Tysiące uchodźców z Ukrainy docierają codziennie na berliński główny dworzec kolejowy. Tam, podobnie jak na dworcach w Warszawie i innych polskich miastach, pomocy udzielają im wolontariusze, obecni na miejscu przez całą dobę. Ich zasoby są jednak ograniczone. Aktywiści pytają: gdzie jest państwo i socjaldemokratyczny rząd, dlaczego nie zwracają uwagi na kryzys humanitarny, który dzieje się o rzut kamieniem od Bundestagu?

– Dworzec wygląda w zasadzie jak granica z Ukrainą. Przyjeżdżają płaczące dzieci, kobiety, starsi mężczyźni, niektórzy ranni, wielu z kotami, królikami, psami. We wtorek [8 marca – przyp. aut.] pociągi były tak pełne jak nigdy, z każdego wysiadło po kilkaset osób. Nigdy nie widziałem tak zatłoczonego dworca – opowiedział Der Spiegel wolontariusz niosący pomoc ukraińskim uchodźcom na stacji Berlin Hauptbahnhof. Jak dodał, pracuje każdego dnia po 12 godzin, czasem dłużej. W ubiegłym tygodniu do Berlina docierało każdego dnia ok. 10 tys. Ukrainek i Ukraińców.

To na barkach wolontariuszy i organizacji pozarządowych znalazła się organizacja doraźnej pomocy dla Ukraińców, którzy uciekając przed wojną udali się do Niemiec. Aktywiści są coraz bardziej zmęczeni i pytają, dlaczego socjaldemokratyczny rząd interesuje się wojną na Ukrainie w wymiarze politycznym, ale nie zajmuje się systemową organizacją pomocy dla uchodźców. W Berlinie, też rządzonym przez lewicę, powstało kilka centrów recepcyjnych i miejsc, gdzie można przynajmniej doraźnie przenocować. Jest jednak jasne, że to wszystko nie wystarczy.

O krok od tragedii

– Osoby koordynujące są wycieńczone i przybite. „Wczoraj wieczorem doszło tutaj prawie do masowej paniki”, powiedziała mi jedna z nich. Obawy związane z bezpieczeństwem na dworcu są bardzo poważne. Zdarzały się przypadki zabierania dzieci przez podejrzane osoby. Istnieje ponadto obawa, że za osobami oferującymi zakwaterowanie kryją się handlarze ludźmi. Dominuje wrażenie, że za rogiem czai się jakaś zbliżająca się tragedia. A może dzieje się już teraz, z dala od naszego wzroku – pisze o sytuacji na berlińskim dworcu głównym Joanna Bronowicka, polska socjolożka w Berlinie, aktywistka Lewicy Razem. Policja na dworcu stara się zwracać szczególną uwagę na mężczyzn składających samotnym Ukrainkom podejrzane oferty pomocy. Kilku mężczyzn, którzy proponowali kobietom pójście z nimi do domu lub przejazd do Hamburga, gdzie miałoby być dla nich schronienie, już wzywała na przesłuchania.

fot. Twitter/Janusz Sibora

Bronowicka zaznacza, że wolontariusze pracują na stacji całą dobę, zapewniając ciepłe miejsca do spania, rozdając jedzenie, udostępniając testy na koronawirusa. – Zrobili rewelacyjną robotę, odpowiadając na różnorodne potrzeby – jest namiot dla matek karmiących piersią, dodatkowe wsparcie dla osób słabosłyszących, dla osób o niebiałym kolorze skóry, dla uchodźców LGBTQ – relacjonuje działaczka Razem.

Tym bardziej wolontariusze zadają sobie pytanie: gdzie są politycy?

Petycje i demonstracja

Joanna Bronowicka i Razem Berlin wspólnie z organizacjami European Alternatives, Citizens Take Over Europe i Another Europe Is Possible opublikowali w internecie petycję, której adresatami są niemiecki kanclerz Olaf Scholz, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i pozostali przywódcy państw UE. Wzywają w niej, by rządy przeznaczyły dodatkowe środki na godne przyjęcie uchodźców. Fundusze miałyby zapewnić im dach nad głową (nie spanie na podłodze dworca), a także dostęp do edukacji i opieki medycznej przez cały okres legalnego pobytu na terytorium wspólnoty. – Zarówno noclegi tymczasowe, jak i mieszkania długoterminowe dla uchodźczyń i uchodźców muszą być finansowane przez państwa europejskie.  Zezwolenia do wykonywania pracy muszą być udzielone natychmiast, przy czym nikt nie może być do pracy zmuszony bądź w niej wykorzystywany – postulują dalej aktywiści. Petycję można podpisywać tutaj.

Dziś, w środę 16 marca o godz. 17, przed kancelarią kanclerza Niemiec odbędzie się protest pod tymi samym hasłami. Organizacje, które stworzyły petycję, zamierzają głośno wezwać Olafa Scholza, by nie ignorował dramatycznej sytuacji, która dzieje się na dworcu dosłownie po drugiej stronie Szprewy.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz także

Partia Razem: zmiana formuły kierownictwa. Zandberg i Biejat współprzewodniczącymi

Po niedzielnej konwencji partii Razem w Warszawie przed kardiologami pojawiło się wyzwanie…