Jeden z komentujących mój artykuł Koniec szwedzkiego raju? stwierdził, że jak na skandynawskie warunki skrajnie prawicowa partia, „Szwedzcy Demokraci stała się najbardziej przesuniętym w lewo ugrupowaniem na szwedzkiej scenie politycznej”. Zafrasowało mnie stwierdzenie przedstawione przez czytelnika. Jak można zestawiać populistów od faszystowskich korzeniach do olbrzymiej, tradycyjnej socjaldemokratycznej partii o rzeczywistych dokonaniach dla Szwecji? Później zadałem sobie pytania – zzy rzeczywiście o popularności skrajnej prawicy w Szwecji i kolejnych sukcesach wyborczych decyduje jedynie antyemigracyjna retoryka? Może jednak ich źródła popularności są bardziej zróżnicowane?

Wbrew pozorom Sverigedemokraterna (SD), czyli Szwedzcy Demokraci nie są nowym ugrupowaniem. Powstali w 1988 roku dzięki przekształceniu faszystowskiej partii Sverigepartiet, Partii Szwecji, utworzonej na bazie Bevara Sverige Svenskt (BBS), Zachować Szwecję Szwedzką oraz Framstegspartiet, Partiii Postępu. Oba ugrupowania rozwijały się od lat 70. XX wieku. BBS od początku swojego istnienia nie ukrywała swoich inspiracji ruchami faszystowskimi i nazistowskimi (wykorzystywanie symboliki krzyża celtyckiego, publikowanie tekstów szwedzkich narodowców oraz rasistów). Efektem działań BBS były ulotki wzywające dziewczęta do zaniechania „hańbienia rasy poprzez seks z murzynami”.  Natomiast Partia Postępu była dużo łagodniejsza w mediach, początkowo jej działacze dążyli jedynie do liberalizacji gospodarki, zaś narodowe tezy znajdowały popleczników na marginesie ruchu. Niechęć do masowej emigracji starali się przedstawiać jako, „nierasistowskimi” hasła – zagrożenie zakaźnymi chorobami z innych kontynentów (np. AIDS) czy wzrostem przestępczości. Pomimo tych różnic środowiska prawicowych liberałów i nacjonalistów połączyły się.

Początkowo zjednoczenie BBS i Partii postępu nie przyniosły pożądanego efektu. W latach 90. XX wieku społeczeństwo postrzegało Szwedzkich Demokratów za obciachowych skinów. Ówcześni przywódcy partii utrzymywali silne związki ze skandynawskim ruchem neonazistowskim, choć starali się z tym nie afiszować. Stopniowo narracja w mediach łagodniała, zaś z burzliwego okresu BBS w przestrzeni medialnej ostało się jedynie hasło Zachować Szwecję Szwedzką. Na przełomie XX i XXI wieku wielu polityków, wcześniej reprezentujących liberalne bądź umiarkowane prawicowe ugrupowania zaczęło zasilać SD, jak np. Jimme Åkesson (przewodniczący od 2005 roku, na fot.).

Posługując się sprawnym przekazem medialnym Szwedzcy Demokraci po raz pierwszy przekroczyli czteroprocentowy próg wyborczy i zdobyli 20 mandatów w 349 osobowym Riksdagu. Pomimo kolejnych ekscesów czołowych działaczy ugrupowania (antysemickie i antylapońskie wypowiedzi w mediach, próba pobicia komika – uchodźcy pochodzącego z Iraku), SD osiągali coraz lepsze wyniki. W wyborach parlamentarnych we wrześniu 2018 Szwedzcy Demokraci otrzymali 17,6 proc. głosów, co przełożyło się na 62 miejsca w parlamencie. Obecnie pozostałe ugrupowania polityczne otoczyły byłych neonazistów „kordonem sanitarnym” i wykluczyły możliwość jakiekolwiek współpracy z nimi.

Czy sukcesy Szwedzkich Demokratów wynikają jedynie z antyemigranckiej retoryki? Oglądając i czytając materiały reklamowe byłych neonazistów można zauważyć, że odwołują się oni do nostalgii za dawnymi, dobrymi czasami, gdy Szwedzi stanowili silną wspólnotę, która broniła, ale i chroniła swoich członków.

Akcentują potrzebę stabilizacji. Znajdziemy nawet dyskretne odniesienia do wciąż żywej w krajach nordyckich idei panskandynawizmu. Według SD przeciwko idei szwedzkości wystąpili nie tyle emigranci, ale stare elity. Paradoksalnie obraz świata z kampanii reklamowych byłych nazistów znajduje zrozumienie u zwykłych obywateli, gdyż tęsknią oni za stabilnością i bardziej wspólnotowym trybem życia, stojącym w sprzeczności z wyścigiem szczurów. W narracji SD emigranci są jednym z elementów destabilizującym tradycyjny tryb życia Szwedów.

Z polskiej perspektywy stosunek szwedzkich wyborców do SD może zaskakiwać, warto uzmysłowić sobie, że obywatele skandynawskiego raju przeżyli  w ostatnich dwóch dekadach swoistą gospodarczą, a także polityczną terapię szokową. Na początku lat 90. XX wieku władzę w kraju przejęli liberałowie i umiarkowani prawicowcy, którzy rozpoczęli demontaż systemu socjalnego budowanego od ponad 60 lat. Liberalizacja i prywatyzacja mocno dotknęła sektor szkolnictwa wyższego powodując spadek poziomu nauczania na uniwersytetach oraz zmniejszenie liczby specjalistów (np. lekarzy). Rządzący na zmianę z nimi przez kolejną dekadę socjaliści jedynie opóźniali te zmiany. Dodatkowo przez ostatnie dwadzieścia lat szwedzką opinię publiczną wstrząsały nie tylko kryzysy gospodarcze (praktyczny krach systemu bankowego w 1992 roku), ale też systemowe. Sprawa chorego psychicznie Thomasa Quicka, którego wrobiono i skazano za kilkadziesiąt morderstw podważyła wiarę społeczeństwa w policję oraz prokuraturę. W ostatnich latach skandynawska prasa ujawniła niespotykaną skalę prania pieniędzy przez tamtejsze instytucje finansowe, jak np. Danke Bank. Niestety, w wymienionych wyżej przypadkach nigdy nie rozliczono winnych, zaś politycy tradycyjnych partii nie zaproponowali nowych strategii ani wizji konkretnych zmian systemowych. Społeczeństwo przestało wierzyć politykom głównego nurtu.

Szwedzcy demokraci widzą apatyczność oraz skostnienie czołowych szwedzkich partii, próbują też przyciągnąć wyborców ofertą programową. W swoich dokumentach programowych nawołują oni do nacjonalizacji czołowych dla interesu narodowego przedsiębiorstw. Jednocześnie zamierzają zmniejszyć bądź znieść podatki od kapitału, obrotu akcjami etc.

Zręcznie łączą też kwestie ekonomiczne z antyemigracyjnymi, wzywając do deregulacji unijnego jednolitego rynku pracy, czytaj: wyrzucenia przybyszy z Europy Środkowo-Wschodniej.

Dosyć lewicowo brzmią postulaty SD w kwestii szkolnictwa. Działacze tej partii protestują przeciwko postępującej decentralizacji zarządzania oświatą i postępującemu spadkowi jakości kształcenia. Nawołują do nacjonalizacji szkół oraz odgórnego wprowadzeniu rozwiązań z sąsiedniej Finlandii, postrzeganych jako najlepsze na świecie. Według Szwedzkich Socjaldemokratów wszystkie zajęcia w szkołach powinny być bezpłatne, co obecnie nie jest regułą. Prawicowa ideologia partii widoczna jest właściwe jedynie w postulacie wprowadzenie obowiązkowych mundurków szkolnych. Warto podkreślić, że w kwestii realizacji tych postulatów nacjonaliści współpracują z niektórymi centralami szwedzkich Związków Zawodowych z sektora oświaty.

Dosyć prymitywnie wygląda program Szwedzkich Demokratów dotyczący opieki zdrowotnej, którą ma uzdrowić objęcie nią jedynie szwedzkich obywateli. Obcokrajowcy mieliby partycypować w kosztach leczenia. Pomimo olbrzymich wewnętrznych kontrowersji, SD wzięli również na sztandary obronę społeczności LGBT przed zagrażającym im islamskim fundamentalistom.

Program Szwedzkich Demokratów rzeczywiście zawiera szereg postulatów oraz idei, które można zaklasyfikować jako lewicowe. Niestety, są one powiązane z koncepcjami antyemigracyjnymi, chociaż trudno określić je jako jawie faszystowskie, co czynią niektórzy komentatorzy. Szokuje lektura programu największej lewicowej partia w Szwecji – Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, Socjaldemokraterny (SAP), gdyż nie odbiega w zakresie kwestii socjalnych od byłych neonazistów. Co zaskakuje bardziej, choć SAP rządzi już drugą kadencję, zaś Stefen Löfven wciąż pełni funkcję premiera, to SD potrafiło w swoich dokumentach programowych sformułować konkretniejszą wizję reformy edukacji prowadzącą do poprawienia sytuacji oświaty. Poza kwestiami podatkowymi (przywódca SAP postuluje zwiększenie obciążeń fiskalnych) i aspektami nacjonalistycznymi obie przywódcy obu partii mogliby powoływać się na programy konkurentów.

Czytelnik miał zatem rację, że Szwedzcy Demokraci zaczęli przesuwać się na lewo, chociaż niewątpliwym faktem jest również to, że pojawiają się u nich hasła populistyczne i antyemigranckie. Przy niemożności poradzenia sobie ze strukturalnym kryzysem Szwecji ze strony partii głównego nurtu SD mogą zdobyć władzę w ciągu kilkunastu lat, co oznacza katastrofę dla chociaż mieszkających tam Polaków. Warto przypomnieć, że przywódca szwedzkiej socjaldemokracji w latach 1926-1946 i główny ideolog skandynawskiej koncepcji państwa dobrobytu Per Albin Hansson nie obawiał się wykorzystywać instrumentalnie jawnie faszyzującej i nacjonalistycznej propagandy w celu osłony swoich kontrowersyjnych dla ówczesnego społeczeństwa reform. Wątpliwe, jednak by Jimmie Åkesson chciał podążyć w jego ślady.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Czyli autor przyznaje, że jest to partia lewicowa, tylko ci nieszczęśni imigranci, tak? Jak dla mnie to odruch zdrowego rozsądku, a autor imigrantów widział jedynie w materiałach reklamowych.

  2. Ciekawe kiedy nasi „byli neonaziści” wyleczą się z głupkowatej homofobii. Pewnie potrzeba do tegp z milion stałych imigrantów z krajów muzułmańskich :)

  3. SD wzięli również na sztandary obronę społeczności LGBT przed zagrażającym im islamskim fundamentalistom.

    Fundamentalizm zagraża społeczności LGBT, a przez wiele lat władze bagatelizowały problem radykalizacji uznając prawo do głoszenia różnych poglądów, czy niedostatecznie filtrując kto przyjeżdża do kraju. Ambicje bycia humanistycznym (humanitarnym ) mocarstwem, deklaratywnie, ale i czasem w czynach spowodowały brak reakcji na niektóre działania.

    ”Dosyć prymitywnie wygląda program Szwedzkich Demokratów dotyczący opieki zdrowotnej, którą ma uzdrowić objęcie nią jedynie szwedzkich obywateli. Obcokrajowcy mieliby partycypować w kosztach leczenia.”

    W 2015 roku do Szwecji przybyło 100 tysięcy ludzi, to jest liczba równa 1 % mieszkańców, oni korzystali ze służby zdrowia, co spowodowało nie tylko konieczność znalezienia pieniędzy na finansowanie dodatkowych świadczeń medycznych, ale spowodowały też zwiększenie kolejek do lekarzy.

    ”Zręcznie łączą też kwestie ekonomiczne z antyemigracyjnymi, wzywając do deregulacji unijnego jednolitego rynku pracy, czytaj: wyrzucenia przybyszy z Europy Środkowo-Wschodniej”

    Szwecja już w 2004 roku otworzyła rynek pracy, jak nietrudno się domyślić przyjazd nowych pracowników nie poprawił sytuacji szwedzkich pracowników o najniższych dochodach, zdusił presję placową i przyczynił się do powolnego demontowania kolejnych segmentów państwa opiekuńczego. Można bylo ściągnąć tańszych pracowników i mieć dzięki temu argument w sporach ze związkami zawodowymi . Wszystko podlewano hasłami o tolerancji, różnorodności, otwartości Szwedów, tylko pensje jakby nie rosły, a usługi publiczne były w gorszej kondycji. A na niezadowoleniu zyskali SD, a nie np partie na lewo od SAP.

    (…) można zauważyć, że odwołują się oni do nostalgii za dawnymi, dobrymi czasami, gdy Szwedzi stanowili silną wspólnotę, która broniła, ale i chroniła swoich członków.

    SD uznają Folkhemmet ( Dom Ludu)- czyli państwo opiekuńcze, za dziedzictwo kulturowe, tożsamościowe i narodowe Szwecji i Szwedów. Jest to część historii i polityki historycznej tej partii. Stanowi też istotną część tradycji i wspólnotowości, którą należy wedle SD zachować. Poza tym w 2014 tak SAP jak i SD postulowały podatek bankowy. Pewne zbieżności programowe o których pisze Autor są zatem nie od dziś. SD proponowała obniżkę innych podatków, jednocześnie chciano opodatkować banki jako część międzynarodowego systemu finansowego.

  4. „Czytelnik miał zatem rację, że Szwedzcy Demokraci zaczęli przesuwać się na lewo, chociaż niewątpliwym faktem jest również to, że pojawiają się u nich hasła populistyczne i antyemigranckie.”

    Miło mi, że Autor podziela moje zdanie :)

    „Dosyć prymitywnie wygląda program Szwedzkich Demokratów dotyczący opieki zdrowotnej, którą ma uzdrowić objęcie nią jedynie szwedzkich obywateli. Obcokrajowcy mieliby partycypować w kosztach leczenia.”

    Pomysł wydaje się absurdalny jedynie z pozoru, z pewnością nie chodzi w nim o wykluczanie z powodu obywatelstwa, a walkę ze zjawiskiem bezpłatnej turystyki medycznej. Polska, niestety, również odczuwa jej skutki, o czym coraz głośniej trąbią szpitale.

    gazetakrakowska.pl/leczy-sie-nie-placi-wyjezdza-krakowskie-szpitale-maja-problem-z-obcokrajowcami/ar/c14-14274989

    Ponieważ windykacja za granicą, zwłaszcza poza UE, graniczy z cudem, a środki zawsze są ograniczone, to na tej gościnie tracą miejscowi. Bardzo dobrze, że ktoś wreszcie miał odwagę powiedzieć to głośno. Brakuje jeszcze tylko wprowadzenia obowiązku posiadania odpowiedniego ubezpieczenia do czasu nabycia pełnych praw (np. rok stażu legalnej pracy), by nie występowały sytuacje, w których ktoś przyjeżdża w stanie zagrożenia, wymaga natychmiastowego (drogiego!) leczenia i nie można odprawić go z kwitkiem.

    Na marginesie dodam jeszcze jeden powód, dla którego wg mnie tzw. „skrajna” prawica rośnie w siłę. Chodzi tutaj przede wszystkim o nieustępliwość, która w powszechnym odbiorze równa się wiarygodności. I co z tego, że SAP zaprezentuje socjaldemokratyczny program, jeśli po wyborach nie tylko nie postawi żadnych twardych warunków, ale również ulegnie żądaniom liberalnej drobnicy? Tymczasem SD krzyczą „żadnych ustępstw – chcesz z nami rządzić, zaakceptuj nasze postulaty” i nic dziwnego, że wzbili się na prowadzenie w sondażach.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

„Bierzemy, skoro państwo daje” – Renault i Nissan planują masowe zwolnienia pomimo państwowego wsparcia

Samochodowy holding Renault-Nissan-Mitsubishi planuje masowe zwalnianie pracowników oraz l…