Prawie 3 lata po katastrofie w Rana Plaza w Dhace, w której zginęło ponad 1130 osób, H&M nie potrafi lub nie chce wymusić na dostawcach bezpiecznych warunków pracy.

W 13 proc fabryk pracujących dla czołowych dostawców H&M pracownicy ryzykują całkowitym zamknięciem na wypadek pożaru, donosi clean clothes.org
W 13 proc. fabryk pracujących dla czołowych dostawców H&M pracownicy w wypadku pożaru mogą być zamknięci w budynku, donosi cleanclothes.org

24 kwietnia 2013 roku miała miejsce jedna z największych pod względem liczby ofiar katastrof budowlanych we współczesnej historii. W wyniku nadmiernych wibracji runął ośmiopiętrowy budynek Rana Plaza w miejscowości Savar Upazila nieopodal Dhaki.

Budynek, pierwotnie zaplanowany na pięć pięter (trzy kolejne dobudowano nielegalnie bez wiedzy architekta) mieścił pięć fabryk odzieżowych szyjących dla znanych zachodnich marek takich jak Benneton, Primark, Mango czy H&M. Przyczyną katastrofy było nadmierne obciążenie budynku, wznoszonego z przeznaczeniem na biura, maszynami do szycia i generatorami prądu. W wyniku katastrofy zginęło 1130 osób, a ponad 2500 odniosło rany. Większość ofiar to kobiety zatrudnione w szwalniach.

W opublikowanym i prezentowanym na konferencji prasowej 28 stycznia raporcie rocznym szwedzka firma odzieżowa H&M chwali się m.in. osiągnięciem za 2015 r. zysku netto w wysokości 2,43 mld dolarów. Rzecz jasna, nie ma w nim słowa o ciemnych stronach biznesu odzieżowego, a zwłaszcza warunkach pracy u dostawców odzieży.

Znaleźć je można dopiero w raporcie Clean Clothes Campaign – międzynarodowej koalicji organizacji pozarządowych i związków zawodowych działającej na rzecz praw pracowników branży odzieżowej. Raport, opracowany na podstawie publicznie dostępnych informacji alarmuje, że żaden z dostawców odzieży z Bangladeszu dla H&M nie zapewnia dostatecznie bezpiecznych warunków pracy dla swoich pracowników. „Jesteśmy szczególnie zaniepokojeni powolnym tempem tych remontów, które są kluczowe dla ratowania życia w przypadku pożaru” czytamy w raporcie.

Dzisiaj, blisko 3 lata po katastrofie, ponad połowa największych dostawców H&M dotąd nie zainstalowała podstawowych środków bezpieczeństwa przeciwpożarowego, takich jak drzwi ognioodporne, ani nie wydzieliła ewakuacyjnych klatek schodowych. Ponad jedna trzecia nie usunęła przesuwanych drzwi i składanych bram, a 13 proc. nie podjęło nawet podstawowych kroków  – nie usunęła blokad, utrudniających ucieczkę w razie pożaru (nawet takich jak kłódki). Oznacza to, że nadal dziesiątki tysięcy szwaczek narażonych jest na śmierć lub poważne obrażenia.

– H & M działając w warunkach bardzo konkurencyjnych jest w stanie zwiększyć zyski, ale jest najwyraźniej niezdolna do zmuszenia wszystkich swoich dostawców, aby wykonali nawet tak proste czynności, jak usunięcie blokady – ocenia Sam Maher z Clean Clothes Campaign. – To jest całkowicie nie do przyjęcia.

Z kolei Anna McCullen z organizacji Labour Behind the Label będącej częścią Clean Clothes Network pochwaliła H&M za ujawnienie listy swoich dostawców, co pozwala zainteresowanym organizacjom monitorowanie postępów w dziedzinie bezpieczeństwa w fabrykach. Stwierdziła jednak również, że współpraca organizacji broniących praw pracowniczych z firmą nie przyniosła oczekiwanych efektów.

[crp]
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Amerykanom grozi nowa fala bezdomności. Winna pandemia

Co dziesiąta amerykańska rodzina może w najbliższym czasie zostać bez dachu nad głową, ala…