Leszek Moczulski

Naprawdę, uwielbiam ludzi, którzy udowadniają bezpotrzebę nauki, długotrwałych i dogłębnych analiz, tego inteligenckiego irytującego dzielenia włosa na czworo.

Leszek Moczulski, miłośnik deszyfracji akronimów, doświadczony polityk, który w swoich politycznych peregrynacjach zaliczył chyba wszystkie organizacje polityczne, które potem, będąc w innych stronnictwach zaciekle zwalczał, dogłębny znawca (przez pryzmat własnych doświadczeń) tajnych służb PRL, bywalec lustracyjnych procesów, zawsze gotów do wydawania świadectw moralności innym, jest jednym z takich ludzi.

Gazeta Wyborcza” udzieliła mu swych łamów, bo widać uznała, że jej czytelnikom brakuje czytelnych drogowskazów w sprawie przyszłości świata. Moczulski spieszy na pomoc.

Ja wam powiem: w gruncie rzeczy już po przeczytaniu tytułu można resztę sobie darować. Brzmi on mianowicie: „Za 30 lat krajom islamu wyczerpie się ropa, pozostanie głód. Ruszą na nas po raz trzeci?” Wsmakujcie się w te jakże proste, ale przenikliwe słowa. Pomijam szczegół, że pojęcie krajów islamskich jest dość szerokie, ale Leszek Moczulski zawęził widać to pojęcie dla wygodnego mu punktu widzenia: tylko ropa naftowa określa ich wartość. Są zapewne tak prymitywni, że jeśli skończy się ropa, to zdechną z głodu, bo nic innego robić nie potrafią. Nie, mała poprawka, mogą zająć się tym, do czego zostali stworzeni: najechać ludy cywilizowane. Mają w tym doświadczenie, bo ruszą „po raz trzeci”. Aż dziw, że nie powiedział Autor tego wprost: „ratuj się kto może, Arabusy na nas idą!”.

A skąd się bierze ta szarańcza? A stąd, że mnożymy się jak króliki. Z jednej strony to warunkuje wzrost gospodarczy, z drugiej jednak jest nas za dużo, stąd wojny i zarazy. „Czy jest to plan Boga, który rozstrzyga o wszystkim? – w co wierzę. Czy jest to jakiś samoistny instrument regulujący sprawy świata? – co doceniam. Oto jest pytanie!”, pisze Moczulski, a ja mu zazdroszczę łatwości opisu świata. Jeśli nawet Bóg cokolwiek planował, to wybrał dość prościutkie metody, ponieważ, jak pisze Moczulski, dwie szkoły myślenia kształtowały świat od XIX wieku: marksizm i nacjonalizm. Obie oparte o podobny schemat. Pierwsza; „wszystko dla robotników”, a druga: „wszystko dla swoich”. I obie padły, gdyż u marksistów „sprawiedliwy podział pomiędzy uprawnionych wystarczał na dziś, czyli na krótką metę, ale przy otwartych nożycach pomiędzy dystrybuowanymi dobrami a szybciej rozrastającą się populacją systematycznie prowadził do ogólnej nędzy”. Na dodatek „myśl marksistowska w początkach XX stulecia wyczerpała swoje możliwości intelektualne”. A co do nacjonalizmu, to wprawdzie ostał się do czasów dzisiejszych, ale w gruncie rzeczy nic nie znaczy, ponieważ dwie wojny światowe „zadały mu cios śmiertelny”. Te proste jak cios diagnozy, naprawdę powalają.

Współczesny świat gnie się w konwulsjach; zarazy, wojny no i oczywiście „coraz więcej jest jednopłciowych związków. Instynkt przedłużenia gatunku ludzkiego szybciej maleje, a nawet zanika zastępowany przez seks”. Nawet Moczulski ma na wszystko jakieś rady, ale dość enigmatycznie o nich mówi, więc nie chce mi się tego streszczać.

Biało-czarne widzenie świata jest charakterystyczne dla dzieci i ludzi ograniczonych. Leszek Moczulski nie jest dzieckiem, musi rozumieć, że jego diagnozy mają wartość tylko dla kogoś, kto nie chce męczyć swojego nadmierną pracą mózgu i tak już przecież zmęczonego oglądaniem seriali. I to przekonanie sędziwego człowieka, którego aktywność polityczna ma się raczej ku końcowi, trzeba uszanować. Natomiast przyczyny, dla których „Gazeta Wyborcza” udziela swoich łamów takim poglądom, pozostają kompromitującą to medium tajemnicą.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Zobacz także

Gorzkie paradoksy Lewicy

Wysyp klasizmu ze strony wyborców Trzaskowskiego (w tym tych z Lewicy) dzień po wyborach m…