We wtorek w Europejskim Komitecie Regionów przedstawiono raport na temat stanu unii energetycznej i regionów węglowych, które będą wymagały „energetycznej transformacji”. Wyliczono, że łączna utrata miejsc pracy w elektrowniach węglowych oraz kopalniach do 2025 r. wzrośnie nawet do 77 tys., a w roku 2030 – do około 160 tys. Szacuje się, że na samym Śląsku może stracić pracę ok. 41 tys. osób.

Na terenie UE istnieje 217 elektrowni węglowych oraz 128 kopalń węgla w 41 regionach o łącznej rocznej produkcji około 500 mln ton. Regiony o największej liczbie zagrożonych miejsc pracy znajdują się w Polsce, Czechach, Rumunii, Bułgarii, Niemczech i Grecji – wynika z raportu. Co jeszcze? Sektor węglowy zatrudnia ok. 237 tys. osób. Ogromna większość z nich (185 tysięcy) pracuje w górnictwie węglowym. Polska zatrudnia około połowy z nich.

– Nie możemy sprawić, by te miasta czy regiony, w których będzie się odbywała transformacja, zostały pozostawione same sobie – powiedział dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej Rudolf Niessler. Jednocześnie podkreślono, że UE zamierza wesprzeć finansowo regiony węglowe Funduszem na rzecz Sprawiedliwej Transformacji w kwocie 4,8 mld euro. To propozycja Parlamentu Europejskiego, ale na razie nie została wpisana do przyszłego budżetu wspólnoty.

Stąd wiele uzasadnionych obaw, między innymi ze strony Polski: były marszałek województwa łódzkiego i członek Komitetu Regionów Witold Stępień stwierdził, że trzeba zrobić wszystko, żeby uniknąć załamania gospodarczego (jak w Łodzi w latach 90., gdy upadł przemysł tekstylny).

– W łódzkim jest Bełchatów – największy w Europie producent energii, największa kopalnia węgla brunatnego i niestety również największy emitent dwutlenku węgla. Kompleks przemysłowy obecny jest od 50 lat, zatrudnia pośrednio i bezpośrednio 10 tys. osób i wpływa na życie 30 tys. osób – mówi Stępień. – Za 15-20 lat to złoże skończy się i warto dzisiaj myśleć, jak zapobiegać zapaści gospodarczej.

Jednocześnie przy okazji publikacji raportu Maroš Šefcovic, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził, że do 2050 Unia po prostu musi przejść na bardziej zrównoważoną gospodarkę energetyczną – a wdrażane od kilku lat działania na rzecz inwestycji w OZE i ograniczeń emisji gazów cieplarnianych przynoszą efekty. Natomiast Polska znajduje się niestety w ogonie 7 państw, które zieloną energię muszą kupować, gdyż nie produkują jej same w wystarczających ilościach. W 2018 udział węgla w generacji prądu w Polce pozostał na wysokim poziomie (78,2 proc). Wzrósł tez import węgla, w 78 proc. pochodził z Rosji przy równoczesnym niskim eksporcie. W kwestii poziomu produkcji OZE nie odnotowano zmian.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. I z czego redachtórka Weronka siem cieszy? Z tego że przyjdzie jej EE do lapka na którym pisze z pedałowania na orbitreku czerpać?
    Jednak debilizm (dla niepoznaki ekologią zwany) zatacza coraz szersze kręgi. Polska emituje per capita mniej CO2 niż Niemcy i wychodziła z niższego poziomu. Pod względem emisji jesteśmy w ogonie UE. Ograniczenie emisji spowoduje konieczność… importu EE! Nasz udział w globalnej emisji to bodajże 0,9% i to uwzględniając 3 miliony kominów i dwa razy tyle autek z poprzedniej epoki.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Efekt pandemii: zaufanie do Dudy i Morawieckiego leci na łeb na szyję

Antyskuteczne i tragikomiczne metody walki z epidemią koronawirusa doprowadziły do znaczne…