej 64. Pod klatką zbiera się tłum – jak zwykle na blokadach eksmisji składający się głównie z niezamożnych kobiet w średnim wieku. Są organizatorzy – Komitet Obrony Lokatorów, organizacja związana z anarchosyndykalistycznym ZSP oraz Piotr Ikonowicz, legenda ruchu lokatorskiego, jest grupa osób z Razem, Paulina Piechna-Więckiewicz – radna warszawska z Inicjatywy Polskiej, młodzi anarchiści, sąsiedzi. Jest też pani Barbara – lokatorka, którą zebrani przyszli bronić przed bezdomnością. Jest mnóstwo policji – funkcjonariusze przekazują informację, że komornik odstąpił od eksmisji, ale zebrani nie ufają. – Nie ma protokołu, nigdzie nie idziemy – krzyczą zziębnięte działaczki w pikowanych kurtkach. Większość z nich sama miała problemy eksmisyjne – część to ofiary reprywatyzacji, część po prostu osoby, którym nie wystarczało na czynsz. Na blokadach zjadły zęby i nie dadzą się oszukać pustą obietnicą, zwłaszcza że radiowozów wciąż przybywa. Na miejscu są też media – fotografują obskurną bramę, przytupujących z chłodu blokujących i granatowe mundury policjantów. W końcu grupa dzieli się na dwie części: połowa zostaje na miejscu, żeby – jeśli komornik jednak przyjdzie z nakazem i będzie chciał wykonać eksmisję – usiąść na schodach, druga wraz z Piotrem Ikonowiczem rusza wyjaśniać sprawę w urzędzie dzielnicy. Około 11 wszystko jest jasne – protokół odstąpienia jest podpisany, a pani Barbara będzie się mogła przenieść do innego lokalu.

– Przyszły kamery i media, to lokal dla pani Barbary się znalazł – mówi Ikonowicz. – To lokal tymczasowy, ale przyznawany w ramach nowej polityki miejskiej wobec osób, które nie mają prawa do lokalu socjalnego, zgodnie z którą nie przyznaje się już miejsca w „hotelu” na Przeworskiej, tylko w normalnych mieszkaniach, które potem, jeśli lokator płaci na czas i nie sprawia problemów, przekształca się na lokale socjalne – tłumaczy. – Burmistrz na początku nie chciał go pokazać, ale przekonaliśmy go, że jeśli chce się dobrze zaprezentować przed mediami, a mieszkanie jest w dobrym stanie, to lepiej będzie dla niego, żeby to zrobił. No i pojechaliśmy na Szwedzką – mieszkanie 22 m², z podłączonym gazem, ciepłe. Jest miejsce, gdzie dzielnica zamontuje prysznic, jest toaleta w środku. Sąsiadka mieszka w takim samym, pokazała nam, jak to wygląda i jak się mieszka, sąsiedzi w ogóle serdeczni, wiadomo: Praga – opowiada. – To historia z happy endem, która kolejny raz pokazuje, że jak się nie będzie naciskać na władze, to wyrzucą człowieka na ulicę jak psa, a jak się naciśnie, znajdą normalne mieszkanie – puentuje.

Oczywiście trudno odmawiać Ikonowiczowi racji w tej sprawie – jest jasne, że gdyby nie organizacje lokatorskie, blokada i interwencja samego Piotra w ratuszu dzielnicy, pani Barbara wylądowałaby w noclegowni. Z drugiej strony – sytuacje takie jak ta w zasadzie się nie zdarzają. W mieszkaniach należących do prywatnych właścicieli eksmisji niemal nigdy nie udaje się zablokować. Nigdy nie ma tak dużego zainteresowania mediów. Polityka miejska, o której mówi Ikonowicz, jest oczywiście w jakimś stopniu realizowana, ale raczej nie wobec tzw. lokatorów trudnych (a pani Barbara, która ma naliczoną karę za bezumowne korzystanie z lokalu, do takich należy), jakkolwiek nie byłoby to absurdalne określenie wobec spokojnej, samotnej kobiety. 22 m² nie brzmią jak luksus, jednak fakt, że w mieszkaniu jest toaleta, jest w gruncie rzeczy zaskakujący – aż 22 proc. wszystkich lokali w zasobie dzielnicy nie posiada tego „udogodnienia”; jest jasne, że pomieszczenia tymczasowe i lokale socjalne mogą mieć zgodnie z prawem obniżony standard. Równie źle wyglądają statystyki dotyczące np. podłączenia gazu. Skąd ta nagła dobroć urzędników i skłonność do tego, żeby iść na rękę poszkodowanej kobiecie?

Targowa 64 to szczególny adres – to właśnie tę kamienicę wskazało Prawo i Sprawiedliwość jako przykład nieprawidłowości, związanych z reprywatyzacją i wynikających z nich krzywdy lokatorów. Budynek, jak twierdzi obecny poseł PiS i były burmistrz Pragi Północ, czyli dzielnicy, o której mowa, sytuacja na Targowej mogła być taka, jak w przypadku Chmielnej 70 – miasto oddało kamienicę, za którą zapłacono odszkodowanie już w PRL, na podstawie umów z Francją i Kanadą. Poseł podkreślał 13 października, na wspólnej z lokatorami konferencji prasowej, że sprawę musi jeszcze zbadać ministerstwo finansów. Jak donosi Komitet Obrony Lokatorów, jednym z obecnych właścicieli „odzyskanej” wraz z „wkładką mięsną” kamienicy jest słynny Marek M. – handlarz roszczeniami, który był właścicielem budynku przy Nabielaka 9, gdzie mieszkała Jolanta Brzeska, zamordowana w 2012 roku działaczka lokatorska. Sprawa ma więc związek z pisowską krucjatą przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz i bonzom reprywatyzacji. Dzielnica – jako jedna z nielicznych w Warszawie – zarządzana jest przez PiS, partia nie mogła w tej sytuacji publicznie wypiąć się na osobę, w której interesie stawała niecałe dwa tygodnie wcześniej na szumnej konferencji prasowej. Przynajmniej nie mogła tego zrobić publicznie, w świetle kamer, które skądinąd zapewne skusiła na eksmisję właśnie szansa na przyłapanie PiS-u na hipokryzji.

Niezależnie od tego, czy pisowska komisja ds. reprywatyzacji będzie w stanie odwrócić losy „największej kradzieży 25-lecia” czy nie i ile własnych rozgrywek będzie chciała przy okazji załatwić władza, zamieszanie wokół reprywatyzacji pozwoliło dzisiaj ludziom dobrej woli na uratowanie przed życiem na ulicy jedną starszą panią – i z pewnością jest to jakiś, jak mówił Ikonowicz, happy end.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Niestety Komitet Obrony Lokatorów nie donosi że Marek M. jest obecnie jeden z właścicieli kamienicy bo on nie mógł położyć łapy na to. Także tu nie jest napisane prawdę jak wyglądała interwencji bo już interwencja dzielnicy zaczęła się przedwczoraj i wczoraj już nam mówiono o tym konkretnym mieszkaniu. Żaden cud nie załatwił tu wasz Pan.

    1. Czy to ważne kto co,ważne,ze kobieta na ulicy nie wylądowała.Po co te licytacje!!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Filmowy PKS – na co pójść do kina?

Rzeczywistość pandemiczna się nie zmieniła – nie zmieniły się także warunki działa m…