Kolejne „dobre zmiany” w służbie zdrowia – PiS szuka oszczędności w kardiologii interwencyjnej, obniżając wyceny procedur medycznych ratujących życie po zawale.

Instytut Kardiologii w Aninie, fot. wikimedia commons
Instytut Kardiologii w Aninie, fot. wikimedia commons

Stawki wycen za leczenie zawałów serca mają spaść nawet o jedną trzecią. Takie są propozycje Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Do tej pory NFZ nie stosował limitów w kardiologii interwencyjnej. Kliniki kardiologii interwencyjnej, zarówno prywatne jak i publiczne – których przybyło wiele w ostatnich latach – to nie tylko pochłaniacze pieniędzy. Polscy kardiolodzy dzięki temu, że nie muszą „szczypać się” z każdą wydana na pacjenta złotówką, odnotowują wymierne sukcesy: śmiertelność pacjentów, którzy trafiają do szpitala z zawałem serca, spadła z kilkunastu procent do 5-6. Nie bez powodu zawał nazywany był „plagą PRL”.

Pierwszy raz NFZ zaczął ciąć koszty na „zawałowcach” w 2012, ale po protestach kardiologów wycofał się. W 2014 roku rzeczywiście zaczął płacić mniej: połowę normalnej stawki za pacjentów, u których robi się jedynie badanie tętnic (koronografię), ale nie przeprowadza się tzw. balonikowania ani wszczepiana stentu. Kardiolodzy przełknęli tę zmianę, teraz jednak mają powód do irytacji: nowa „dobra zmiana” zakłada, że szpitale nie dość, że tną ceny zabiegów, to jeszcze wcale nie zamierzają płacić więcej na rehabilitację chorych po zawale. Bo o ile szybka interwencja podczas samego ataku nie musi już oznaczać utraty życia – to rehabilitacja chorych po zawale jest w opłakanym stanie. Wielu pacjentów umiera z powodu powikłań około pół roku po przebytym zawale. Tymczasem lekarze usłyszeli, że potrzebne są cięcia, więc o dodatkowych wydatkach na rehabilitację i zmniejszeniu kolejek do wszczepiania stymulatorów nie ma mowy.

NFZ chce obniżyć stawki zabiegów (najdroższego z 16,5 do 13,5 tys. a najtańszego z 4,6 tys. do 3,5 tys. zł). W przypadku niektórych świadczeń obniżki sięgną 60 proc. Kardiolodzy są rozżaleni, bo konsultacje trwały tylko 7 dni, a projekt przedstawiono przed ostatnim długim weekendem. Przewidują już zamknięcie klinik kardiologii interwencyjnej w małych miejscowościach i powiatach i powikłania z powodu wykonywania zabiegów na gorszym, tanim sprzęcie. Zbigniew Czyż, przewodniczący Rady Nadzorczej American Heart of Poland S.A. mówi, że zabierając kardiologii około 1 mld zł – doprowadzimy do jej zapaści. Choroby sercowo-naczyniowe nadal są w Polsce przyczyną 48 proc. zgonów, a choroby nowotworowe – 25 proc. Mimo to na kardiologię przeznacza się około 6 mld zł, na kardiologię zaś 2 razy mniej. Zapowiadane cięcia stawek mają zacząc obowiązywać od stycznia przyszłego roku.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. To, że wycena świadczeń kardiologii interwencyjnej była do tej pory rażąco przeszacowana, wie każdy, kto choć trochę interesuje się zagadnieniami ochrony zdrowia. A przepłacenie na jedne świadczenia oznacza, że na inne brakuje pieniędzy. Nie mówię, że wszystkie zmiany są słuszne, ale na protesty kardiologów trzeba spojrzeć z dystansem.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Greniuch przepadł, kolaborantów chwalą nadal. Rajd Brygady Świętokrzyskiej niezagrożony

Nawet pandemia nie przeszkadza prawicowym politykom i samorządowcom przeprowadzić kolejnej…