Przeprowadzone przez Ministerstwo Finansów badanie nierówności w różnych regionach kraju pod względem dochodów ujawniło inne wyniki niż raport Głównego Urzędu Statystycznego. Różnice metodologiczne są widoczne na pierwszy rzut oka, jednak wydaje się, że ani jedno, ani drugie badanie nie daje pełnego obrazu realnej przepaści pomiędzy biednymi, a bogatymi w Polsce.

Według analizy MF nierówności są większe niż wskazywane przez GUS. Resort finansów pracował na zbiorze danych z baz urzędów skarbowych i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych za 2016 r. i na tej podstawie ustalano poziom nierówności dochodowych. Tymczasem GUS opiera się na ankietach, a nie informacjach źródłowych tego typu, co od lat jest przedmiotem krytyki wielu komentatorów. Z drugiej jednak strony wyników badania ministerialnego również nie można traktować jako wyczerpujące. Sprawdzono bowiem jedynie dane podatników i ubezpieczonych w ZUS. Nie uwzględniono zatem np. rolników, którzy nie płacą podatku dochodowego. Poza tym badanie brało pod uwagę jedynie dochód brutto i pomijało transfery socjalne, czyli np. dodatków 500 plus. GUS brał w swoich badaniach pod uwagę całość dochodu netto. Jednak zaletą raportu MF jest z pewnością to, iż specjaliści pracowali na ujawnionych urzędowo danych, a nie deklaracjach.

Komentatorzy są zgodni, że ani na podstawie badania GUS-u, ani MF nie można wyciągnąć żadnych ostatecznych wniosków, jednak zwracają też uwagę na to, iż badanie resortu finansów dostarcza kilku nowych, bardzo ważnych informacji. Pokazuje m.in. w jaki sposób ukształtowały się nierówności ekonomiczne w poszczególnych regionach. Np. największe rozpiętości w dochodach występują w województwie mazowieckim. Tu współczynnik Giniego wynosi prawie 0,58. Najmniejsze nierówności występują na Śląsku., wskaźnik Giniego dla Śląska wynosi 0,49.

Kolejna bardzo istotna statystyka ujawniona w raporcie MF to rozkład uzyskiwanych dochodów w osobnych grupach podatników. Dowiadujemy się m. in., że 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków uzyskuje prawie 41 proc. całego dochodu brutto wszystkich rozliczających podatki.

Jest to zatrważający wynik. Potwierdza on jednak rezultaty niektórych wcześniejszych badań. W listopadzie 2017 r. dwaj ekonomiści Paweł Bukowski i Filip Novokmet opublikowali raport, w którym dowodzili, że stopień nierówności dochodowych w Polsce jest właśnie tak wysoki. Z ich badania wynikało, iż 1 proc. najbogatszych kontrolował niemal 15 proc. dochodów. Według danych Ministerstwa Finansów chodzi nawet o nieco więcej, bo aż 15,2 proc. całkowitego dochodu.

Warto dodać, iż badanie Bukowskiego i Novokmeta wskazało również na bardzo wyraźny trend drastycznego wzrostu nierówności ekonomicznych po 1989 r. Wówczas bowiem 10 proc. najzamożniejszych uzyskiwało blisko 1/4 całkowitego dochodu, a 1 proc. najbogatszych zaledwie 4 proc. całkowitego dochodu.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Proponuję lektury:
    Marek Szymaniak – Urobieni,
    Rafał Woś – Dziecięca choroba liberalizmu i To nie jest kraj dla pracowników.

  2. I teraz czy pan premier, bądź „prezes wszystkich polaków”, mogą dać wystąpienie w telewizji, gdzie mnie obywatela Polski zapewnią, że takie nierówności społeczne nie generują negatywnych skutków ubocznych dla społeczeństwa?
    Oczywiście, że nie mogą – chyba, że chcą kłamać w żywe oczy.

  3. Biorąc pod uwagę fakt, że badania współczynnika Giniego dla innych państw są wiarygodne ze względu na jawność danych podatkowych, obliczona przez MF wartość pokazuje, że Polska staje w jednym szeregu z trzecim światem. W sumie nic szokującego. Każde państwo polskie, za wyjątkiem PRL, opierało się na takim właśnie modelu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Warszawa: aktywiści udaremnili eksmisję niepełnosprawnej kobiety. Był wśród nich świeży poseł Lewicy

Aktywiści lokatorscy, miejscy i lewicowi skutecznie zablokowali dziś na Żoliborzu eksmisję…