Podliczono już prawie wszystkie głosy oddane we wczorajszym referendum. Węgrzy mieli odpowiedzieć na pytanie: „Czy chce Pan/Pani, by Unia Europejska mogła zarządzić, również bez zgody parlamentu, obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób innych niż obywatele węgierscy”?

fot. wikimedia commons
fot. wikimedia commons

Frekwencja wyniosła niewiele ponad 39 proc. Victor Orban od początku traktował referendum jako sprawdzian wyłącznie wysokości poparcia dla swojej ekipy – i wielokrotnie zapowiadał, że nie jest dla niego istotne, czy referendum okaże się wiążące, ale naprawdę ważne jest, co odpowiedzą Węgrzy. Jeżeli większość głosów zostanie oddanych na „nie” – Orban wprowadzi skuteczne regulacje prawne, które będą miały zapobiegać przyjęciu określonych kwot uchodźców narzuconych przez UE.

– Na Węgrzech będzie nielegalna obowiązkowa kwota osiedlania – oświadczył przewodniczący Fideszu Lajos Kosa. – Może to być poprawka do konstytucji, nowelizacja ustawy, ustawa organiczna (przyjmowana większością 2/3 obecnych na sali posłów), ustawa przyjmowana zwykłą większością głosów, uchwała parlamentu, albo przekazanie rządowi wiążącego mandatu.

Politycy Fideszu obiecali, że rząd poda się do dymisji w przypadku, gdy przeważą głosy na „nie”. Od początku jednak takiego „zagrożenia” nie było – byli praktycznie pewni zwycięstwa. Po szeroko zakrojonej kampanii, w której wiązano osiedlanie uchodźców z zamachami terrorystycznymi (rządzącym przyszedł tutaj z pomocą Jobbik) – wynik był przesądzony, wątpliwości dotyczyły jedynie tego, czy referendum okaże się ważne. W ostatnich sondażach oddanie głosów na „nie” deklarowały 74 proc. uprawnionych i tylko 5 proc. zapowiadało, że zagłosuje twierdząco. Podliczono ponad 98 proc. głosów. Orban dostał zielone światło, by dalej odcinać Węgry od reszty Europy.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Nie tylko Orban wie swoje. Tak samo dobrze wiedzą przez nikogo nie wybierani urzędnicy Komisji Europejskiej. Wszyscy wiedzą, jak wielkie poparcie w sprawie imigrantów ma Orban i że reprezentuje grubo ponad 90% węgierskiego społeczeństwa.

    Podejrzewam, że gdyby takie samo referendum zorganizować w Polsce, to wyniki (abstrahując od frekwencji) niewiele by się różniły od węgierskich.

  2. A kaczka jeszcze na co czeka?Niech zarządzi referendum? Boi się? Aha, patryjotyczni Polaczki-faszyści za mało jeszcze grunt przygotowały.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kolejne stadium antyrosyjskiej paranoi. Uznali Gretę Thunberg za „córkę Putina”

Spiskowa teoria o tzw. Russiagate, w USA coś na kształt kultu religijnego, którego głównym…