Jednak nie odbiorą nam wszystkich praw pracowniczych. Jeszcze nie tym razem.

W przyjętej dziś przez Radę Ministrów i wniesionej do Sejmu wersji „tarczy antykryzysowej” nr 3 nie ma przepisów, które wczoraj słusznie wywołały gniew związków zawodowych, lewicy i zwyczajnie uczciwych ludzi. Trzecia tarcza obiecuje specjalny plan ratunkowy dla transportu kolejowego i autobusowego, wprowadza szereg większych i mniejszych udogodnień dla biznesu, ale „ulg” w postaci ekspresowego trybu zwalniania pracowników i obniżania wynagrodzeń od ręki w niej nie ma. Można odetchnąć i się rozejść? Bynajmniej.

Kryzys gospodarczy będzie trwał, na trzech tarczach się nie skończy, tym bardziej, że wszystkie jak dotąd okazały się dziurawe. Wszystkie też były skoncentrowane na wspieraniu podaży, milcząco ignorując rosnącą rzeszę bezrobotnych (większość nie załapie się na zasiłek). Gdy ludzi nie będzie stać na towary i usługi, więc obroty w firmach będą dalej spadały, przedsiębiorcy zgłoszą się po kolejne „środki nadzwyczajne”. Pomysł, żeby szef mógł tak sobie od niechcenia obciąć pensję o 10 proc. zapewne jeszcze wróci (a może nawet będzie wtedy chodziło o więcej niż te 10 proc.). Na razie odegrał rolę balona próbnego i pewne rzeczy jednym pokazał, a innym przypomniał.

Przypomniał mianowicie to, że największej frakcji sejmowej opozycji, niby to toczącej śmiertelny bój o polską demokrację, nie przyszło nawet do głowy skrytykować rządu za zamiar takiego upokorzenia demokratycznego suwerena (bo klasa pracująca to większość społeczeństwa). Emocje u konserwatywnych neoliberałów z KO wyzwala tylko to, co zawsze, czyli kreślenie scenariuszy, jak odsunąć PiS od władzy. Cóż, gdyby tę władzę mieli teraz oni, antypisowcy marzący o Gowinie-marszałku Sejmu, zapisywaliby w swoich tarczach dokładnie to samo, jeśli nie jeszcze więcej. Bo przypomniał też poniedziałkowy przeciek, że właśnie takich rozwiązań domagają się organizacje przedsiębiorców i że nie przebierają one w słowach, domagając się kolejnych antyspołecznych rozwiązań i chwaląc „oszczędności”, jakie można zrobić kosztem ludzi. Wreszcie zobaczyliśmy po raz kolejny, że jeśli wybrzmi w przestrzeni publicznej jakieś słowo przeciwko odbieraniu pracownikom resztek ich praw, to tylko ze strony sejmowej Lewicy (kulturalnie i ostrożnie) oraz związków zawodowych (tym razem nieco mocniej).

Nie możemy już mieć żadnych wątpliwości – pandemia wniosła do naszego życia poczucie zagrożenia, zmusiła do zmiany nawyków, ale układu sił politycznych nie ruszyła. Nadal trzęsie nami prawica, pod którą nieudolnie próbuje kopać dołki inna prawica. Pracująca większość społeczeństwa nie będzie mieć w polskim społeczeństwie żadnych, dosłownie żadnych trwałych gwarancji godnego życia, jeśli się nie zorganizuje i nie będzie o nie walczyć. Nie w internecie i nie za pomocą samych tylko gniewnych oświadczeń. To nie czas, by odetchnąć z ulgą, że najgorsze jeszcze się nie wydarzyło, tylko ostatni dzwonek, by się obudzić. Jeśli to jeszcze umiemy – czas przeciwdziałać.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Czemu Lewica kocha 500+?

Wicepremier Jadwiga Emilewicz ogłosiła, że warto pomyśleć nad tym, by niektóre świadczenia…