Scott Pruitt, 50-letni szef szef Agencji Ochrony Środowiska (EPA), był ulubieńcem Donalda Trumpa. W zakresie realizacji założeń polityki klimatycznej i środowiskowej stali po tej samej stronie. Ale nawet Trump nie zdzierżył jego wyskoków i afer z korupcją w tle.

Pruitt ma niekłamane „zasługi” w dziedzinie rozmontowywania amerykańskiej polityki ochrony środowiska. To on skłonił prezydenta USA do wycofania się z paryskiego porozumienia klimatycznego. Wielokrotnie publicznie negował fakt występowania globalnego ocieplenia. Wyłączył część państwowych wód spod antyściekowej ochrony wprowadzonej przez Obamę, za jego czasów wzrosły dopuszczalne limity emisji dwutlenku węgla dla elektrowni i samochodów. Przez pierwszy rok jego urzędowania z agencji odeszło 700 osób, ale szybko je zastąpił swoimi ludźmi – związanymi z branżą naftową.

Jego powołanie na szefa EPA było prztyczkiem wymierzonym przez Trumpa w nosy ekologów: Pruitt zaczynał karierę polityczną jako prokurator federalny Oklahomy: wybił się… na pozwach przeciwko Agencji, którą później objął. Media pisały o jego nominacji, że to „jakby wilk przewodził stadu owiec”. W pewnych aspektach blisko mu było do naszego rodzimego Jana Szyszki – równie często jak polski minister powoływał się na Biblię i mówił o czynieniu sobie ziemi poddaną.

Ale niestety nawet cierpliwość Trumpa się skończyła. – Z tym gościem jest tak, że jedna sprawa goni drugą – miał stwierdzić prezydent w ostatnich dniach. I choć długo zwlekał z jego odwołaniem, Pruitt najwyraźniej zrozumiał przekaz, bo sam podał się do dymisji. Stanowisko objął jego zastępca. Ogólny kierunek polityki agencji raczej się nie zmieni – nowy szef EPA jest węglowym lobbystą.

Pruitt zatrudnił w agencji dwoje pracowników bez konsultacji z Białym Domem, a następnie przyznał im pokaźne podwyżki. Nocował za bezcen w pokoju na Kapitolu, wynajętym od lobbysty kanadyjskiego koncernu Enbridge Inc., któremu później wydał zgodę na projekt inwestycji na terenie Stanów Zjednoczonych. Wydawał majątek na drogie hotele i przeloty wojskowym samolotem, zainstalował w swoim biurze budkę dźwiękoszczelną do rozmów telefonicznych za 43 tys. dolarów.

„New York Times” twierdzi, że Trump byłby skłonny nadal przymykać na to wszystko oko, gdyby nie fakt, że Pruitt wystąpił do niego z bezpośrednim żądaniem odwołania prokuratora generalnego i powołania właśnie jego na to stanowisko. Instytucje kontrolne Kongresu i administracji prezydenta prowadzą kilkanaście dochodzeń w sprawie skandali z udziałem Pruitta. Prawdopodobnie polityk wróci na stanowisko prokuratora w rodzinnym stanie.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Czy Poczta Polska zdąży dostarczyć nam karty do głosowania? Ta komedia może zakończyć się farsą

Wybory korespondencyjne zaklepane przez Sejm. Wciąż jednak nie znamy ich dokładnego termin…