Share Button

Prokuratura w Zamościu po miesiącu zastanawiania się uznała, że jednak zbada, czy przypomnienie o zbrodni polskiego podziemia na Ukraińcach, zwykłych mieszkańcach wsi Sahryń (region hrubieszowski) było obrazą narodu polskiego. Doniesienie w tej sprawie złożył wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.

Pomnik ofiar zbrodni w Sahryniu / fot. Wikimedia Commons

Chodzi o wypowiedź Grzegorza Kuprianowicza, historyka i działacza ukraińskiej mniejszości narodowej w Polsce, z ubiegłego miesiąca. Podczas uroczystości w Sahryniu z udziałem prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki historyk powiedział, iż 10 marca 1944 r. żołnierze Armii Krajowej zamordowali mieszkańców wsi, gdyż ci mówili innym językiem i przynależeli do innego wyznania religijnego. Stwierdził, że tym samym wyczerpane zostały przesłanki, by uznać zbrodnię w Sahryniu i sąsiednich wsiach, której ofiarą padło ponad 600 osób, za zbrodnię przeciw ludzkości.

Kuprianowicz nie przedstawił żadnych zupełnie nowych ustaleń w stosunku do tego, o czym sam wielokrotnie pisał i co można przeczytać również w doskonale udokumentowanych pracach Grzegorza Motyki czy Mariusza Zajączkowskiego. Wśród rzetelnych badaczy historii nie budzi wątpliwości, że Sahryń został spalony przez AK, gdyż dowództwo okręgu tomaszowskiego organizacji, wiedząc o rzezi trwającej po drugiej stronie Bugu postanowiło dać Ukraińcom z ziemi chełmskiej i zamojskiej odstraszający przykład. W Sahryniu polscy partyzanci nie tylko więc zniszczyli posterunek kolaboracyjnej policji pomocniczej, ale i zabijali wszystkich napotkanych Ukraińców, także kobiety i dzieci.

Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek, który zawiadomił prokuraturę o słowach Kuprianowicza, nie mógł jednak pogodzić się z faktem, że padły one w rocznicę rzezi wołyńskiej. Polityk uznał to za znieważenie narodu polskiego, chociaż ukraiński historyk w żadnym momencie nie zaprzeczył, że na Wołyniu i w Galicji Wschodniej doszło do rzezi Polaków zgotowanej przez ukraińskie formacje nacjonalistyczne (OUN i jego zbrojne ramię UPA) ani też nie sugerował, że liczby ofiar po obu stronach są zbliżone (tu można zapoznać się z całym tekstem jego przemówienia).

W pierwszej chwili wydawało się, że prokuratura nie podejmie się badania sprawy, poinformowano, że zamojscy śledczy uznali, iż stosowniejszym organem do jej podjęcia będzie lubelski IPN. Ostatecznie jednak prokuratura w Zamościu zdecydowała się wszcząć śledztwo w kierunku art. 133 kodeksu karnego, czyli publicznego znieważenia narodu polskiego. Grzegorzowi Kuprianowiczowi groziłaby za ten czyn kara do 3 lat więzienia.

Czy konsekwentnie prokuratorzy zainteresują się następnie historykami, którzy pisząc o stosunkach polsko-ukraińskich wspominają nie tylko o przerażających zbrodniach nacjonalistów ukraińskich, ale i o polskim odwecie, który pociągał za sobą przypadkowe, niewinne ofiary? A może potępią także Lecha Kaczyńskiego, który w 2006 r. wziął udział w uroczystościach w Pawłokomie, nad grobem innych Ukraińców zabitych przez polską partyzantkę, i mówił o wzajemnym odpuszczeniu win?

Share Button

1 komentarz

  1. qaduq napisał:

    Warto klocki poustawiać na właściwych miejscach. Znieważeniem polskiego narodu była zbrodnia na mieszkańcach, a wydający rozkazy odwetu okryli sie hańbą na wieki. W Polsce przed pierwszą wojną wiele pisano o prześladowaniu unitów, właśnie na Chełmszczyźnie przez carat i zmuszaniu ich do przechodzenia na prawosławie. To wtedy, wielu unitów, aby zademonstrować przywiązanie do wiary, zaczęło intensywnie uczyć się polskiego i chodzić na msze do kościoła katolickiego, bo unickie cerkwie carat likwidował. Tego trendu polonizacji nie potrafiła utrzymać po wojnie sanacja. W dodatku nastąpiła zmiana frontu wśród unitów utożsamiających się z Ukraińcami, a ofiarą terroru padali ludzie dążący do ugody po obu stronach. Obie ekstremy parły do zwycięstwa i z taką hipoteką te tereny znalazły sie pod okupacją hitlerowską. Czy ktoś dziś, nie tylko wtedy, wskaże choć jedną racjonalną przesłankę akcji odwetowej po lewej zachodniej stronie Bugu? Dlaczego nadal zamilcza się, że to pod wpływem nacisku Anglików AK nie rozwijała swojej partyzantki na Kresach, nie uzbrajała oddziałów, a statawiała głównie na wywiad i na ujawnienie się w przypadku ponownego wkroczenia Armii Czerwonej, goniącej Niemca? Czy nawet dziś, znając rozmowy w Teheranie, a potem w Jałcie i wynik w Poczdamie nadal sami sobie zamulamy mózgownice?
    W Warszawie jedna akcja na Kutscherę, przy minimalnych stratach, dała lepszy wynik, niż odważna, ale nierozważna akcja Ponurego, który pokazał Niemcom, że będzie bronił wsi wspierających partyzantów i wysadził pociąg z rannymi wracającymi z frontu. To po tej pokazówce pod Suchedniowem, w odwecie Niemcy pozostawili wymordowaną osadę, będącą symbolem martyrologii polskiej wsi.
    Czy nadal dowódcy, szafujący krwią podległych oddziałów i lekceważących straty ludności będą stawiani na piedestał?
    Tak było od wieków w armii carskiej, a w ubiegłym stuleciu sowieckiej i w innych komunistycznych w Azji i Afryce. Skąd zatem w głowach ponoć polskich patriotów to naśladownictwo z epoki rządów tyranów, nie liczących się z ofiarami własnego ludu? Zadziwiające nieuctwo głoszących tezy ludzi z tytułami szkół wyższych, uzyskanymi juz w nowej epoce? Wagarowali, naczytali sie stalinowskich opowieści, czy po prostu nie używają mózgu. I to ostatnie jest szczególnie szkodliwe dla przyszłego i dzisiejszego pokolenia. Za komuny pytali się, gdzie się taki ulung? No gdzie? W pieknym borze?
    Zanim ktoś rzuci kamieniem, niech najpierw przypomni sobie „Cienką czerwoną linię” o walkach na Pacyfiku i odpowiedzialności dowództwa amerykańskiego za walczących żołnierzy.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*