Sąd rozstrzygnie, co dalej z pięcioma ratownikami medycznymi z Kielc, którzy w Wigilię i w Boże Narodzenie dowiedzieli się, że stracili pracę. Twierdzą, że był to odwet za założenie związku zawodowego. W ich obronie występują związkowcy z całej Polski.

Jakub Kasiński, który w ratownictwie medycznym pracuje od trzynastu lat, 24 grudnia został wezwany do pracy. Powiedziano mu, że musi pilnie zastąpić kolegę. – Na miejscu okazało się, że to był tylko pretekst. Żadnego dyżuru nie było, a mnie o siódmej rano wręczono wypowiedzenie – powiedział mężczyzna portalowi money.pl. Wypowiedzenia dyscyplinarne, z zarzutem ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych, naruszenia zasad zaufania i lojalności, dostali w krótkim czasie również jego brat i trzej koledzy, z którymi w końcu poprzedniego miesiąca współtworzyli związek zawodowy. Organizacja miała bronić interesów pracowników w sporze płacowym z dyrekcją Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego (ŚCRMiTS) w Kielcach, gdzie byli zatrudnieni.

Konflikt dotyczył podwyżki wynagrodzenia, która – w związku z wejściem w życie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne – miała być wdrożona w Centrum. Miała być, bo de facto na części zatrudnionych wymuszono… zgodę na obniżkę uposażeń. Ogłoszono wprawdzie, że będą co miesiąc zarabiali o 200 zł więcej, ale równocześnie musieli podpisać zgodę na obniżenie obowiązujących dodatków do wynagrodzenia o połowę. W efekcie najsłabiej zarabiający otrzymali jeszcze mniej i to o 400-500 zł, co ich szczególnie oburzyło. Dyrekcja nie zdobyła się nawet na rzetelną rozmowę o tym, jakimi środkami dysponuje Centrum. W tej sytuacji pracownicy postanowili utworzyć związek zawodowy, bo te, które już istniały, w ich ocenie za słabo interesowały się ich problemami.

Dyrekcja uznała, że to bezprawny krok. A kiedy organizacja została zarejestrowana, kierujący Centrum wyszli z założenia, że stało się tak z naruszeniem prawa. Potem nastąpiło wręczenie wypowiedzeń, chociaż dyrekcja zaprzecza, by miały one związek z utworzeniem organizacji związkowej. Oskarża za to grupę pięciu ratowników, że „jest odpowiedzialna za oszczercze anonimy i plany dalszych działań, mających na celu destabilizację pogotowia”. Odpowiedzią pracowników były pozwy do sądu pracy, który przyjrzy się trzem pierwszym sprawom 14 marca, a dwóm kolejnym w późniejszym terminie.

Ratownicy domagają się, by przywrócono ich do pracy, którą zawsze wykonywali wzorowo. Wczoraj w Kielcach odbyła się pikieta solidarności z nimi, na którą zjechało blisko dwustu ratowników z całego kraju.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Etiopia: krwawe walki w Tigraju trwają, pomoc humanitarna zastopowana

Według ONZ, w wielu częściach Tigraju, północnej prowincji Etiopii, mimo ogłoszenia zwycię…