W Peru śmiertelność Covid-19 w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest najwyższa na świecie. To fikcyjność zaniedbywanego od dziesięcioleci publicznego systemu opieki zdrowia i ogromne nierówności społeczne pozwoliły koronawirusowi na zebranie tak przerażającego żniwa.

Wygłaszając w piątek orędzie, prezydent Peru Martín Vizcarra podkreślał sukcesy strategii jego rządu w zakresie walki z pandemią. „Liczba zarażonych osób i pacjentów z Covid-19 w szpitalach spada od ośmiu tygodni” – mówił. Dalej zapewniał: „jesteśmy lepiej przygotowani do drugiej fali niż do pierwszej. W marcu mieliśmy 100 łóżek intensywnej terapii, dziś jest ich 1600”.

Nawet jeśli to prawda, to mówienie o ,,sukcesie” mogło zabrzmieć jak ponury żart. Peru ma bowiem najwyższy na świecie współczynnik umieralności ludności na koronawirusa. Według najnowszych danych John Hopkins University w Peru, liczącym 33 miliony mieszkańców, w czwartek było już ponad 840 000 zakażonych, a 32 834 osoby zmarły.

Oznacza to więc, że na każde 100 000 mieszkańców 101 osób umarło już na Covid-19. Do tak tragicznej sytuacji daleko nawet Belgii, Boliwii czy Brazylii – krajom również bardzo silnie dotkniętym przez pandemię. Naukowcy i komentatorzy upatrują przyczyn tego stanu rzeczy w nieefektywnej społecznie dystrybucji zasobów medycznych. „Podstawowym problemem jest całkowicie nieefektywny i niedofinansowany system opieki zdrowotnej, który również jest podzielony na segmenty. Na publiczną opiekę zdrowotną przeznaczane są bardzo małe pieniądze – zaledwie dwa procent PKB, które i tak w większości trafiają do szpitali w dużych miastach” – mówił Carlos Herz z Towarzystwie Współpracy Międzynarodowej (GIZ). Kwestia dostępu do usług medycznych jak mało która obrazuje wielkie nierówności społeczne w tym kraju. Ludzie zamożni i członkowie elit władzy korzystają z sieci niezależnych wojskowych ośrodków zdrowia i prywatnych klinik, gdy tymczasem na prowincji oraz w dzielnicach biedy i tak nieliczne szpitale muszą cały czas zmagać się z brakiem pieniędzy, sprzętu i lekarstw. Większość ubogich obywateli, szczególnie w regionach odległych od dużych ośrodków, nie ma nawet co liczyć specjalistyczną pomoc medyczną. To właśnie leży u podstaw tak wysokiej w Peru śmiertelności na Covid-19.

To jednak niejedyne utrapienie peruwiańskiego społeczeństwa. Drugie, ekonomiczne, ma związek ze strukturą zatrudnienia w tym kraju. Około 70 proc. pracowników pracuje bowiem z dnia na dzień w sektorze nieformalnym i nie podlega żadnej ochronie prawej ani związkowej. W przypadku lockdownu czy ograniczeń grozi im natychmiastowe zwolnienie. „To, że jeśli nie pracujesz, to nie jesz, to w Peru truizm” – mówił dziennikowi ND dr Carlos Monge, koordynator ds. Ameryki Łacińskiej w Instytucie Zarządzania Zasobami Naturalnymi w Limie. Na rynku pracy dominują drobni pracownicy samozatrudnieni, pracownicy dzienni czy pracownicy domowi, którzy stanowią około 72 procent populacji. Może mogliby zostać w domu przez dwa tygodnie, ale w tym czasie zużyją wszystkie rezerwy i zostaną bez środków do życia. ,,Oni na koniec miesiąca nie otrzymują stałej pensji na swoje konto bankowe. Wielu nawet go nie ma” – mówi dr Monge. Według niego problemem jest to, że środki i zalecenia narzucane przez rząd w Limie często nie liczą się rzeczywistością życia na prowincji czy w slumsach dużych miast i pozostają martwą literą. ,,Wiele biedniejszych dzielnic w miastach nie mają przyłącza wody i jest zaopatrywane przez tankowce, które za dostarczaną wodę pobierają wysokie opłaty. W takich realiach rządowe wezwania do regularnego mycia rąk brzmią niemal cyniczne. W konsekwencji takiego stanu rzeczy ryzyko zakażeń jest  bardzo wysokie ”- opisuje sytuację dr Monge.

W rezultacie większość populacji nie zmaga się z jedną pandemią, ale raczej z kilkoma. Pandemia koronawirusa dotyka ich praktycznie na równi z pandemią bezrobocia, ukrytą niepewnością spowodowaną przestępczością, kiepską infrastrukturą publiczną, niedofinansowanym i zaniedbanym systemem opieki zdrowotnej, brakiem dostępu do wody pitnej czy problemami z transportem. Eksperci ds. Zdrowia w Limie i innych dużych miastach, takich jak Cusco czy Arequipa, zgodnie przyznają, że wszystkie te czynniki zwiększają ryzyko infekcji i leżą u podstaw tak tragicznej sytuacji w ich kraju.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Przemoc przemoc w Zakopanem. Radni znowu nie przyjęli procedur Niebieskiej Karty

Miasto Zakopane znowu odrzuca ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Po raz kolejn…