W ciągu ostatniego weekendu doszło do dziesiątek ogromnych demonstracji w całych Stanach Zjednoczonych – obywatele wyrażają sprzeciw wobec policyjnej przemocy i rasizmu. Wystąpienia są spowodowane kolejnymi ofiarami, które zginęły od kul funkcjonariuszy.

Aresztowanie DeRaya Mckessona, działacza Black Lives Matter/facebook.com
Aresztowanie DeRaya Mckessona, działacza Black Lives Matter/facebook.com

Ponad 160 osób zostało aresztowanych w samym Baton Rouge, stolicy stanu Luizjana. To właśnie tam w zeszłym tygodniu policja zastrzeliła na ulicy czarnoskórego Altona Sterlinga, 37-letniego ulicznego sprzedawcę płyt kompaktowych, który nie chciał dać się wylegitymować. Na ulicę miasta wyjechał ciężki sprzęt – pokojowe demonstracje rozganiane są przy użyciu gazu łzawiącego, granatów dymnych i wozów pancernych. Wśród aresztowanych jest DeRay Mckesson, jeden z ważniejszych działaczy ruchu Black Lives Matter. Według policji powodem jego zatrzymania było blokowanie ruchu ulicznego, jednak jak wynika z opublikowanych nagrań, Mckesson w momencie zatrzymania nie znajdował się na ulicy. Działacz został zwolniony w sobotę po południu. – W miastach w całej Ameryce odbiera nam się prawo do pokojowych protestów – mówi Samuel Sinyangwe z „Kampanii Zero”, ruchu sprzeciwiającego się nadużywaniu przemocy przez policję, przyjaciel i współpracownik Mckessona. – Władza posuwa się do prowokacji, przemocy i niezgodnych z prawem aresztowań – dodaje aktywista.

Ponad 100 osób trafiło też do aresztów w St Paul w Minnesocie, gdzie falę oburzenia i gniewu wywołała śmierć Philanda Castile, 32-letniego Afroamerykanina. Mężczyzna jechał autem wraz ze swoją partnerką i jej czteroletnią córką, kiedy został zatrzymany do kontroli; funkcjonariusze uznali, że jest podobny do sprawcy napadu sprzed kilku dni, po czym zastrzelili go w samochodzie bez wyraźnej przyczyny. Uczestnicy protestu w St Paul zablokowali autostradę stanową; policja, podobnie jak w Baton Rouge, użyła gazu łzawiącego i granatów dymnych. Jak twierdzi Todd Axtell, szef lokalnej policji, ponad 20 funkcjonariuszy zostało rannych w czasie zamieszek, co uważa za „hańbę”.

Dziesiątki ludzi zatrzymano także w Nowym Jorku, Chicago, Baltimore, Phoenix i Atlancie – wszędzie tam policja użyła też środków przymusu bezpośredniego, żeby rozgonić manifestacje, domagające się sprawiedliwości dla ofiar policyjnej przemocy i walki z rasizmem. Mimo represji planowane są kolejne protesty, m.in. w Ferguson w Missouri, gdzie w zeszłym roku biały policjant zastrzelił 18-latka, Michaela Browna, co wywołało potężną falę zamieszek.

Jednocześnie wychodzą na jaw kolejne szczegóły śledztwa w sprawie Micah Johnsona, zabójcy z Dallas. Mężczyzna, identyfikujący się z ruchem Czarnych Panter, zabił pięciu policjantów. Jak ustalono, mężczyzna posiadał potężny arsenał zbrojeniowy, który zamierzał wykorzystać przeciwko policji. Johnson już nie żyje, został zabity przez robota wyposażonego w ładunek wybuchowy. Nie wiadomo, czy miał jakiś wspólników.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Co słychać u „obrońców normalności”. Prawicowy kibol zgwałcił wibratorem mężczyznę

Bartosz N., członek chuligańskiej grupy „Young Freaks”, skupiającej pseudokibi…