Tadeusz Rydzyk

Toruński biznesmen w sutannie po raz kolejny zaznaczył swój sceptyczny stosunek do pandemii i walki z nią.

Ze słów dyrektora Radia Maryja można wywnioskować, że nie jest ważne życie doczesne, jego jakość i możliwość przedwczesnej śmierci, ale życie wieczne. Z punktu widzenia Kościoła to nie jest prawda zbyt odkrywcza, ale lekceważenie przez Rydzyka zagrożeń spowodowanych pandemią jest uderzające.

Pretensje Tadeusza Rydzyka, które wyraził w radiu podczas cyklicznej audycji „Rozmowy niedokończone”, dotyczyły przede wszystkim utrzymywania przez rząd limitu obecności wiernych na mszy. Zdaniem biznesmena obostrzenia te utrudniają przyjmowanie Eucharystii, jednego z najważniejszych obrzędów w Kościele chrześcijańskim. Dalej już, wg. Rydzyka, sprawy toczą się szybko i jednoznacznie: Szatan opanowuje organizmy ludzi, którzy nie piją wina mszalnego i nie jedzą opłatka podczas komunii. Kiedy już to zrobi, to każe ludziom wychodzić na ulice, walczyć z wyrokiem TK i wykrzykiwać wulgarne słowa pod adresem władzy i niekiedy Kościoła.

Właściciel toruńskich katolickich mediów owszem, dopuścił, że w mszy mogą uczestniczyć przez Internet wierni, ale tylko ci, którzy nie są w stanie samodzielnie chodzić. Szatan, wywodził dyrektor Rydzyk, boi się Eucharystii, więc nie atakuje ludzi ją przyjmujących.

Zdaniem Rydzyka ograniczenia pandemiczne to „przepisy dyskryminujące katolików, które wprowadzają władze, zbyt łatwo akceptują duchowni. Tymczasem ograniczenia takie mogą stać się druzgocące dla religijności wiernych”, pisze autor artykułu Krzysztof Gajkowski. Oskarża biskupów, że zbyt łatwo ulegają wymogom ograniczeń i reprezentują niebezpieczną tendencję „biernej akceptacji obostrzeń”, co jest wprost nawoływaniem do nieprzestrzegania przepisów. Gajkowski uważa, że od „strachu przed niebezpieczeństwami doczesnymi, jakimi są choroby, ważniejszy jest strach przed potępieniem”, a „żadne państwo na świecie nie ma prawa określać przepisów wpływających na przebieg liturgii świętej w Kościele”.

Nikt przytomny nie spodziewa się, że w przypadku, gdyby wierni nagle masowo zaczepi łamać obostrzenia pandemiczne, a biskupi zachęcać do nieprzestrzegania prawa, państwo polskie zareagowałoby równie zdecydowanie jak w przypadku otwierania przez zdesperowanych drobnych przedsiębiorców hoteli, restauracji czy klubów. I to jest sygnał, jak bardzo państwem wyznaniowym jest Polska.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Pandemia może wywrócić wybory parlamentarne w Niemczech

Takie pesymistyczne prognozy można wysnuć na podstawie rządowego sprawozdania, które przed…