Władze śląskiego miasta szykują się do sprzedaży Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej zagranicznemu inwestorowi. Mieszkańcy są wściekli, podobnie jak reprezentujące załogę związki zawodowe. Szykują się do batalii w obronie dobra wspólnego.

Pracownicy bytomskiej spółki ciepłowniczej nie zamierzają pozwolić na prywatyzację ich zakładu / facebook.com/pecbytom
Pracownicy bytomskiej spółki ciepłowniczej nie zamierzają pozwolić na prywatyzację ich zakładu / facebook.com/pecbytom

Ostateczne decyzje w Bytomiu jeszcze nie zapadły ale mieszkańcy wiedzą, że magistrat szykuje bardzo niebezpieczną z punktu widzenia interesu społecznego transakcję.

– Prezydent Damian Bartyla nas oszukał, jeszcze pół roku temu nie zapewniał, że nie będzie żadnej prywatyzacji. Teraz zmienił zdanie. Musi się liczyć, że ludzie staną przeciwko niemu – zapowiada Marcin, wieloletni pracownik PEC, który wraz z kolegami z zakładu i mieszkańcami zamierza walczyć do końca o pozostawienie spółki pod społeczną kontrolą, czyli w rękach miasta.

Bytomianie nie chcą przekazania PEC w prywatne ręce, gdyż ich zdaniem będzie to oznaczać znaczny wzrost opłat za ogrzewanie. Nie są to wydumane obawy, co pokazuje przykład Warszawy, gdzie prywatyzacja spółki ciepłowniczej SPEC, sfinalizowana w 2013 roku, w ciągu dwóch lata spowodowała, że koszt pozycji „Cena ciepła” poszybował w górę o 18 proc. Drugim argumentem przeciwko sprzedaży jest obawa o stabilność miejsc pracy. Obecnie w PEC znajduje zatrudnienie ponad 150 osób. Związkowcy przewidują, że prywatny właściciel przeprowadzi „optymalizację” czyli plan redukcji etatów.

Pierwsze informacje o planowanej prywatyzacji pojawiły się w lipcu 2015 roku. Wówczas prezydent Bartyla na łamach „Życia Bytomskiego” wyznał, że w wyprzedaży spółki dostarczającej ciepło do ponad 80 tys. mieszkańców Bytomia i Radzionkowa widzi szansę dla rozwoju regionu. Bytomski włodarz wraz z burmistrzem sąsiedniego miasta wybrał się w poszukiwaniu potencjalnych inwestorów na tournee po Słowacji. Błyskawiczny sprzeciw ze strony strony społecznej i części radnych błyskawicznie sprowadził go jednak na ziemię.

– Po nagłośnieniu sprawa została wyciszona oświadczeniem prezydenta że nie ma mowy o prywatyzacji. Cóż takiego się zmieniło w ciągu 6 miesięcy? – pyta Sławomir Kamiński, przewodniczący Rady Pracowników PEC. – Zareagowaliśmy od razu, tworząc projekt uchwały, w którym sprzeciwiamy się takim działaniom – dodaje Michał Bieda, radny Platformy Obywatelskiej. – Obcy inwestor będzie patrzył tylko na swój biznes. Nie będzie dla niego ważne dbanie o środowisko czy infrastrukturę – mówi z zaskakującą jak na członka PO trzeźwością bytomski samorządowiec.

Teraz niebezpieczeństwo powraca. Związkowcy podejrzewają, że prezydent Bartyla chce pieniędzmi z wyprzedaży „klejnotów rodowych” łatać dziurę w miejskim budżecie. Nie mają jednak wątpliwości, że to rozwiązanie równie rozpaczliwe, co społecznie szkodliwe. I mają zamiar twardo bronić PEC przed prywatyzacją.

[crp]
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Czy koniec z dramatami lokatorów reprywatyzowanych kamienic?

Nareszcie. Sejmowa komisja, nomen omen, sprawiedliwości, pozytywnie zaopiniowała 8 lipca p…