Media lokalne donoszą, że protest zaczął się w Świdnicy i Świebodzicach. Od poniedziałku 4 lutego mają dołączyć do niego listonosze z Wrocławia. Pracownicy urzędów pocztowych, podobnie jak nauczyciele, domagają się 1000 zł podwyżek.

Nie chodzi jednak wyłącznie o podwyżki. Listonosze domagają się dodatkowych pieniędzy za usługi roznoszenia reklam i ulotek, bo dziś robią to nieodpłatnie. Prócz tego chcą przywrócenia do pracy dwóch zwolnionych w ostatnim czasie listonoszy. Doręczyciele nie mają swojej reprezentacji związkowej – protest planują na Facebooku, na stronie „Listonosze Polska”.

– Chorujemy, bo bolą nas kolana i kręgosłup, a to z powodu obciążenia pracą – powiedział jeden z anonimowych rozmówców „Gazety Wrocławskiej”. – Pracuję na poczcie przeszło rok. Dostaję 1850 złotych netto miesięcznie. Wciąż zarabiamy niewiele więcej niż najniższa krajowa pensja. Trzy lata temu władze firmy obiecały, że nasze pensje wzrosną do poziomu średniej krajowej płacy. Ale minęło trzy lata a z tych zapowiedzi na razie niewiele wynika. Owszem, poczta chwali się, że podniosła nam pensje. Ale też wzrosła najniższa płaca.

Listonosz twierdzi też, że rzadko kiedy udaje mu się pracować ustawowe 8 godzin, a za zgubienie jednego listu z elektronicznym potwierdzeniem odbioru to 2500 zł kary – więcej niż wynosi pensja.

Jeśli chodzi o dwóch zwolnionych listonoszy – jeden z nich podał już Pocztę Polską do sądu pracy. Poszło o demonstrację pod Dworcem Głównym we Wrocławiu z 6 grudnia 2017. Jeden z doręczycieli (Zbigniew Trochimiuk) przebrał się za prezesa Poczty, drugi za św. Mikołaja – aby demonstracyjnie wręczyć „prezesowi” rózgę w imieniu pracowników. Obaj, jak podają lokalne media, stracili pracę. Trochimiukowi już 2 stycznia wręczono dyscyplinarkę. Od tej pory stara się o przywrócenie do pracy, w ubiegłą środę ruszył proces.

Listonosze czują się również upokorzeni, musząc „robić za domokrążców” – Nie robię tego, bo mi wstyd. Wpychają nam mentosy, żarówki, pościel, portfele czy okulary i każą przy okazji sprzedawać adresatom. Jeśli cały urząd wyrobi normę, każdy dostaje 50 zł ekstra. Są naciski, żebyśmy kupili coś dla siebie, wtedy może się uda dobić do normy. Zainwestujesz 30 zł, dostaniesz 50. To upokarzające – powiedział rozmówca portalu innpoland.pl.

„Gołębia grypa” rozlewa się na cały kraj. Podwyżek domagają się również pracownicy i pracownice okienek pocztowych. Z początkiem lutego, zdaniem organizatorów, w 20 miastach (m.in. w Częstochowie, Brzegu, Opolu, Wadowicach) absencje powinny przekroczyć 40 proc. Na razie nie potwierdziło tego biuro prasowe Poczty Polskiej, które utrzymuje, że poczta pracuje w normalnym trybie a ilość zwolnień nie jest wyższa niż zwykle.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

W Ulm nie zamarznie już żaden bezdomny. Miasto zapewniło ogrzewane kapsuły

Na niezwykły pomysł wsparcia osób w kryzysie bezdomności wpadły władze niemieckiego miasta…