Polska wkrótce pójdzie w ślady Węgier i zakaże „propagandy homoseksualizmu”? Zasugerował to w programie Fakty po faktach wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.

Jeszcze nie ucichło oburzenie obrońców praw człowieka po tym, gdy Węgry ustawą zabroniły „propagowania homoseksualizmu”. Organizacje LGBT obawiają się, że będzie to oznaczało m.in. zakaz informowania młodzieży o istnieniu innych orientacji niż heteroseksualna czy wycięcie z dziennych ramówek filmów i reklam z motywami LGBT.

Polska społeczność LGBT+ obawia się, że w ślady Viktora Orbana może pójść PiS. Czy ma podstawy tak myśleć?

„Pracujemy nad tym”

Niepokojąca deklaracja padła w programie Fakty po faktach na antenie TVN, w którym ostatnie wypowiedzi ministra Przemysława Czarnka, uderzające w LGBT i Paradę Równości, komentowali wiceminister sprawiedliwości Michał Woś i poseł Lewicy Adrian Zandberg.  – Ostatnia rzecz, której szkoła teraz potrzebuje, to ideologiczna krucjata w wykonaniu ministra, który postanowił, że będzie teraz ręcznie sterował szkołami i będzie mówić nauczycielom i dyrektorom, co oni mają myśleć – stwierdził jeden z liderów Lewicy Razem. Woś w odpowiedzi stwierdził, że Polacy sami ocenią słowa „profesora Czarnka”. Zasugerował też, że większość Polaków źle ocenia „bieganie z gołym tyłkiem po Warszawie”. – Co pan wygaduje? – ripostował Zandberg. Prawdziwe rewelacje padły jednak dopiero po chwili.

Woś oświadczył mianowicie, że Michał Wójcik, minister w Kancelarii Premiera, już pracuje nad przepisami, które zabronią „zmiany płci”. Zarówno Zandberg, jak i gospodarz programu Piotr Marciniak byli zdumieni. Woś szybko zrobił krok do tyłu, stwierdzając, że chodzi o „zakaz działań promocyjnych” ze strony środowisk LGBT. A więc, jak wynikałoby z kontekstu, ustawę na wzór węgierski.

Wójcik dementuje

A jednak krótko po tej zapowiedzi nowej nagonki na osoby nieheteroseksualne i transpłciowe, przedstawiciele rządu zaczęli uspokajać sytuację. Michał Woś umieścił wpis na Twitterze, w którym zasugerował, że chodziło o ustawę zakazującą parom jednopłciowym adopcji dzieci. Czyli zdecydowanie o coś innego, niż ustawowy zakaz korekty płci.

Michał Wójcik również zaprzeczył, jakoby zmiana przepisów w tym kierunku była przedmiotem jego prac. Polityk zapytany o sprawę przez TVN 24 stwierdził, że w jego ocenie obecne regulacje są dobre. Przypomnijmy, że dla dokonania oficjalnej zmiany oznaczenia płci w dokumentach osoba transpłciowa musi założyć w sądzie sprawę przeciwko własnym rodzicom. Jeśli ci nie chcą pójść dziecku na rękę, proces może ciągnąć się długo.

Co z ustawą o zakazie propagowania homoseksualizmu? Takiej też, stwierdził Wójcik, w najbliższym czasie nie będzie. Czym zatem zajmuje się minister? – Pracuję, ale nie jest to przesądzone, bo wymaga jeszcze rozmów, nad kwestią języka neutralnego płciowo. Chodzi o to, żeby nikt nie zastępował w przestrzeni publicznej słów „mama” i „tata” słowami „rodzic numer 1”, „rodzic numer 2” – wytłumaczył Wójcik.

Czy ludzie LGBT+ w Polsce mogą odetchnąć z ulgą? Chyba niekoniecznie, bo PiS może w każdej chwili zmienić zdanie i uznać, że nowy atak na nich w danym momencie przyda się propagandowo. Obecnie główny przekaz rządu do społeczeństwa to Polski Ład i nowe obietnice socjalne, ale gdyby mobilizowanie wyborców tą drogą było niewystarczające, po „sprawy obyczajowe” sięgnąć można od ręki.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Litwa: rząd kieruje migrantów do miasteczka zamieszkanego przez Polaków. Ci protestują

Litwa zamierza umieścić nielegalnych migrantów, którzy przekroczyli granicę litewsko-biało…