48 osób zostało zatrzymanych 7 sierpnia wieczorem po spontanicznej demonstracji solidarności z Margot, aktywistką kolektywu Stop Bzdurom. Policja utrzymuje, że na komisariaty trafiali tylko ci, którzy szczególnie agresywnie sprzeciwiali się aresztowaniu działaczki, jednak uczestnicy demonstracji twierdzą, że agresywni byli tego wieczoru tylko funkcjonariusze.

Jak relacjonowaliśmy na Portalu Strajk, protest solidarnościowy rozpoczął się po szesnastej przed siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii na warszawskim Solcu. Po tym, gdy w mediach społecznościowych pojawiła się informacja, iż sąd uwzględnił odwołanie prokuratury i zatwierdził dwa miesiące aresztu dla Margot (w związku z zarzutami o zniszczenie mienia – antyaborcyjnej furgonetki, udział w zbiegowisku i popychanie kierowcy), do KPH spontanicznie ruszyli aktywiści i sympatyczki grup lewicowych oraz broniących praw LGBT. Policja nie zdecydowała się aresztować działaczki na oczach około stuosobowego tłumu; dopiero później, gdy grupa z tęczowymi flagami przemaszerowała na Krakowskie Przedmieście, Margot została zatrzymana i około dwudziestej odwieziona nieoznakowanym samochodem. Część protestujących bez powodzenia usiłowała blokować jego odjazd, wchodząc na dach auta, wbiegając na jezdnię lub siadając na ziemi.

Po aresztowaniu aktywistki protest solidarnościowy trwał dalej. Policja otaczała poszczególne grupy aktywistów kordonem, uniemożliwiła również spontaniczny protest przed komisariatem przy ul. Wilczej. Świadkowie i uczestnicy wydarzeń pisali, że zachowanie funkcjonariuszy zaczęło przypominać łapanki, gdyż zatrzymywano zupełnie przypadkowe osoby.

Według relacji świadków wydarzeń już na Krakowskim Przedmieściu policjanci byli agresywni wobec uczestników pokojowego protestu, w większości młodych ludzi: były przypadki przyduszania protestujących do ziemi i wyciągania z tłumu. – Obok mnie nagle rzucono na chodnik dziewczynę. W ciągu 5 sekund stało na niej dwóch policjantów. Jeden nogą na plecach drugi nogą na głowie – napisała na Facebooku posłanka KO Magdalena Filiks. Posłanka twierdzi, że i ona podczas policyjnej akcji została mocno uderzona.

Łącznie zatrzymano 48 osób. Wsparcia udzielali im parlamentarzyści z klubu Lewicy. Posłanki Hanna Gill-Piątek, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Anna-Maria Żukowska, Małgorzata Prokop-Paczkowska i poseł Maciej Gdula byli obecni jeszcze na proteście pod KPH. Następnie w organizowanie pomocy prawnej i zbieranie informacji o zatrzymanych i o tym, gdzie ich zawieziono, zaangażowali się także Krzysztof Śmiszek, Beata Maciejewska i Magdalena Biejat. Dołączyli również posłowie KO Michał Szczerba, Klaudia Jachira i Urszula Zielińska. Parlamentarzyści alarmowali, że część zatrzymanych nie mogła od razu skorzystać z zapewnionej im pomocy prawników, a policja z wielką niechęcią informowała o tym, w których komisariatach są zatrzymani.

– Nasze działania były adekwatne do zachowania osób zatrzymanych – skomentował dziś rano całą sytuację nadkomisarz Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji, na antenie TVN. Policjant twierdził, że działania jego kolegów były adekwatne do zagrożenia, jakie stwarzał tłum starający się zablokować odjazd pojazdu z Margot. Opozycyjni politycy argumentują, że zagrożenia nie było, a i sama decyzja o tym, by aresztować Margot na dwa miesiące, jest mocno kontrowersyjna, skoro sprawcy poważniejszych czynów oczekują na swoje procesy na wolności.

– To są tak groźni i niebezpieczni ludzie, aby tak ich traktować? Kto wydał rozkaz tych łapanek? Dla kogo pracujecie? Dla obywateli czy dla PiS-u? Hańbicie urząd! – napisała na Twitterze Joanna Scheuring-Wielgus z Lewicy.

Część zatrzymanych 7 sierpnia będzie miała postawione zarzuty zniszczenia mienia, co najmniej kilka osób natomiast ma odpowiadać za czynną napaść na policjanta.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Posłanka Lewicy odpowiada ministrowi edukacji: „Napis z murów można zmyć. Krwi z rąk tych, którzy przyłożyli się do śmierci dzieci – nie”

Wczoraj w mazowieckich Kozienicach odebrała sobie życie 12-letnia dziewczyna. Powód? Homof…