Udana transakcja, los na loterii, parę groszy w sam raz na piwo, czy spokój o byt dla siebie i najbliższych. Wszystko to pewnie można wrzucić hurtem do jednego worka pod nazwą – szczęście.

Każdy ma swoją koncepcję szczęścia. Poeci, pisarze czy filozofowie od wieków je definiują. Ubierają szczęście w piękne słowa, nie mogąc uporać się z istotą problemu. Zwykle są z tego powodu nieszczęśliwi i zgorzkniali.

Spotkałem znajomego – pracuje za granicą, jego żona też. Dzieci już odchowane. Mówi że czuje się spełniony. Teraz ma czas i może pozwolić sobie na rozrywki. Wyjeżdżają z żoną na 10 dni do Dubaju. Rozkłada ręce zadowolony i opowiada. Życie mu się poukładało. Cieszę się wraz z nim, bo to fajny chłop, mimo że dawno się nie widzieliśmy, kiedyś łączyła nas przyjaźń. Mówi, że jest szczęśliwy.

Ale ja wiem, że to ułuda. Tylko mu się tak wydaje. O prawdziwym szczęściu wiedzą jedynie nałogowcy. I to też nie wszyscy, tylko ci ciągowi. I nie da się opowiedzieć o nim bez egzaltacji.

Co to jest szczęście?

Kiedy jesteś złachany, w nieustającym ciągu alkoholowym, budzisz się i nie wiesz gdzie jesteś. Przez zapuchnięte oczy, niepewnym wzrokiem ogarniając otoczenie lokalizujesz, czy to jakieś mieszkanie, nora, piwnica, śmietnik, komórka… Zdziwiony, że jeszcze żyjesz.

flickr.com/Iwan Gabovitch
flickr.com/Iwan Gabovitch

Ulga pojawia się zwykle wraz z rozpoznaniem miejsca. Ale to ulga dopiero, jeszcze nie szczęście. Gdy wzrok nabierze już ostrości, intuicyjnie odnajdzie stół, a na nim, wśród śmieci, brudu, robaków i całego syfu, jak diament błyśnie butelka – prawie pełna. Ręka drżąca, lecz pewna sięga jeszcze w niedowierzaniu, bo halucynacje nie są w tym stadium rzadkim zjawiskiem. Zdarzają się, gdy sen na zakładkę zachodzi na jawę. Jest. Czuć jej ciężar i chłód, ręka drży, lecz wlewa w szkło, jeśli akurat jest – a zwykle jest. Nawet najpodlejsze meliny dbają o szkło. Obtłuczone, wyszczerbione, popękane – nieważne, byle ze szkła. A potem w gardło, to jest do końca. Obok turlają się luzem niedopałki, calaki. To pierwsza faza szczęścia. Druga następuje, gdy alkohol zaczyna rozchodzić się po organizmie. Robi się miło, ciepło, błogo i spokojnie. Spokojnie palony papieros, w oczekiwaniu ekstazy. Nie wie, co szczęście ten, co tego nie zaznał. Niemożliwe, że ta pozornie krótka chwila, między otwarciem oczu a opróżnieniem butelki jest szczytem szczęścia? A jednak.

Potem jest już normalnie – proza życia. Trzeba iść i szukać następnej, zdobyć pieniądze, wyżebrać lub ukraść. Zwykle się to udaje, prawie zawsze się udaje. Ale to nie jest już szczęście, to jest już koszmar. Cena porannego szczęścia.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Tak zachęcająco opisał Pan Autor to szczęście,że aż się pragnie go doświadczyć!
    Tym bardziej,że opisuje to człowiek, który takiego szczęścia zaznał i uważa,że inne szczęście np. posiadanie normalnej rodziny, praca, dostatnie życie, zasłużony odpoczynek to tak prawdę mówiąc nie jest prawdziwym szczęściem. Bo prawdziwe szczęście to dno, patologia i choroba. I za wszelką cenę trzeba się starać aby ten stan utrzymać, przedłużyć lub wywołać na nowo. Dla tego szczęścia warto na chwilę wpaść w ”prozę życia” czyli wg Pana Autora zdobywanie ( wszelkimi sposobami byle nie pracą) pieniędzy. Nieszczęściem jest trzeźwość, ale ona na szczęście mija.
    Po przeczytaniu tego felietonu młody, niezdecydowany, niedoświadczony człowiek już wie gdzie się udać po szczęście. Wszak pisze to człowiek wykształcony,kulturalny, znający życie, który z nie jednego pieca chleba zakosztował i wie co mówi. Dziękuję w imieniu szukających szczęścia i swoim własnym.

  2. To nie szczęście.
    Warto o tym wiedzieć – wtedy będzie to pierwszy krok do trzeźwienia.
    A potem następne na drodze, która się nigdy nie kończy.
    Powodzenia.

  3. Owszem, jednak jest to namiastka człowieczeństwa i pozawala tą czynność jaką jest picie bardziej celebrować. Tu pragmatyzm łączy się z chęcią pozostania człowiekiem.

  4. Można temu wszystkiemu próbować nadawać romantyczny kontekst ale prawda jest brutalna – szkło na melinach jest po to żeby przy rozlewaniu flaszki była sprawiedliwość w podziale.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Prześlepiony bunt. Kto wyszedł na ulice w Marcu 1968 roku?

Fragment książki Michała Siermińskiego „Pęknięta Solidarność”, wydanej nakłade…