Liczba samozatrudnionych zaczęła rosnąć podczas pandemii i wciąż idzie w górę. Obecny rząd, ponoć „prosocjalny” nie tylko zamierza się tym zająć, ale wręcz pielęgnuje wzrost tego zjawiska.

Podczas pandemii liczba samozatrudnionych, czyli faktycznych pracowników udających jednoosobowe przedsiębiorstwa, wyraźnie wzrosła. Szacuje się, że obecnie już 20 proc. uczestników rynku pracy, zamiast na umowach o pracę, jest zatrudnionych w ramach kontraktów B2B, czyli samozatrudnienia.

Korzystne dla firm, fatalne dla pracowników

Jak wyjaśnia Polski Instytut Ekonomiczny (PIE), fikcyjne samozatrudnienie to sytuacja, w której dana osoba ma założoną działalność gospodarczą, a więc prowadzi firmę, ale faktycznie pracuje tylko dla jednego podmiotu i wykonuje obowiązki charakterystyczne dla umowy o pracę.

Dla właścicieli firm taka sytuacja jest wymarzona. Koszty zatrudnienia takiego pracownika są minimalne, a na dodatek umowę można w każdej chwili rozwiązać, a pracownika się pozbyć. Samozatrudniony bardzo rzadko należy do związku zawodowego (choć jest taka teoretyczna możliwość od 2018 roku), nie obowiązuje go Kodeks pracy, nie ma prawa do urlopu, ani chorobowego.

Harówka na samozatrudnieniu to również kiepska przyszłość. Niższe składki emerytalne oznaczą bowiem niższą emeryturę w wieku podeszłym.

Podczas pandemii ubyło pracowników

A wzrosła liczba samozatrudnionych. Jakim cudem? Możemy za to podziękować rządowi. Przyznają to nawet organizacje lobbystyczne polskich kapitalistów.

– Kolejne tarcze oferowały osobom samozatrudnionym konkretne instrumenty wsparcia, jak świadczenie postojowe, zwolnienie ze składek, bezzwrotna pożyczka, co w pewien sposób promowało jednoosobowe działalności gospodarcze w stosunku do niepewnych etatów – mówi Monika Fedorczuk, ekspert ds. rynku pracy Konfederacji Lewiatan.

Dla przedsiębiorców było to niemal zbawienie.

– Jedną z przyczyn takiej sytuacji może być tendencja do ograniczania kosztów przez firmy, które borykają się z trudnościami wynikającymi z sytuacji gospodarczej. Stają więc przed dylematem – albo rozstanie z pracownikiem, albo zamiana umowy o pracę w umowę B2B – dodaje przedstawicielka biznesu.

 

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Agrounia rozczarowana opozycją, a szczególnie lewicą

Michał Kołodziejczak przez wielu był postrzegany jako czarny koń polskiej opozycji. Co dzi…