Od 42 dni nie stwierdzono w tym kraju żadnego nowego zachorowania na śmiertelnie niebezpieczną chorobę. Niestety, epidemia nie skończyła się w sąsiadujących z Liberią Sierra Leone i Gwinei.

flickr.com/CDC Global
flickr.com/CDC Global

Największa w historii epidemia tej niezwykle groźnej choroby rozpoczęła się w grudniu 2013 roku w Gwinei, następnie przeniosła się do innych krajów Afryki Zachodniej – do Liberii i Sierra Leone; kilkadziesiąt przypadków odnotowano także w Nigerii, w Senegalu i w Mali. W październiku zeszłego roku o zagrożeniu ebolą usłyszał cały świat – cztery osoby zachorowały w Stanach Zjednoczonych (jedna nie przeżyła), jedna w Hiszpanii i jedna w Wielkiej Brytanii.

Jak dotąd epidemia pochłonęła już ponad 11 tys. ofiar w Zachodniej Afryce, najwięcej własnie w Liberii, niewielkim i bardzo biednym kraju, gdzie 85 proc. społeczeństwa żyje za mniej niż 1,25 dol. dziennie. Na ebolę zachorowało tu 10,5 tys. ludzi, zaś 4716 zmarło. Zatrzymanie epidemii w Liberii to wspaniała wiadomość, wirus wciąż jednak szaleje w Gwinei i Sierra Leone, również ubogich państwach o fatalnej infrastrukturze medycznej. Na szczęście i tam jej rozmiar się zmniejsza – od stycznia br. odnotowuje się mniej niż 100 nowych zachorowań tygodniowo.

Ebola powoduje wysoką gorączkę, biegunki, wymioty oraz krwotoki wewnętrzne i zewnętrzne. Śmiertelność, zależnie od leczenia, wynosi od 25 do 90 proc. Roznosi się poprzez kontakt z krwią lub innymi wydzielinami zakażonych ludzi bądź zwierząt, także przez zjedzenie zakażonego mięsa. Wirus nie przenosi się drogą kropelkową i jest stosunkowo mało odporny – ginie w temperaturze powyżej 60 stopni Celsjusza i w kontakcie z powszechnie używanymi środkami dezynfekującymi. Do zakażeń pomiędzy ludźmi najczęściej dochodzi poprzez stosunki seksualne (wyleczony pacjent czy pacjentka może przenosić wirusa jeszcze 7 tygodni po zakończeniu kuracji) oraz przez zakażenia wewnątrzszpitalne, zwłaszcza jeśli w placówkach panują złe warunki higieniczne. W trwającej epidemii w Afryce Zachodniej aż 10 proc. wszystkich ofiar śmiertelnych stanowił personel medyczny, doszło do całkowitego załamania się opieki zdrowotnej.

Za skalę panującej zarazy oskarżana jest Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która nie zrobiła nic, bądź prawie nic, żeby ją zatrzymać, do czego zresztą przyznało się jej kierownictwo. Podstawowym działaniem, podjętym przez zamożne kraje Zachodu, okazało się odcięcie Liberii, Sierra Leone i Gwinei od handlu zagranicznego i zmniejszenie ruchu turystycznego, co wywołało gwałtowne załamanie się miejscowych gospodarek i dodatkowo pogorszyło możliwości tych państw w radzeniu sobie z epidemią. Sąsiedzi państw, w których doszło do największej liczby zachorowań, zamknęli swoje granice, a w samej Liberii wojsko otaczało dzielnice i regiony objęte epidemią. W związku z kwarantanną i problemami w przemieszczaniu się, zabrakło rąk do pracy przy zbiorze plonów, co spowodowało braki w żywności.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Apokaliptyczne wybuchy w Libanie: „To nie był Izrael”

Po 24 godzinach wahania, władze libańskie uznały, że doniesienia, jakoby to Izrael miał sp…