Propagandowe dziadostwo zwane uprzejmie „polityką historyczną” osiąga właśnie kolejne wyżyny absurdu. Olsztyńscy samorządowcy rozpoczęli konstultacje z IPN w sprawie masowej czystki patronów ulic w tym mieście. W spisie przeznaczonych do zdekomunikowania figurują m. in. Jacek Kuroń i Marek Kotański.

Jacek Kuroń na demonstracji z okazji Święta Ludzi Pracy. Czy to wystarczy, by uznać go za komunistę? / wikipedia commons

Z jednej strony działanie władz miejskich uznać można za typową dla obecnego etapu politycznego ekstrawagancję, ale z drugiej są one do podobnych działań zobligowane prawem. Zgodnie z ustawą o dekomunizacji samorządy zobowiązane są, w terminie do 2 września, zmienić nazwy wszystkich miejsc użyteczności publicznej, które nawiązują do PRL. Po tym, jak radni zwrócili się do IPN z prośbą o pomoc przy weryfikacji blisko 600 kontrowersyjnych ich zdaniem postaci, lecz nie otrzymali satysfakcjonującej informacji zwrotnej, sami stworzyli listę 120 nazwisk. Jest ona niewątpliwie świadectwem tego, że to, co kiedyś ludzie przytomni określali mianem „zoologicznego antykomunizmu” dziś wyrodziło się w zwyczajny obłęd.

Na listę „hańby” trafił np. Xavery Dunikowski, artysta rzeźbiarz. Tylko dlatego, że zaprojektował pomnik upamiętniający żołnierzy radzieckich, którzy wyzwalali Olsztyn. Warto przypomnieć, że rzeźbiarz ten ma w Warszawie swoje niemałe muzeum otoczone parkiem „Królikarnia”. Tylko czekać, by w stolicy również postanowili go zdekomunizować i zastąpić placówkę godniejszym przybytkiem. Do „zczyszczenia” zakwalifikowano też poetkę Marię Zientarę-Malewską. Ale prawdziwymi hitami olsztyńskiej dekomunizacji będą Jacek Kuroń i Marek Kotański. Przypomnijmy, pierwszy kwalifikowany jest jako tzw. „legenda opozycji”, był także ministrem jednego z najgorszych rządów posttransformacyjnych. Kotański zaś był założycielem organizacji Monar, która pomagała osobom z uzależnieniami w okresie schyłkowego PRL-u i na początku lat `90.

W przypadku Kuronia i Kotańskiego inicjatorzy „ulicznej czystki” nie zarzucają im konkretnej „komunistycznej” afiliacji, ale swój pomysł podtrzymują, gdyż – jak argumentują – prawica była przeciwko nadawaniu ulicom imion tych patronów.

Dziś to już wystarczy. Jak mawia rosyjskie przysłowie: „nikt nie jest bez grzechu wobec Boga i bez winy wobec Cara”.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Ja, ja, w Allensztajnie trzeba dekomunizować! I przywrócić właściwe nazwy: Adolf Hilter Platz, Hindenburg Sztrasse, Kajzer Wilhelm Sztrasse, und so weiter.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Agrounia rozczarowana opozycją, a szczególnie lewicą

Michał Kołodziejczak przez wielu był postrzegany jako czarny koń polskiej opozycji. Co dzi…