W nowym badaniu opinii publicznej, wykonanym przez IBRiS na zamówienie Onetu, nieznaczna większość Polaków popiera politykę rządu w sprawie granicy polsko-białoruskiej i migracji.

Ankietowanych poproszono o ocenę działań rządu Mateusza Morawieckiego oraz aktywności opozycji. Jej posłowie – pierwszy był Maciej Konieczny, reprezentant Lewicy – udawali się do Usnarza Górnego i domagali się udzielenia pomocy humanitarnej koczującym uchodźcom. Koniecznemu udało się przekazać im żywność i koce, kolejni parlamentarzyści trafiali już na mur stworzony przez Straż Graniczną i policję.

Większość uczestników sondażu wyraziła jednak zdanie, że opozycyjni posłowie robili źle. Ich działania negatywnie oceniło 64,5 proc. odpowiadających. Poparcie dla działań opozycji wyraziło jedynie 20 proc. ankietowanych. Mniej zdecydowani byli respondenci, gdy poproszono ich o ocenę działań rządu. Ocena pozytywna przeważyła, ale nieznacznie, z 51 proc. wskazań. 41 proc. odpowiadających oceniło działania rządu negatywnie, pozostali nie mieli zdania.

Ludzie wierzą narracji Morawieckiego

Sondaż przeprowadzono 1 września, gdy było już wiadomo, że rząd zawnioskował do prezydenta o wprowadzenie w nadgranicznych gminach stanu wyjątkowego. Kryzys migracyjny trwał już od kilku tygodni, a Mateusz Morawiecki powtarzał w mediach publicznych i prorządowych: to wojna hybrydowa rozpętana przez Białoruś, uchodźcy nie są na terytorium Polski. Gdy respondentów zapytano o możliwe dalsze wydarzenia na granicy, byli przekonani – tak jak rząd – że nastąpi dalsza eskalacja.  Łącznie 75 proc. spodziewa się kolejnych migrantów i – jak wynika z odpowiedzi na poprzednie pytania – raczej nie chce, by Polska udzieliła im pomocy.

3 września na konferencji prasowej Lewica przekonywała, by nie wierzyć oficjalnym komunikatom. Poseł Maciej Gdula oznajmił, że na granicy nie znajdują się żadni „dobrze odżywieni współpracownicy Łukaszenki”, ale ludzie, którzy uciekli przed wojną, są głodni i przerażeni.

Mediów nie ma, lekarzy nie dopuszczono

Aktywiści Fundacji Ocalenie, którzy walczyli o udzielenie pomocy humanitarnej migrantom, komunikowali się z nimi przez tłumaczy i informowali o stanie zdrowia koczującej grupy, wczoraj przed północą odjechali z Usnarza Górnego. Postanowili uszanować przepisy stanu wyjątkowego, które zabraniają zgromadzeń i zakazują osobom niezameldowanym w gminach objętych restrykcjami swobodnego przebywania na ich terenie. Strefę nadgraniczną musieli również opuścić dziennikarze.

W jednym z ostatnich wpisów na Twitterze fundacja stwierdziła, że od momentu, gdy zaczęła monitorować sytuację na granicy, osiemnastokrotnie widziano, jak do uchodźców nie jest przepuszczana karetka lub lekarz. Trzynaście razy taka sytuacja zdarzyła się po wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który nakazał Polsce udzielenie uchodźcom pomocy. Przypomnijmy, że ETPCz nakazał Warszawie umożliwienie koczującym dostępu do lekarza i żywności, nie zobowiązywał do przyjęcia tych ludzi na terytorium Polski. I taki wyrok został zignorowany.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

”Mamy dość wykrętów”. Pracownicy budżetówki demonstrowali pod KPRM, premier ich nie przyjął

Pracownicy budżetówki przypomnieli rządowi o swoim istnieniu. W sobotę 23 października prz…