W najbliższą środę, 11 sierpnia, o godz. 12 przed Sejmem znów będą protestować lokatorzy. Domagamy się zakończenia reprywatyzacji! – piszą organizatorzy. Jakie znaczenie ma ustawa, która właśnie wraca z Senatu do Sejmu? Portal Strajk rozmawia z Zenobią Żaczek, działaczką Komitetu Obrony Praw Lokatorów.

Czy ustawa, którą teraz będzie zajmował się Sejm, daje naprawdę szansę na zakończenie reprywatyzacji w Polsce?

Nie jest to typowa ustawa reprywatyzacyjna. Natomiast: weszła już w życie ustawa, która zabrania zwrotu kamienic, nieruchomości razem z lokatorami. Ta, którą parlament zajmuje się obecnie, dotyczy umorzenia postępowań reprywatyzacyjnych, które nadal trwają, a więc „wiszą” nad lokatorami. Wiele postępowań reprywatyzacyjnych jest bowiem obecnie zawieszonych. Wtedy miasto odmawia dokonywania remontów w kamienicach, budynki zaczynają się sypać, lokatorzy są wysiedlani. Powstaje furtka dla ratusza, by reprywatyzację jednak dokończyć. Tak więc, chociaż poprzednia ustawa wiele znaczyła, to w dalszym ciągu zasób komunalny niszczeje, ludzie tracą swoje domy, nie mają pewności co do swojej przyszłości. I nadal nie będą mieli, jeśli poprawki, które wprowadził Senat, zostaną zaakceptowane.

Wprost nazywacie te poprawki szkodliwymi. Dlaczego?

Pierwsza wersja nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego zakładała, że nastąpi „cięcie”. Postępowania z roszczeniami zostałyby umorzone, budynki przestałyby być przedmiotem sporu. Po poprawce autorstwa senatora Marka Borowskiego mamy zapis mówiący, że zostanie tylko wydana decyzja o tym, że dawne decyzje, odmawiające właścicielom zwrotu budynków, były bezprawne – ale nie można ich już cofnąć. Teoretycznie to jest OK, zwrotów w naturze nie będzie. Nie jest jednak powiedziane, kiedy organ administracyjny ma wydać tę decyzję. Nie zostaną umorzone postępowania, które są zawieszone, bo np. nie ma wszystkich spadkobierców (a to jest częsty problem). I już otwiera się pole manewru do mataczenia.

Wszyscy znamy historie, kiedy mafia reprywatyzacyjna w takich przypadkach znajdowała fikcyjną osobę, która wypełniała lukę po brakującym człowieku albo pojawiał się kurator. Teraz takie ruchy są utrudnione i postępowania trwają w zawieszeniu. Ustawa dawała szansę, żeby zdjąć ten miecz Damoklesa, który wisiał nad lokatorami. Poprawka sprawi, że stan niepewności pozostanie. Pozostawia też miejsce na „kreatywne działania” prawników warszawskiego ratusza, którzy już wcześniej robili wszystko, by miasto przypadkiem nie odzyskało kamienic. Krótko mówiąc – poprawka, którą przegłosował Senat, otwiera pole do tego, by wynajdywać nowe sposoby na reprywatyzację.

Jak oceniacie działalność warszawskich urzędników w ostatnich latach, kiedy o reprywatyzacji znowu zaczęło się robić głośno, otwarcie wskazywano patologie, jakie się z nią wiązały, działała komisja Patryka Jakiego?

Ratusz przez cały ten czas zachowywał się skandalicznie. Nie działał na rzecz lokatorów, nie działał na rzecz zasobu miejskiego – żeby był on jak największy, jak najbardziej zadbany – tylko działał w takim kierunku, by jak najbardziej utrwalić decyzje reprywatyzacyjne, które zostały podjęte za czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz (choć oczywiście nie tylko). Robili wszystko, by tamte działania nie zostały uznane za bezprawne. Walczyli kłami i pazurami, żeby podważyć prawomocność komisji Jakiego i skuteczność jej decyzji.

Nawet tam, gdzie prawo tak naprawdę zobowiązywało urzędników do przejęcia nieruchomościami (komisja uznała reprywatyzacje za bezprawne), urzędnicy odmawiali przejęcia tych kamienic, czyli wykonania przepisów obowiązującego prawa.

Pod jakim pretekstem?

Powoływano się na różne kwestie. Np. na to, że właściciel nie wykonał zdania protokolarnego budynku… tymczasem to urzędnicy nie wykonali żadnego kroku, żeby go to tego zmusić! Trudno ocenić sytuację inaczej niż mówiąc, że po prostu tego nie chcieli.

Jest w tym niestety wyraźna ciągłość działań. Tendencja do tego, by pozbywać się zasobu mieszkaniowego czy szerzej tego, co publiczne. To z kolei świetnie wpisuje się w ideologiczny ciąg ostatnich trzydziestu lat: reprywatyzować, likwidować to, co służy społeczeństwu, zastępować wszystko prywatnymi instytucjami, które oczywiście nie mogą zaspokajać potrzeb społecznych.

Za sprawą aktywności izraelskiego MSZ i ambasady Stanów Zjednoczonych ten wątek niemal zupełnie zniknął z dyskusji o reprywatyzacji. Zamiast o sytuacji lokatorów słyszymy o tym, że Polska jest antysemickim państwem, które nie chce naprawić krzywd poniesionych przez Ocalonych z Holokaustu i ich potomków.

Tylko że odzyskiwanie mienia razem z lokatorami nie jest dopuszczalne w żadnej sytuacji. Nie można naprawiać jednej krzywdy drugą krzywdą. Dlatego reprywatyzacja w naturze jest nie do zaakceptowania. Bardzo dobrze, że za sprawą poprzednich ustaw ten wariant jest już nieaktualny.

Wokół tej ustawy wyrosło wiele tematów zastępczych. Kwestia tzw. mienia bezspadkowego moim zdaniem jest jedną z nich. Rozdmuchano ją tylko po to, by generować emocje, wzburzać opinię publiczną. Jest to bicie piany, na którym w Izraelu, w Polsce czy w USA politycy o skrajnych poglądach zbierają polityczne punkty.

W mojej opinii ustawa, którą przyjął początkowo Sejm, bez poprawek Senatu, nie zamykała drogi do odszkodowań. Dawała możliwość ubiegania się o odszkodowanie za utracone mienie na drodze cywilnej – niezależnie od narodowości.

Zaznaczyłaś na początku, że ta nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego nie jest pełnowartościową ustawą reprywatyzacyjną. Czego jej brakuje?

Prawdziwa ustawa reprywatyzacyjna zamknęłaby temat i roszczeń, i zwrotów, i odszkodowań finansowych. Przyznawałaby odszkodowania w wysokości stanowiącej ułamek wartości danej nieruchomości. Płacenie kwot równych dzisiejszej wartości nieruchomości jest wykluczone – wartość ta, po wielu latach boomu spekulacyjnego, ma niewiele wspólnego z wartością sprzed czy po wojnie. Po wojnie zresztą wiele tych obiektów było odbudowywanych za państwowe pieniądze, także ze stanu wypalonego. Te natomiast, które się uchowały, często były obciążone hipotekami, których nigdy nie spłacono. Tak naprawdę więc kwestia przyznawania jakichkolwiek odszkodowań jest bardzo kontrowersyjna.

Jeśli jednak założymy, że państwo powinno jednak coś zapłacić, to i tak może być mowa tylko o wartości ułamkowej i zdecydowanie nie w oparciu o dzisiejszą wycenę. Na odbudowę i utrzymanie danej nieruchomości łożyło państwo. Można wyliczyć, jakie nakłady zostały poniesione i na tej podstawie spróbować dokonać w miarę sprawiedliwej oceny – swoje metodologie zaproponował w tej kwestii dr Tomasz Luterek /rzeczoznawca, autor studium pt. Reprywatyzacja. Źródła problemu – przyp. MKF/. Jest jeszcze kwestia umów indemnizacyjnych, za sprawą których wiele roszczeń zostało wygaszonych. O tym mówi się stanowczo za mało. Tak naprawdę krąg osób, które w ogóle są uprawnione do jakichkolwiek odszkodowań, jest mały.

Lewica, przedstawiając w ubiegłym roku założenia do ustawy reprywatyzacyjnej, proponowała odszkodowania w wysokości 10 proc. wartości, w oparciu o powojenną wartość nieruchomości. To adekwatna stawka?

Myślę, że tak. Wzorowano się tutaj na ustawie dotyczącej odszkodowań za mienie zabużańskie. Tam wyznaczono podobne kwoty i moim zdaniem ma to sens. To ma być symboliczne odszkodowanie, nie rekompensata wyliczona na podstawie wartości rynkowej.

Przez długi czas właśnie Lewica, no i ruchy lokatorskie upominały się o uregulowanie spraw reprywatyzacji, a PiS w tej sprawie albo tylko obiecywał, albo wdrażał półśrodki. Próba uregulowania kwestii zwrotów teraz wzbudziła duże zaskoczenie. Czy masz jakieś podejrzenia, dlaczego PiS wziął się za ten temat właśnie teraz?

Sądzę, że ma to związek ze zmianą administracji prezydenckiej w USA. Z Donaldem Trumpem nasi rządzący mieli zawarty nieoficjalny pakt. Wiązali z jego polityką określone nadzieje, dlatego PiS czuł się zobowiązany, żeby pewnych drażliwych tematów nie ruszać. Z administracją Joe Bidena tej szczególnej relacji nie ma.

Natychmiast za to pojawiły się naciski ambasad, listy senatorów amerykańskich, podpisywane w USA ponad podziałami – i przez Demokratów, i przez Republikanów. Czy PiS to wytrzyma?

Oczywiście, naciski są. Nie ma też zrozumienia dla istoty spraw reprywatyzacyjnych. My, Komitet Obrony Praw Lokatorów stworzyliśmy nawet odpowiedź na list amerykańskich senatorów, w którym zachęcaliśmy ich, żeby przyjechali do Warszawy, zobaczyli, jak naprawdę wyglądają sprawy, o których się wypowiadają. Żeby mieli świadomość, że nie jest wcale tak, że reprywatyzacja w ogóle nie przebiega, bo przecież reprywatyzacja sądowa wciąż trwa. Natomiast próby uregulowania tego procesu, wbrew temu, w co część amerykańskich polityków najwyraźniej wierzy, nie są wymierzone w uczciwych spadkobierców, tylko właśnie w ludzi, którzy wykorzystują stan niepewności prawnej żeby dokonywać fałszerstw i wyłudzać nieruchomości.

Rozmawiała Małgorzata Kulbaczewska-Figat.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Polska szkoła: dlaczego jest źle i czy może być lepiej?

Szkoła, szkoła, szkoła… Brr. Już od sierpnia chcące zarobić supermarkety straszą nas oklep…