Bezterminowa blokada wysyłki węgla z kopalń do elektrowni jest już praktycznie przesądzona. Kolejne spotkania górników z zarządem Polskiej Grupy Górniczej nic nie dały. Strony podpisały protokół rozbieżności, na kopalniach ruszyło referendum strajkowe.

Postulaty pracowników są dwa. Po pierwsze, górnicy chcą, żeby zapłacono im za pracę w weekendy, jaką wykonywali od września ubiegłego roku w związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem na węgiel. Do tej pory za te nadgodziny nie otrzymali żadnego wynagrodzenia. Po drugie, w związku z inflacją oczekują podwyżek średniej płacy w PGG do 8200 zł brutto.

Interwencja Sasina

Dyrekcja PGG była gotowa spełnić te postulaty już w trakcie ostrzegawczego protestu, jaki górnicy przeprowadzili między 4 a 6 stycznia. Na 48 godzin zablokowali wtedy przykopalniane tory, uniemożliwiając wysyłkę węgla wagonami do elektrowni. Jak relacjonowaliśmy na bieżąco, w rozmowy osobiście wtrącił się minister Jacek Sasin i kazał wybierać – albo podwyżka, albo rekompensaty za dodatkową pracę. Delegaci związków zawodowych podtrzymali obydwa żądania.

 

Górnicy o krok od zwycięstwa. Sukcesu pozbawił ich telefon od Jacka Sasina

Przed pracownikami były jeszcze rozmowy z zarządem PGG przy udziale mediatora. Teraz już wiadomo – zakończyły się fiaskiem. Wczoraj związkowcy informowali o tym załogi kopalń podczas masówek. Dziś w PGG rozpoczęło się referendum strajkowe. Jeśli tak zdecydują pracownicy – praca w kopalniach zostanie całkowicie przerwana, najpierw w formule strajku ostrzegawczego, a następnie bezterminowo.

Referendum strajkowe w jednej z kopalń PGG, 12 stycznia

Niezależnie od wyniku górnicy zamierzają 17 stycznia ponownie ustawić blokady na torach, którymi węgiel odjeżdża do elektrowni. I pozostaną tam, dopóki ich postulaty nie zostaną zrealizowane. Jak dowiedział się Portal Strajk, także wynik referendum strajkowego wygląda na przesądzony. Frekwencja w głosowaniu pierwszego dnia była na kopalniach bardzo wysoka, a gniew na rząd z powodu niewypłaconych rekompensat jest znaczny.

Do górników płyną też wyrazy solidarności z innych organizacji związkowych. Po ich stronie stanęła „Solidarność” z regionu toruńsko-włocławskiego, a także struktury tej samej centrali w Jastrzębskiej Spółce Węglowej i w koncernie energetycznym Tauron.

Czy jest szansa na porozumienie?

Jeszcze 13 stycznia delegacja związków ma udać się na rozmowy z wiceministrem aktywów państwowych Piotrem Pyzikiem, ale działacze nie są dobrej myśli. Trudno im sobie wyobrazić, by przedstawiciel rządu, z którym już negocjowali, nagle zmienił zdanie.

Nastroje wśród górników dodatkowo pogorszyły informacje, iż spółki górnicze pracują nad planami szybszego zamykania kopalń w Polsce, niż przewidywała to podpisana w 2020 r. umowa społeczna. Porozumienie, które górnicze związki podpisały z rządem we wrześniu 2020 r. zakładało, że pierwsze kopalnie węgla zakończą wydobycie w latach 2021-2023, ale ostatnie będą funkcjonować do 2049 r. Przez ten czas, obiecywał rząd, na Śląsku dokona się sprawiedliwa transformacja, umożliwiająca górnikom podjęcie innej pracy.

 

Kopalnie węgla kamiennego zostaną zamknięte do 2049 r. Jest porozumienie górników z rządem

Tymczasem, jak podał Business Insider, spółki górnicze otrzymały polecenie opracowania alternatywnych scenariuszy, w których kopalnie przestają działać w 2045 lub nawet 2040 r.  -Nie oznacza to jednak, że te opcje będą realizowane. Zapewne chodzi o to, by KE miała szerszy materiał do analizy i mogła porównać koszty realizacji różnych opcji – twierdzi cytowany przez portal menedżer z jednej ze spółek. Zdaniem związkowców takie wyjaśnienia to po prostu oszustwo.

Nie ma rezerw

Polska energetyka nadal stoi na węglu, projekty reformy miksu energetycznego pozostają w sferze dyskusji, do której rząd nigdy specjalnie się nie palił. Tymczasem zapasy węgla w elektrowniach i elektrociepłowniach spadły poniżej obowiązkowego poziomu. Są najniższe od kilku lat. Podczas lockdownu, kiedy zapotrzebowanie na węgiel było mniejsze, Polska Grupa Górnicza zrezygnowała z inwestycji i ograniczała wydobycie. W tej chwili błyskawiczne „nadrobienie strat” jest niemożliwe. Rząd twierdzi mimo to, że protest górników nie doprowadzi do przerw w dostawach energii. Polska według PiS sprawnie pozyska wówczas energię z zagranicy.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Polska ucieka się pod obronę Trybunału Konstytucyjnego przed Fit for 55

Program drastycznych zmian w polityce energetycznej w Europie, zaprezentowany przez UE i m…