Przeludniony zakład karny w Kalifornii, Wikimedia

Amerykański system penitencjarny uchodzi za jeden z najbardziej bezwzględnych i brutalnych. Większość więzień jest prywatna. Niedawno jedno z nich wizytował prezydent USA – Barack Obama.

Przeludniony zakład karny w Kalifornii, Wikimedia
Przeludniony zakład karny w Kalifornii, Wikimedia

Obama jest pierwszym prezydentem, który zdecydował się odwiedzić zakład karny w trakcie swojego urzędowania. Celem jego wizytacji było zapoznanie się z warunkami w jakich przebywają osoby skazane na wyroki pozbawienia wolności. – W zbyt wielu miejscach czarnoskórzy chłopcy i czarnoskórzy mężczyźni, tak samo jak latynoscy chłopcy i latynoscy mężczyźni traktowani są w sposób urągający prawy – powiedział prezydent USA przed wylotem do El Reno Correctional Facility (ośrodek poprawczy El Reno) w Oklahomie.

Nieco dziwne wydaje się podkreślanie męskiej płci pokrzywdzonych różnicując tę grupę ze względu na wiek przy kompletnym pominięciu losu niebiałych kobiet, które w takim samym stopniu padają ofiarą policyjnej przemocy w USA. Najnowszym tego przykładem jest śmierć czarnoskórej Sandry Bland.

Wizytacja Obamy ochrzczona została przez amerykańskie media „bezprecedensową” i „historyczną”. Zdecydowana większość tamtejszych dziennikarzy i komentatorów dyskretnie pominęła jednak fakt, iż od dekad, do wielu amerykańskich więzień próbowali dostać się przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Wysłannicy ONZ kierowani byli do konkretnych ośrodków nie dla celów losowej kontroli, lecz z powodu doniesień o gigantycznych nadużyciach wobec osadzonych. Przybywali do Stanów Zjednoczonych z dokumentacją dającą im mandat do prowadzenia działań i uprawnienia do przeprowadzenia wizytacji we wskazanych w dokumentach ośrodkach. Pomimo to w USA nigdy im się to nie udało.

Najbardziej znanymi, niedoszłymi nigdy do skutku, próbami przebicia się przez amerykańską biurokrację, były przypadki Radhiki Coomaraswamy oraz Bacre’a Waly Ndiayego. Oboje próbowali dostać się do amerykańskich więzień pod koniec lat `90 ubiegłego wieku. Coomaraswamy była wówczas specjalnym wysłannikiem Narodów Zjednoczonych ds. przemocy wobec kobiet i chciała zweryfikować doniesienia dot. przemocy i wkorzystywania seksualnego kobiet osadzonych w trzech więzieniach w Mitchigan. Odmówiono jej wstępu na dzień przed planowanym przylotem. Ndiaye pracował zaś jako szef Biura Praw Człowieka ONZ w Nowym Jorku i wpadł na pomysł skontrolowania kilku zakładów karnych pod kątem warunków w jakich przetrzymywani są tam więźniowie. Brutalną i skuteczną kampanię przeciw inicjatywie Ndiayego przeprowadził, nieżyjący dziś, ówczesny przewodniczący Senackiego Komitetu ds. Stosunków Międzynarodowych – Jesse Halms. Szef Biura ONZ ds. Praw Człowieka nie został wpuszczony do żadnego amerykańskiego więzienia. Od początku bieżącego stulecia ONZ po prostu zaniechał takich działań uznając je za kompletnie bezskuteczne.

Na kanwie wizytacji Obamy w więzieniu w Oklahomie, głos zabrał Juan E. Méndez, specjalny wysłannik ONZ ds. tortur. Wraz z Seong-Phil Hongiem, przewodniczącym jednej z grup roboczych w ONZ zajmującej się polityką penitencjarną wezwali amerykański rząd do natychmiastowego pogłębienia współpracy i jak najszybszego opracowania założeń nowej reformy prawa karnego.

– Liczę na nowe otwarcie i współpracę z prezydentem Obamą. Jest bardzo wiele kwestii wymagających pilnego uregulowania. Najważniejszą z nich wydaje się kwestia przetrzymywania ponad 80 tys. w izolatkach, którzy spędzają tam często miesiące lub lata – powiedział dziennikarzom Méndez.

Jak narazie wizytacja Baracka Obamy w El Reno Correctional Facility w Oklahomie niczego nie zmieniła.

[crp]
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Chiny: państwo nie pozwoli miliarderowi na rozrzutny tryb życia

Bardzo ciekawy wyrok zapadł wobec twórcy konglomeratu HNA Group Chen Fenga. Bogacz uchylał…