Strajkujący górnicy z kopalni Komsomolska, największego takiego zakładu pracy na terenie Zagłębia Donieckiego, otrzymali swoje zaległe wynagrodzenia za kwiecień.

Już po raz drugi, żeby otrzymać swoje pensje, robotnicy z „Komsomolskiej”, położonej w pobliżu miasta Antracyt w nieuznawanej Ługańskiej Republice Ludowej, byli zmuszeni uciec się do strajku. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce w kwietniu. Wtedy ponad 100 górników wywalczyło zaległe pieniądze za luty i marzec, odmawiając wyjazdu na powierzchnię po zakończonej zmianie. Teraz było podobnie: 5 czerwca ponad setka pracowników ogłosiła, że nie opuści kopalni, dopóki nie zostaną im wypłacone z kolei pieniądze za kwiecień i maj. 9 czerwca sytuacja stała się dramatyczna, gdyż Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego Ługańskiej Republiki Ludowej zatrzymało kilkunastu górników z innych, sąsiednich zakładów, by zapobiec rozszerzaniu się protestów. Zaległości w wypłatach nie są bowiem problemem samej tylko „Komsomolskiej”. Do tego zablokowano wjazd do miasta Antracyt; na terenie górniczej miejscowości przestały działać również sieci komórkowe i rosyjski portal społecznościowy „WKontaktie”, za pośrednictwem którego robotnicy informowali media o trwającym proteście.

Jednak 16 czerwca, gdy sprawa była już od kilku dni głośna w mediach rosyjskich i ukraińskich, a także dotarła do OBWE, współprzewodniczący Niezależnego Związku Zawodowego Górników Donbasu Aleksandr Waśkowski poinformował o jej – przynajmniej częściowo – dobrym zakończeniu. Przywódca samozwańczej ŁRL Leonid Pasiecznik dał górnikom gwarancje bezpieczeństwa i zapewnił na piśmie, że nie będą represjonowani za zorganizowanie protestu. Strajkującym wypłacono również zaległe pieniądze za kwiecień. Pozostałe zaległości płacowe Republikańska Kompania Paliwowa „Wostokougol”, prowadząca kopalnię, ma uregulować do końca roku.

Po proklamowaniu Ługańskiej Republiki Ludowej kopalnia „Komsomolska” oraz sąsiednia „Biełorieczenska” zostały w teorii znacjonalizowane. W praktyce do 2017 r. pozostawały pod kontrolą Rinata Achmetowa, niegdyś wszechpotężnego oligarchy z Donbasu i patrona Wiktora Janukowycza. Następnie przejął go Siergiej Kurczenko i jego firma „Wniesztorgserwis”. Kurczenko to również człowiek z otoczenia Janukowycza, razem z nim uciekł z Ukrainy zaraz pod zwycięstwie Euromajdanu. Pod jego faktyczną kontrolą jest cała grupa kopalń i pokrewnych przedsiębiorstw związanych z węglem na terenie tak Ługańskiej, jak i Donieckiej Republiki Ludowej. „Wostokugol”, który zarządza „Komsomolską” od ubiegłego roku, również.

Niezależny Związek Zawodowy Górników Donbasu fatalnie ocenia sposób traktowania robotników w kopalniach ŁRL. Twierdzi, że robotników długo oszukiwano, zapowiadając rychłe uregulowanie zaległości. W ubiegłym roku „Wniesztorgserwis” przyznał, że zaległości wobec pracowników to już ponad 8 miliardów rubli (ponad 40 mln zł). Tymczasem górnicy z Antracytu i innych kopalń ŁRL zarabiają ok. 20 tys. rubli (ok. 1200 zł) miesięcznie.

Większość górników zatrzymanych przez ługańskie służby jest już na wolności. Do domów dotąd nie wróciło jednak siedmiu z nich, w tym bracia Witalij i Igor Jefanowowie, związani z komunistyczną robotniczą organizacją „Kontrola Robotnicza”. Miejsce ich przetrzymywania pozostaje nieznane nawet po tym, gdy władze republiki dały górnikom gwarancje bezpieczeństwa.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Greniuch przepadł, kolaborantów chwalą nadal. Rajd Brygady Świętokrzyskiej niezagrożony

Nawet pandemia nie przeszkadza prawicowym politykom i samorządowcom przeprowadzić kolejnej…