W zakładzie Paroc Polska, produkującym izolację z kamiennej wełny mineralnej, pracownicy odeszli od maszyn. To strajk generalny – wcześniejsze próby negocjacji z dyrekcją w sprawie warunków zatrudnienia i wysokości zarobków nie przyniosły rezultatu.

Paroc Polska działa w Trzemesznie, ośmiotysięcznym mieście w Wielkopolsce. Zatrudnia 780 osób, na trzy zmiany, w pandemii nie tylko nie poniósł strat, ale jeszcze zwiększył załogę. Pracownicy nie czują jednak, aby ta dobra kondycja firmy przekładała się na korzyści dla nich.

Blisko co piąty, z 800 pracowników Paroc Polska pracuje na śmieciowej, bo terminowej umowie o pracę. Dodatek stażowy po 40 latach pracy wynosi 160 zł brutto. Żeby płaca w skali miesiąca była naprawdę godna, trzeba pracować w nadgodzinach, inaczej nie ma kokosów. 40 godzinny czas pracy w tygodniu jest więc żartem – pisze na Facebooku Grzegorz Ilnicki, prawnik i działacz związkowy, który od trzech lat doradza załodze Paroc Polska, a teraz wspiera podczas protestu.

W Trzemesznie już wygasł piec elektryczny, który normalnie powinien być wygaszany raz na pięć lat. Działająca w zakładzie struktura Konfederacji Pracy (zrzeszonej w OPZZ) zapowiada strajk bezterminowy. Załogi kolejnych zmian będą przychodzić na stanowiska – i odmawiać pracy. W referendum strajkowym za taką formą protestu było 97,5 proc. głosujących przy wysokiej, ponad 60-procentowej frekwencji – i to pod koniec lipca, w sezonie urlopowym.

Umowy czasowe, niskie zarobki

W czerwcu załoga Paroc Polska strajkowała po raz pierwszy, w proteście ostrzegawczym wzięło udział 250 robotników. Zarząd zakładu najwyraźniej nie wziął ich inicjatywy na poważnie. Zignorował postulaty załogi, które dotyczą dwóch kwestii: podwyżek i umów na czas nieokreślony.

Dziś za pracę w Paroc Polska, w zapylonej hali, można – bez brania dużej liczby nadgodzin – wypracować niewiele ponad płacę minimalną. Po 15 latach pracy przysługuje dodatek stażowy w wysokości 70 zł. Związkowcy chcą, by co roku zatrudnionym przysługiwała przynajmniej waloryzacja uwzględniająca wskaźnik inflacji, a dodatek stażowy był wyższy i przysługiwał już po pięciu latach.

Drugi problem, na który zwracają uwagę związkowcy, to umowy czasowe. Obecnie w oparciu o nie zatrudnionych jest ok. 15-20 proc. wszystkich pracowników. Strajkujący chcą, by każdy, kto przepracuje w Paroc Polska pół roku i sprawdzi się, otrzymywał umowę na czas nieokreślony.

Czy zarząd ustąpi?

Czy protest zrobił na kierownictwie polskiego oddziału bogatej międzynarodowej firmy jakieś wrażenie? Szefowie nie mogą nie rozumieć, jak potężną bronią w rękach pracowników jest strajk. Na razie jednak w odpowiedzi na zapytania mediów wygłaszają raczej okrągłe formułki. Podobno mają „chęć osiągnięcia porozumienia”.

Dla takiej firmy jak Paroc Polska spełnienie postulatów strajkujących nie powinno przedstawiać problemu. Można zatem powiedzieć, że owo porozumienie jest w zasięgu ręki. Co znamienne, dosłownie w przededniu strajku związkowcy rozmawiali z zarządem. „Chęć osiągnięcia porozumienia” była wtedy tak duża, że… rozmowa nie przyniosła żadnych rezultatów.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

”Mamy dość wykrętów”. Pracownicy budżetówki demonstrowali pod KPRM, premier ich nie przyjął

Pracownicy budżetówki przypomnieli rządowi o swoim istnieniu. W sobotę 23 października prz…