Wzrost procentowego udziału w PKB środków przeznaczanych na publiczną opiekę zdrowotną – tak brzmiał jeden z głównych postulatów zeszłorocznego strajku lekarzy rezydentów. W porozumieniu kończącym protest strona rządowa zadeklarowała stopniowy wzrost tego czynnika. Najnowszy raport Eurostatu udowadnia, że młodzi lekarze mieli rację. Polska wciąż znajduje się na szarym końcu zestawienia biorącego pod uwagę państwowe wydatki na zdrowie.

Liczby są przygnębiające i obrazujące zarazem przyczyny kolejek i ogólnej niewydolności naszego systemu. Polska zanotowała jeden z najniższych poziomów wydatków na służbę zdrowia – 700 euro na mieszkańca w 2016 roku. To daje naszemu krajowi trzecie miejsce od końca w Unii Europejskiej – wynika z danych opublikowanych przez Eurostat.

„Wydatki na służbę zdrowia na mieszkańca wyniosły 5 tys. euro lub więcej w trzech krajach członkowskich Unii Europejskiej w 2016 roku: w Luksemburgu – (5 600 euro), w Szwecji (5 100 euro) i Danii (5 000 euro). Trzy kraje z najniższym nakładem na służbę zdrowia na głowę w 2016 r. to Rumunia – (400 euro), Bułgaria – (600 euro) i Polska – (700 euro)” – czytamy w komunikacie Eurostatu.

W ujęciu wydatków na służbę zdrowia w relacji do PKB – najwyższy odsetek wydatków w 2016 r. zanotowano we Francji (11,5 proc.), następnie w Niemczech (11,1 proc.) i w Szwecji (10,9 proc.). Kraje z najniższym udziałem wydatków w PKB to Rumunia (5 proc.), Luksemburg i Łotwa (po 6,2 proc.), a także Polska (6,5 proc.).

W listopadzie 2017 r., pod naciskiem protestujących rezydentów,  większość sejmowa przegłosowała nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Według niej w tym roku na sfinansowanie systemu ochrony zdrowia będzie przeznaczone nie mniej niż 4,67 proc. PKB. Nakłady na zdrowie mają wzrastać w kolejnych latach do poziomu 6 proc. PKB w 2025 r. Pomiędzy danymi rządowymi a europejskimi występują pewne różnice. Strona polska tłumaczy, że wynikają one z różnic kursowych. Resort zdrowia szacuje, że w ciągu pierwszych dziesięciu lat obowiązywania tej ustawy do systemu opieki zdrowotnej trafi dodatkowe 500 mld zł.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Ile byśmy nie wpompowali kasy w służbę zdrowia – lekarze i tak wykażą się mistrzostwem w przemieszczaniu jej do własnych kieszeni.
    Tak dzieje się od lat. Jeżeli pojawi się jakaś procedura (kilka lat wstecz taki numer był z niektórymi zabiegami kardiologicznymi) która jest w sporym stopniu przeszacowana – nagle liczba chorych którym ten akurat zabieg jest niezbędny – rośnie wykładniczo. A kolejki są powodowane prostym mykiem – w przychodniach państwowych przyjmuje się jedynie określoną liczbę pacjentów (numerki) zapisy po 10 osób do specjalistów… bo przecież miejsca dla ,,swoich” muszą być… Leczę się w przychodni ,,ordynatorskiej” – mam jakie-takie rozeznanie… przyjecie na oddział w renomowanej klinice – to kwestia telefonu doktora prowadzącego do kolegi i w ciągu tygodnia ląduje się na oddziale… bo tomografia droga, rezonans – takoż a na ,,zapisy” to czeka się pół roku… a pan dochtór woli wziąć kasę w kieszeń w ramach kolejnych wizyt…
    Wpakujemy w ten ,,byznes” więcej kasy? to jedynie wzrosną ceny w prywatnych przychodniach, a kolejki się nie zmniejszą.
    Pazerność drogi Piotrusiu-Panie NIE ZNA GRANIC!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kolejne stadium antyrosyjskiej paranoi. Uznali Gretę Thunberg za „córkę Putina”

Spiskowa teoria o tzw. Russiagate, w USA coś na kształt kultu religijnego, którego głównym…