Za sprawą jego działań zainteresowanie wrocławskim Teatrem Polskim gwałtownie wzrosło – bynajmniej jednak nie z powodu osiągnięć artystycznych. Czy Cezary Morawski zostanie odwołany z dyrektorskiego stanowiska, czy też radość protestujących przeciwko niemu związków zawodowych okaże się przedwczesna?

Protest przeciwko polityce Cezarego Morawskiego, dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu/ facebook.com/PublicznoscTP

Morawski został dyrektorem Teatru Polskiego we Wrocławiu we wrześniu. Od tego czasu zwolnił 12 pracowników, w tym aktorów odgrywających pierwszoplanowe role w aktualnie wystawianych spektaklach. Zarząd województwa uważa, że to przez działania dyrektora teatr nie mógł wziąć udziału w przeglądzie w Budapeszcie, a niektóre przedstawienia, za które był wcześniej nagradzany, musiał zdjąć z afisza. Do tego doszły sprawy sądowe przeciwko scenie i negatywny rozgłos, który przełożył się na marną frekwencję na widowni. Przeciwko takiej sytuacji protestowali też widzowie, którzy okazywali wsparcie pracownikom walczącym z Morawskim. Po stronie dyrektora opowiedziała się natomiast zakładowa „Solidarność”, która urządziła nawet fasadowe referendum, w którym większość głosujących poparła antypracowniczą politykę zarządcy.

Wczoraj Morawski został odwołany przez zarząd województwa dolnośląskiego. – Cieszę się, że w końcu zarząd się zdecydował na taki ruch – skomentował Tomasz Lulek, aktor i przewodniczący Inicjatywy Pracowniczej przy teatrze. Związek będzie się teraz starał o przywrócenie do pracy wyrzuconych wcześniej artystów.

Być może jednak radość była przedwczesna. Ministerstwo Kultury zdążyło podać do wiadomości, że nie życzy sobie usuwania Morawskiego, a to właśnie z resortu spływa połowa budżetu placówki – 6 mln złotych. Wojewoda dolnośląski podjął decyzję o wstrzymaniu realizacji uchwały zarządu województwa. W oficjalnym komunikacie czytamy, że w ciągu najbliższych 30 dni zbada, czy jest zgodna z prawem. Zarząd województwa uważa, że takie działanie nie miało podstaw, a teatrowi grozi wyniszczający konflikt między p.o. dyrektora wskazanym przez zarząd właśnie, a Morawskim, który w zaistniałej sytuacji może zwyczajnie nie opuścić dyrektorskiego gabinetu.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Deputowani ukraińskiej Rady Najwyższej chcą oficjalnie świętować rocznicę sojuszu z Hitlerem

Posłowie ukraińskiego parlamentu przekraczają kolejne granice, nieprzekraczalne dla cywili…