David Cameron, który przez ostatnie 6 lat swoich rządów zmuszał obywateli Wielkiej Brytanii do ostrych oszczędności, wielokrotnie twierdził, że chce też ukrócić wyprowadzanie pieniędzy do rajów podatkowych przez najbogatszych. Teraz okazuje się, że to właśnie te fundusze zasilały jego kampanię.

wikimedia commons
Okazuje się, że najbliżsi współpracownicy i darczyńcy Davida Camerona masowo uciekają z podatkami za granicę/wikimedia commons

Premier Wielkiej Brytanii dopiero niedawno otrząsnął się ze skandalu, wywołanego informacją o seksie oralnym z martwą świnią, który – w ramach rytuału inicjacyjnego do elitarnego klubu studenckiego przyszłych władz torysów – przyszły premier miał uprawiać w młodości, a na horyzoncie już majaczy kolejna poważna afera. W dokumentach, które wypłynęły z kancelarii prawnej Mossack Fonseca, operującej na Panamie, przewijają się nazwiska najbardziej znaczących darczyńców Partii Konserwatywnej.

Jednym z nich jest Tony Buckingham, który podarował torysom ponad 100 tys. funtów. Buckingham jest właścicielem koncernu paliwowego Heritage Oil, zajmującego się wydobyciem ropy m.in. na terenie Ugandy – gdzie, swoją drogą, zarówno jego firma, jak i inne brytyjskie koncerny paliwowe oskarżane są o niszczenie środowiska naturalnego. Z „Panama Papers” wynika, że żeby uniknąć zapłacenia podatku za sprzedaż jednego z pól roponośnych w niezamożnym afrykańskim kraju, z którego zasobów naturalnych korzysta, Buckingham przerejestrował ostatnio swoją spółkę z Bahamów na Mauritius, który ma z Ugandą podpisane porozumienie dotyczące podwójnego opodatkowania. Heritage Oil wszystkie operacje prowadzi oczywiście z pominięciem Wielkiej Brytanii.

Jeszcze większym problemem może się okazać lord Anthony Bamford, jeden z dwudziestu najzamożniejszych Brytyjczyków i dziedzic JCB, jednego z największych światowych producentów maszyn rolniczych i budowlanych. Okazuje się, że jedna z jego firm, działająca na Wyspach Dziewiczych (kolejny raj podatkowy) od 1994 r. została zamknięta zaledwie kilka miesięcy przed objęciem przez Bamforda stanowiska w Izbie Lordów. Arystokratyczny milioner wpłacił na kampanię torysów ponad 4 mln funtów, a jego kandydatura do wyższej izby brytyjskiego parlamentu była osobiście wspierana przez Davida Camerona. Bardzo umoczony jest niejaki David Rowland – biznesmen, który przekazał Partii Konserwatywnej 3 mln funtów. Jak się okazuje, ma na Wyspach Dziewiczych nie jedną, ale kilkadziesiąt spółek. W Panama Papers znalazło się także nazwisko niezwykle wpływowej i zamożnej rodziny Flemingów. To właśnie dzięki ich poparciu – także finansowemu – premier Wlk. Brytanii został liderem torysów. Flemingowie większość swojego majątku trzymają w Lichtensteinie, gdzie mają też zarejestrowane spółki, pomagające w ucieczce podatkowej innym bogaczom.

Szczególnie bolesne może być ujawnienie biznesów lorda Howarda Flighta, który posiada spółkę powierniczą, zarejestrowaną na Guernsey, niewielkiej wyspie leżącej na kanale La Manche, posiadającej specyficzny status prawny, pozwalający na unikanie podatków. Flight jest parem i byłym wiceprzewodniczącym partii. To bynajmniej nie wszystkie nazwiska – w „Panama Papers” przewija się także m.in. lord Astor of Hever, główny whip Partii Konserwatywnej w Izbie Lordów od 1998 roku, sir Edward du Cann, czyli jeden z najbliższych współpracowników Margaret Thatcher oraz Arron Banks, który – w odróżnieniu od wymienionych – wspiera nie Partię Konserwatywną, ale nacjonalistów z UKIP. Na kampanię referendalną w sprawie opuszczenia przez Zjednoczone Królestwo Unii Europejskiej wpłacił już 1 mln funtów.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

PiS zadecydował. Wódka będzie droższa

Nie udało się tego zrobić bez rozgłosu. Rząd próbował po cichu przepchnąć projekt ustawy z…