Od wielu miesięcy trwa dyskusja, czy w Unii Europejskiej ma obowiązywać zasada równej płacy za tę samą pracę. Kolejne polskie rządy, o dziwo, bronią dyskryminacji polskich kierowców ciężarówek, wręcz walczą o to, aby wykonując swoją pracę na terenie Francji lub Niemiec, otrzymywali oni niższe stawki od tamtejszych pracowników. Niezależnie jednak od motywów działania polskich władz, trudno o wdrożenie zasady równej płacy za tę samą pracę między pracownikami z różnych krajów, gdy nie działa taka reguła nawet w odniesieniu do pracowników z jednego państwa.


W Polsce praktycznie nie istnieją negocjacje płacowe dotyczące całych branż czy nawet poszczególnych zakładów pracy. Przetrwały nieliczne wyjątki w postaci szkolnictwa lub górnictwa, ale tam również stopniowo następuje odchodzenie od regulacji płacowych obowiązujących wszystkich pracowników.

Nawet państwo stopniowo odchodzi od sztywnego kształtowania płac w sektorze publicznym. Fundusz płac w budżetówce był zamrożony przez ostatnie 10 lat. W praktyce nie oznaczało to jednak, że wynagrodzenia wszystkich pracowników z roku na rok obniżały się o poziom inflacji. Realne wynagrodzenia niektórych pracowników rosły, a innych zmniejszały się. Zwiększano fundusz płac w sferze budżetowej, ale bez systemowej waloryzacji, która w tym samym stopniu dotyczyłaby wszystkich pracowników. W praktyce kierownicy poszczególnych placówek arbitralnie podnosili płace wybranym pracownikom, podczas gdy płace innych stały w miejscu. Oznaczało to strukturalne odejście od zasady równej płacy za tę samą pracę, co doprowadziło do sytuacji, gdy różnice w poziomie wynagrodzeń między osobami o tym samym stażu na tych samych stanowiskach w wymiarze sprawiedliwości czy skarbówce są bardzo zróżnicowane. Dotyczy to tak sektora publicznego, jak i samorządowego. Obecnie wynagrodzenia w służbie cywilnej na tych samych stanowiskach różnią się znacznie w zależności od regionu. Przykładowo w urzędach Krajowej Administracji Skarbowej dla stanowisk specjalistycznych przyjęto widełki od 1,0 do 3,0.

Tak duża rozpiętość widełek daje możliwość olbrzymiego zróżnicowania zarobków w zależności od sytuacji finansowej urzędu czy oceny danego pracownika, co wiąże się ze znaczną uznaniowością w sposobie wynagrodzenia członków korpusu służby cywilnej. Różnice w płacach są też wśród pracowników samorządowych, w tym na przykład pracowników socjalnych czy pracowników kultury.

Patologie na tym polu są obecne też w strategicznych firmach jak Poczta Polska. W obowiązującym na Poczcie układzie zbiorowym różnice między pracownikami zaszeregowanymi w tej samej kategorii są ponad dwukrotne!

Przy tym samym zakresie obowiązków i tym samym stażu pracy jeden pracownik może mieć 2,5 tys. zł zasadniczego wynagrodzenia, a inny 6,2 tys. zł.

Oznacza to olbrzymi zakres samowoli kadry zarządzającej przy ustalaniu pensji dla pracowników, co w praktyce może prowadzić na przykład do sytuacji, gdy członkowie związków zawodowych posłusznych zarządowi mogą liczyć na wyższe płace niż pozostali pracownicy.

Również w firmach prywatnych istnieją duże różnice w zarobkach między pracownikami na tym stanowisku. Przykładowo różnice płac między kasjerkami w sklepach Biedronki sięgają nawet 500 zł w zależności od regionu . W sklepach zlokalizowanych w małych i średnich miastach pracownicy mogą zarobić od 2250 zł brutto, przez 2350 zł do 2500 zł (w zależności od stażu pracy), a do tego mają szansę na nagrodę za obecność do 450 zł miesięcznie. W sklepach drugiej kategorii, w dużych miastach pensja podstawowa wynosi odpowiednio 2500 zł, 2600 zł i 2800 zł, a nagroda za obecność może wynieść do 500 zł. W sklepach najlepiej płacących, w Warszawie pensje podstawowe wynoszą: 2700, 2800 i 3000 złotych, a maksymalna nagroda za obecność to 550 złotych. Jedynie premia za wyniki we wszystkich sklepach jest równa i wynosi do 170 zł.

Prawo pracy opiera się na zakazie różnicowania praw pracowniczych. Przewiduje, że pracownicy mają równe prawa z tytułu jednakowego wypełniania takich samych obowiązków. Niedopuszczalna jest jakakolwiek dyskryminacja na tym obszarze. Zakaz dyskryminacji dotyczy również płac. Jeżeli praca jest równie trudna, wymaga takiego samego wysiłku i umiejętności, tych samych kompetencji, a pracownicy mają taki sam zakres decyzji – powinni otrzymać równe wynagrodzenie.

Zasada ta jest zapisana w Konstytucji RP, Kodeksie prasy i dokumentach unijnych.

Ogólna konstytucyjna zasada równości jest bardzo szczegółowo rozpisana w Kodeksie pracy. Przede wszystkim mowa na ten temat jest w art. 18(3c) Kodeksu pracy. Mówi on, że „pracownicy mają prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości”, a wynagrodzenie to „obejmuje wszystkie składniki wynagrodzenia, bez względu na ich nazwę i charakter, a także inne świadczenia związane z pracą, przyznawane pracownikom w formie pieniężnej lub w innej formie niż pieniężna”. Ponadto „pracami o jednakowej wartości są prace, których wykonywanie wymaga od pracowników porównywalnych kwalifikacji zawodowych, potwierdzonych dokumentami przewidzianymi w odrębnych przepisach lub praktyką i doświadczeniem zawodowym, a także porównywalnej odpowiedzialności i wysiłku”. Zapisy są zatem jasne i konkretne. Wszyscy pracownicy mają mieć równe prawa z tytułu jednakowego wypełniania takich samych obowiązków, a zakaz dyskryminacji dotyczy między innymi płac. Ewentualne różnicowanie wynagrodzeń powinno być uzasadnione i wiązać się np. z większymi kompetencjami danego pracownika, dłuższym stażem pracy czy różnicami w formie wykonywanej pracy.

Praca pracownika socjalnego na tym samym stanowisku w Koninie i Warszawie nie różni się. Trudno też znaleźć różnice między pracą ekspedientki w Opolu i Malborku, albo osoby wydającej listy w urzędzie pocztowym w Szczecinie i Wrocławiu. Nie ma tu żadnych przyczyn, aby różnicować wynagrodzenia osób w zależności od miejsca zamieszkania.

Niestety zamiast dążyć do zrównania płac na tych samych stanowiskach, w Polsce pojawia się coraz więcej głosów, aby tym bardziej je zróżnicować. Taki jest kierunek większości środowisk pracodawców, którzy co pewien czas zgłaszają pomysł zróżnicowania płacy minimalnej w zależności od regionu. Mamy też specjalne strefy ekonomiczne, które różnicują regionalnie wysokość podatków. Tego typu rozwiązania nie tylko przeczą podstawowym intuicjom dotyczącym sprawiedliwości i mogą wywoływać wątpliwości odnośnie zgodności z Konstytucją.

Stanowią prostą drogę do dumpingu płacowego w skali kraju i równania w dół.

To pogwałcenie zasady równości wobec prawa i droga do nadużyć. Część ekspertów uważa, że przy ocenie dopuszczalności różnicowania wynagrodzeń należy uwzględnić czynniki związane z otoczeniem, w którym praca  jest wykonywana, takie jak np. stopa bezrobocia, koszty utrzymania, siła nabywcza pieniądza, warunki życia czy popyt na pracowników danych specjalności. Jednak zgoda na niższe płace w biedniejszych regionach kraju to odejście od równości wobec prawa i dyskryminacja ze względu na miejsce zamieszkania. Gdy dodatkowo dotyczy ona instytucji państwowych, to na władzę centralną spada odpowiedzialność za to, że praca mieszkańców jednego regionu jest niżej wynagradzana niż praca mieszkańców innego regionu. Zamiast różnicować płace urzędników rząd powinien zadbać o zrównoważony rozwój całego kraju.

Warto też zwrócić uwagę, że zawarty w Kodeksie pracy wymóg wypłacania równej płacy jest omijany również poprzez przerzucanie części pracowników do firmy zewnętrznej, zatrudnianie ich w ramach umów cywilnoprawnych lub wymuszanie samozatrudnienia. Dotyczy to przykładowo Polskich Linii Lotniczych LOT, gdzie w ostatnich latach stewardessy i piloci są zatrudniani jako jednoosobowe firmy przez LOT-owskie spółki córki. W tym wypadku nie tylko mamy do czynienia z naruszeniem art. 18(3c) Kodeksu pracy, ale też art. 22, który mówi o tym, że gdy pracodawca określa czas pracy i miejsce pracy, a pracownik pozostaje w nim w relacji podległości służbowej, to powinno być zatrudnienie etatowe.

Najwyższy czas, aby polskie państwo zaczęło przestrzegać przepisów prawa pracy i aby nie było regionów lepszego i gorszego sortu. W tym celu rząd powinien konsekwentnie egzekwować zasadę równych płac dla pracowników o tym samym zakresie obowiązków i tym samym stażu pracy. W instytucjach samorządowych i państwowych powinny być z góry ustalone stawki dla pracowników o tym samym zakresie obowiązków i wykonujących te same czynności. Powinno to również dotyczyć firm prywatnych.

Trudno zrozumieć, dlaczego prawo miałoby dopuszczać olbrzymie różnicowanie płac na tych samych stanowiskach ze względu na widzimisię pracodawcy.

Zrównanie płac na tych samych stanowiskach wymagałoby też likwidacji znacznej części umów śmieciowych, a z całą pewnością ujednolicenia zasad zatrudniania. Nie może być tak, że osoby mające ten sam zakres obowiązków i ten sam rodzaj podległości służbowej zawierają różne rodzaje umowy. Wreszcie wydaje się, że świetnym instrumentem instytucjonalnym, który pozwoliłby na szybkie wprowadzenie zasady równych płac za tę samą pracę nie tylko na poziomie poszczególnych firm i instytucji, ale też całej gospodarki, byłoby wprowadzenie branżowych układów zbiorowych. W wielu krajach Europy Zachodniej pracodawcy zasiadają do rozmów ze związkowcami i wspólnie podpisują układy zbiorowe, które wyznaczają zasady pracy w danej branży dotyczące między innymi wynagrodzeń podstawowych, dodatków stażowych czy stawek za nadgodziny. Wprowadzenie tego rozwiązania w Polsce z całą pewnością byłoby dobrą zmianą na rynku pracy.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. O ile pozostaje przyznać rację zrównaniu płac pracowników delegowanych z miejscowymi (de facto zgodność z lokalnym pracem pracy), o tyle analogiczny zabieg w skali kraju zwyczajnie mija się z celem ze względu na duże różnice kosztów życia. Z jednej strony są duże miasta z przeciętną płacą >5k zł brutto, a z drugiej powiaty z 3,5k zł brutto lub mniej. Ta sama stawka może być zarówno sufitem, jak i dnem.

    1. Płaca powinna wynikać z pracy i czerpanego z niej zysku przez pracodawcę, a nie z kosztów życia w określonym miejscu… płaca nie nie jest bowiem „ceną przeżycia” ale ekwiwalentem wykonanej pracy… Poza tym jeśli w regionach z niższymi kosztami życia płace będą niższe, zawsze pozostaną biedniejsze

    2. Tekst dotyczył dokładnie tych samych prac, a nie tego, że wykonujący zawód X ma zarabiać mniej od Y tylko dlatego, że pracuje powiedzmy na Warmii a nie w Warszawie. Chodzi o to, że żaden racjonalny argument nie przemawia za tym, żeby pracownik budżetówki dostawał jednakową pensję w każdym zakątku Polski. Ta polityka prowadzi do tego, że prowincja zabija się o takie stołki i bez pleców można o nich zapomnieć, a w dużych miastach brakuje ludzi na stanowiska wymagające kwalifikacji. Nic dziwnego, skoro w pierwszym przypadku płaci się kasę powyżej średniej pozwalającą na jakieś życie, a w drugim sporo poniżej tego poziomu. Siła nabywcza lepiej niż gołe liczby ocenia wysokość danego wynagrodzenia.

      PS: Oprócz wykonywanych obowiązków pewien wpływ na płacę ma także, nazwijmy to umownie, udział w zyskach. Dlatego wspomniana w tekście ekspedientka z Opola zapewne zarabia więcej od tej z Malborka. Konkurencję na rynku pracy jako czynnik typowo kapitalistyczny pomijam.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Rozmowy Strajku: O co walczą Kurdowie?

Wielotysięczne demonstracje solidarności z Rożawą i Kurdami przeszły w ostatnim tygodniu u…