Zapowiada się gorąca wiosna w polskiej oświacie. Już niebawem na ulice wyjdą nauczyciele. Pedagodzy mają swoje powody. Nie dość, że obiecane podwyżki okazały się fikcją, to jeszcze nie jest pewne, czy w ogóle nauczyciele będą dostawać wypłaty. Samorządy mają problem z wygospodarowaniem środków na ten cel.

Gimnazja się likwidowane, a na ich miejsce powstają prywatne podstawówki/wikimedia commons

Alarmujące wieści napływają m.in. z Warszawy, Łodzi, Lublina i Katowic. W wojewódzkich miastach brakuje środków na fundusze płac dla nauczycieli. W wyniku zmian związanych z reformą edukacji samorządy otrzymały łącznie 1,2 mln więcej z tytułu subwencji oświatowej, jednak kwota ta okazała się niewystarczająca. W stolicy jednostka zajmująca się edukacją ma wielką dziurę budżetową. Środków wystarczy na co najwyższej 50 proc. pensji. Nieco lepiej sytuacja wygląda w Łodzi, gdzie znalazły się fundusze na 88 proc. wynagrodzeń nauczycielskich. Problemy z dopięciem budżetu występują również w innych miastach.

Czy nauczyciele mają podstawy by obawiać się o terminowość wypłaty swoich pensji? Wygląda na to, że tak. Rzeczniczka MEN Anna Ostrowska twierdzi, że samorządy otrzymały już to, co miały otrzymać i to  w 2,78 proc. wyższej kwocie niż pierwotnie zakładano, a ponadto delegowane były również środki na dodatek mieszkaniowy dla nauczycieli (ok. 126 mln zł).  Przedstawicielka resortu przyznaje, że niektóre jednostki mają za mało pieniędzy, jednak nie jest to wina ministerstwa. Wygląda więc na to, że samorządy będą musiały przeprowadzić cięcia na innych obszarach, albo zawiesić wypłaty.

Łódź zwróciła się ze specjalnym zapytaniem do MEN.  „Nie chcę ich straszyć [nauczycieli – przyp PN]. Czekamy na odpowiedź ministerstwa” – mówi wiceprezydent miasta Tomasz Trela w rozmowie z Money.pl.

To jednak nie koniec kłopotów. Likwidacja gimnazjów pociąga za sobą pełzającą prywatyzację systemu oświaty. W wyniku reformy zamkniętych zostało już 5181 publicznych gimnazjów z 6571, które finansowane były ze środków publicznych. Tymczasem liczba powszechnych szkół podstawowych, które przyjmą uczniów ze zlikwidowanych placówek wzrosła tylko o 6 proc. Prawdziwy boom przeżywa natomiast prywatny sektor szkolnictwa – takich podstawówek jest więcej o 20 proc.

Najwięcej  publicznych placówek padło w województwie małopolskim – 94% stanu sprzed reformy, a także w śląskim – 87% i wielkopolskim – 84%. Społeczne skutki są opłakane.

.„W wyniku zamieszania związanego z reformą edukacji, w wielu przepełnionych szkołach dzieci mają zajęcia w różnych, odległych budynkach lub na dwie zmiany. Z tego powodu część rodziców zdecydowała się przenieść dzieci do prywatnych szkół podstawowych, o czym świadczy prawie 50-procentowy wzrost liczby dzieci w tych szkołach” – mówi Alicja Defratyka, analityczka z programu ciekaweliczby.pl.

21 kwietnia w Warszawie odbędzie się wielka demonstracja środowisk nauczycielskich. Organizatorzy – Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiadają, że to dopiero początek serii protestów. Domagają się realnych podwyżek płac, bo te wprowadzone przez MEN zostały pożarte przez odebranie części pedagogów dodatku mieszkaniowego, a także zwiększenia nakładów na oświatę i dymisji minister Anny Zalewskiej, jako głównej odpowiedzialnej za chaos.

 

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

„Nigdy nie będziesz szła sama” – krakowski protest solidarnościowy z represjonowanymi dziennikarkami

Po wczorajszym zatrzymaniu fotoreporterki RATS Agency Agaty Grzybowskiej przez policję i f…