Share Button

Słowa Lecha Wałęsy, słowa Kamila Sipowicza („Odeszła demokracja. Odeszła Kora”), czy na wskroś polityczny nekrolog w „Gazecie Wyborczej” mnie nie przekonują, ale i nie oburzają. Zadają odwieczne pytania o sens pisania legend o bohaterach.

Ludzie chcą słuchać opowieści o herosach już od czasów starożytnych. Pragnienie, aby widzieć w artyście, idolu, poecie autorytet moralny – jest bardzo pierwotne i pokazuje odwieczną tęsknotę za jednością platońskiej trójcy: dobra, piękna i prawdy. Więcej to w istocie mówi o nas samych niż o artystach, których taka koncepcja (bycia żywym uosobieniem pewnych idei) również często uwodzi, z powodzeniem (dla ich twórczości) bądź nie. To bywa pułapką. Jednak nie powinniśmy mieć do artystów pretensji, że daliśmy się w nią złapać, oni także w nią wpadają. Od zawsze.

KOD wziął zmarłą wokalistkę na sztandary, użyto wielkich słów, żegna się ją jak męża stanu. Czy słusznie? Nie potrafię tego ocenić. To zapewne jedna z wielu uprawnionych interpretacji tej niewątpliwie barwnej kobiecej postaci, zapewne najbliższa temu, jak chciałaby się postrzegać sama twórczyni. Kiedy odejdzie Jerzy Zelnik, pewnie również stanie się dla jakiejś grupy symbolem wartości chrześcijańskich, przynajmniej na deklaratywnym poziomie.

Jaki był rzeczywisty wkład Kory w demokrację i polityczne przemiany swojej epoki? Pewnie taki sam jak Pabla Picassa czy Fryderyka Nietzschego. Wielość i różnorodność spuścizny jest niewątpliwa, lecz nie pozwoli na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć nigdy, zwłaszcza gdy interpretacje będą żyły swoim życiem i zyskają po latach nowe konteksty (czasem niezależnie od tego, co artysta za życia deklarował).

Zarówno Grzegorz Ciechowski jak i Kora Sipowicz tworzyli pieśni, które miały potencjał, by stać się osobistymi hymnami, ilustracjami intymnych opowieści i wyznań, jak i politycznymi manifestami. Tworzyli ten rodzaj sztuki, który można odczytywać na wielu poziomach, wybiórczo lub całościowo, kontekstualnie lub globalnie. Nie byli, jak chociażby Kaczmarski, „bardami”. Mieli nieco inny status. Wymykali się jednoznacznym klasyfikacjom, dlatego będą żyć jeszcze długie lata. „Piosenka pisana dla pieniędzy” nie zdezaktualizuje się nigdy: będzie stanowić metaforę, a wręcz metametaforę – ułomnej ludzkiej natury, bezduszności i opresji przemysłu, powolnego zabijania sztuki nieskrępowanej piramidą Masłowa, wreszcie przewrotności natury poety – bo paradoksalnie to właśnie ona stała się hitem i pieniądze niewątpliwie przyniosła. Gorzkie pieniądze.

Piosenka Maanamu „Wyjątkowo zimny maj” zawsze już będzie odzwierciedlać pragnienie ucieczki w błogi niebyt – może być to ucieczka od politycznych nadużyć lub od osobistych dramatów, w świat wyobraźni – albo narkotyczne wizje, może być też ucieczką od życia w podstawowym, dosłownym znaczeniu.

Sztuka, niezależnie od tego, w jaką narrację wpisywany jest jej twórca (lub nawet niezależnie od tego, w jaką wpisze się sam) staje się w jakimś stopniu własnością interpretującego. Kora niewątpliwie tworzyła muzykę, która zawładnęła emocjami milionów ludzi – czy to na poziomie przeżycia miłosnego zaangażowania, wspomnień z dzieciństwa i obrazków domu rodzinnego (w moim przypadku) czy w politycznym kontekście późnego PRL. Fakt, czy polski rock był wówczas formą wyrażania się opozycji sankcjonowaną w jakimś stopniu przez władze, czy też nie, nie jest akurat potrzebny na poziomie indywidualnego wspomnienia.

Ja żegnam dziś artystkę, której język emocji ukształtował mój język myślenia o świecie, która zostawiła we mnie swoją cząstkę w postaci fraz i dźwięków, przywoływanych za każdym razem, kiedy to akurat jej słowa okazują się najbardziej adekwatne do opisu rzeczywistości. Żegnam kogoś, kto pomógł mi nazwać pojęcia i rzeczy. „Thank you for the music”- jak śpiewała Abba.

Za to wszystko jestem tak wdzięczna, że jestem w stanie wiele artystom wybaczyć – łącznie z ich człowieczeństwem. Czyli tym, że biorą ich na sztandary ludzie, z którymi nie do końca jest mi po drodze albo tym, że heros z mitologii lat dziecinnych ostatecznie zapada na Alzheimera bądź reklamuje kredyty jako szpakowaty pan pod krawatem.

Naszym indywidualnym wyborem jest to, czy uznamy artystę za herosa i ulokujemy w nim nasze marzenia o nieskazitelnym autorytecie. A legendy? Są potrzebne ludziom do życia jak powietrze.

Share Button

2 komentarze

  1. Skorpion13 napisał:

    Tia… Tytani estrady za czasów PRL co do jednego dziś są (we własnym mniemaniu) bojownikami o,, wolność i demokrację”.
    Aż wstyd słuchać jakie karkołomne twierdzenia powstają by uzasadnić swoją legendę… co do jednego – wszyscy walczyli z cenzurą i systemem…
    A te kupony od sławy – to odcinali pewnie cenzorzy…

    • Nikt napisał:

      A nie? Wystarczy popatrzeć na Marylkę, jak to dzielnie obalała komunę, a teraz z Kurskim jest za pan brat

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*