Ministerstwo Ochrony Środowiska już wyraziło wolę stworzenia systemu kaucyjnego. Biznes już dostaje palpitacji serca. Raport Deloitte’a ostrzega przed kosztami.

Korporacyjni eksperci wyliczyli, że działania związane z organizacją takiego systemu będą kosztowały miliardy. Ponoć samo postawienie automatów do recyklingu butelek kosztować ma 9 mld zł. Tak przynajmniej wynika z raportu firmy konsultingowej Deloitte.

Niewykluczone jednak, że dane te są mocno zawyżone, gdyż strona kapitalistyczna prowadzi lobbing przeciwko tym rozwiązaniom. W sukurs biznesowi przychodzą więc takie publikacje, jak wspomniany raport.

– Raport Deloitte’a nie jest wiarygodny w tym zakresie, koszty będą znacznie mniejsze – przekonuje Paweł Głuszyński z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste (PSZW), cytowany przez Puls Biznesu.

Wnioski ekspertów Deloitte podważają również przedstawiciele firmy R3THINK, która zajmuje się produkcją i dystrybucją automatów do przyjmowania zużytych butelek.

„W zależności od wariantu, wprowadzenie systemu kaucyjnego kosztowałoby w perspektywie 5 lat 19-24 mld zł, przy założeniu, ze objąłby wyłącznie koszty zbierania i transportu tylko części opakowań i odpadów opakowaniowych. I zdaniem resortu takie wysokie koszty nie równoważą potencjalnych korzyści dla systemu gospodarki odpadami. Znaczna część kosztów, to zakup automatów. 75 tyś zł to cena za mały do sklepów o powierzchni do 50-200 mkw i 150-160 tyś zł do większych. Wyliczono liczbę automatów na poziomie 140 tyś, gdzie średnio na jeden automat przypada 300 mieszkańców. Dodatkowe etaty zatrudnionych osób przez sprzedawców wyliczono na poziomie 350 tyś zebranych opakowań” – czytamy w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej R3THINK.

Oczywiście, inicjatywa stworzenia sytemu kaucyjnego nie jest polskim pomysłem. Wynika z dyrektywy UE w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko, która ma zostać wkrótce zatwierdzona.

Dyrektywa Single-Use Plastics przewiduje, że od 2021 r. podjęty zostanie szereg działań zapobiegający  negatywnemu wpływowi odpadów z tworzyw sztucznych na środowisko. Chodzi m. in. o zakaz wprowadzenia do obrotu części produktów jednorazowego użytku. Będzie on dotyczył patyczków higienicznych, sztućców, talerzy, słomek, mieszadeł do napojów oraz patyczków do balonów. Produkty te będą musiały zostać zastąpione przez biodegradowalne alternatywy. Inne artykuły, takie jak opakowania na żywność, paczki i owijki na butelki, pojemniki na napoje, kubki na napoje, wyroby tytoniowe z filtrami, chusteczki nawilżane, balony i lekkie torby plastikowe nadal będą mogły być wprowadzane do obrotu, ale w stosunku do nich zostaną wzmocnione mechanizmy tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP).

Od 2025 r. nakrętki i wieczka plastikowe będzie można wprowadzić do obrotu tylko pod warunkiem, że będą one przymocowane na stałe do butelek i pojemników. Od tego samego roku wszystkie butelki typu PET muszą być wykonane co najmniej w 25 proc. z surowca wtórnego, a od 2030 wszystkie butelki plastikowe (niezależnie od rodzaju tworzywa) – w 30 proc. Co więcej, do końca 2025 r. poziom zbiórki i recyklingu opakowań plastikowych po napojach ma wynieść 77 proc., a do 2029 r. – 90 proc.

Najprawdopodobniej to właśnie kwestii rozszerzonej odpowiedzialności producenta obawiają się biznesmeni, gdyż może to obciążyć ich zwiększonymi kosztami.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. No i ciekawe… znowu lewicowe rozwiązania wprowadza Pis. Aż dziwi, że takich rzeczy nie wprowadzali „demokraci od wolnych sonduf”. Przypadek?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Strajk generalny w Kolumbii: dziś wielkie demonstracje przeciw neoliberałom

Minęło półtora roku od wyboru neoliberała Ivana Duque na prezydenta i Kolumbijczycy już ma…