Szefowa MRPiPS zapowiedziała, że od października 2019 zwiększy się próg dochodowy uprawnionych do pobierania pomocy z funduszu – z 725 zł do…800 zł. To pozorowany ruch, który ogólnej sytuacji dzieci nie poprawi.

Fundusz Alimentacyjny powstał w 2007 roku – wypłacane są z niego budżetowe pieniądze na potrzeby dzieci, których rodzice (głównie ojcowie – w 96 proc.) uchylają się od płacenia alimentów. Fundusz działa jak „pożyczka” udzielona alimenciarzowi – ten zobowiązany jest spłacić dług pod karą pozbawienia wolności. To właśnie poprawą ściągalności tych długów chwalił się na przełomie roku Zbigniew Ziobro. Miała wzrosnąć o 100 procent w stosunku do 2015.

Tylko że pomoc z funduszu pobiera w sumie 10 procent potrzebujących dzieci: kryterium dochodowe wynosi dokładnie 725 zł. Pracujący rodzic praktycznie nie ma szans na państwowe wsparcie.

Elżbieta Rafalska zapowiedziała, że nową ustawą od października przyszłego roku zwiększy o 10 procent próg dochodowy dla uprawnionych do alimentów z funduszu – do 800 zł. To ruch, który nic nie zmieni, nadal bowiem pozostawi samym sobie 90 procent rodzin, które nie mogą doprosić się o alimenty.

W dodatku mamy do czynienia z istnym kuriozum, z uwagi na to, że co roku płaca minimalna od 2007 r. wzrastała, a próg stal w miejscu. W momencie jego ustanawiania miało to sens, gdyż płaca minimalna wynosiła 936 zł brutto (697,75 zł na rękę). Później z roku na rok liczba uprawnionych do pobierania środków z funduszu kurczyła się. Oko.press wyliczyło, że próg powinien wynosić dziś 1589,36 zł, gdyby był podnoszony równomiernie z minimalnym wynagrodzeniem.

Z Krajowego Rejestru Długów wynika, że aż milion dzieci w Polsce nie otrzymuje alimentów.

Resort Rafalskiej ogłosił, że przymierza się do wdrożenia narzędzia mającego ścigać pracodawców za pobłażanie alimenciarzom (jawny, dostępny w internecie rejestr oraz większe uprawnienia Inspekcji Pracy dotyczace kontroli zatrudniania „na czarno”). Zapowiadane represje odnoszą się jednak wyłącznie do dłużników Funduszu – czyli znów obracamy się w kręgu 10 procent. Sęk w tym, że dzieci korzystające z Funduszu „i tak” dostały już swoje pieniądze. Sukces ściągalności nie przyczyni się nijak do poprawy losu pozostałych.

Rafalska chce również zatrudniać alimenciarzy przy robotach publicznych. Projekt ustawy został skierowany do konsultacji. Natomiast fundacja „Dla naszych dzieci”, która prowadzi ogólnokrajową kampanię „Alimenty to nie prezenty”, wysłała do ministerstwa pismo, w którym dowodzi, że fundusz w obecnej formie tylko dzieli dzieci na lepsze i gorsze – próg dochodowy należałoby znieść lub podnieść co najmniej dwukrotnie.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

W tym kraju strajk obalił niedawno rząd. A właśnie rozpoczął się kolejny pracowniczy zryw

Walka klas w Finlandii nabiera rumieńców. Ponad 15 tysięcy pracowników przemysłu drzewnego…