Fotografia J. Samolińskiej

Wczoraj we wschodnim Londynie odbyła się demonstracja proimigrancka. Jedna z wypowiadających się działaczek opowiedziała o kolorowej dziewczynce, która w dzień ogłoszenia wyników przyszła do szkoły i usłyszała od koleżanki, że teraz będzie musiała wyjechać. I niezależnie od tego, kto w czwartek głosował za „leave” a kto za „remain„; niezależnie od tego, czy Wlk. Brytania dostanie teraz od Unii przykładnie po łapach, czy też stanie się rajem podatkowym dla unijnych biznesmenów – to właśnie to przekonanie, że jakaś ogromna rzesza ludzi nie jest już u siebie, jest najpoważniejszym skutkiem Brexitu – paradoksalnie, nie tylko na Wyspach, ale w w całej Europie.

Unia Europejska, przynajmniej w teorii, opierała się na idei, że można budować wspólnotę ponadnarodową. Oczywiście – sama była tej idei zaprzeczeniem, a polityka UE wobec migrantów w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nie może nie budzić obrzydzenia. Unijni biurokraci sprawują rządy w sposób całkowicie niedemokratyczny, a polityka cięć świadczeń społecznych czy pompowanie sektora finansowego były w ramach UE obligatoryjne – przypomnijmy choćby, jak zdewastowano w związku z tym gospodarkę i społeczeństwo greckie.

Ale ani Brexit ani zapowiadane przez LePen czy Wildersa referenda w innych krajach Unii nie są wyrazem niezgody na austerity – są postawieniem tezy, że taka ponadnarodowa wspólnota nie jest możliwa ani konieczna. Brytyjczyków przekonano, że są tak wspaniałym narodem, że w każdej sytuacji poradzą sobie sami, że żadne unijne regulacje i standardy nie są im potrzebne, grano na imperialnej dumie i kwestiach godnościowych, które – zwłaszcza na mniej zamożnej i głęboko dotkniętej cięciami północy – znalazły posłuch. Kampania przez Brexitem i te kilka dni po referendum pokazały, że nieprawdopodobnie przesunęła się linia przyzwolenia na ksenofobię i rasizm. Nie bez powodu za jednego z największych przegranych uważa się nie tylko Camerona, ale i Corbyna, a najszerszy uśmiech widzimy na twarzy Nigela Farage’a.

Nie ma w tych warunkach niestety absolutnie żadnych podstaw, żeby twierdzić, że w tej nowej Anglii – bo powiedzmy sobie szczerze, „Zjednoczone Królestwo” długo zjednoczone nie pozostanie, Szkocja i Irlandia Płn. prawdopodobnie będą chciały niezależności od Londynu – powstanie jakiś nowy, lepszy porządek. Tak samo nie ma żadnych powodów, żeby uważać, że poważne osłabienie czy nawet rozpad Unii, spowodowany sumą narodowych szowinizmów, ma szansę doprowadzić do bardziej sprawiedliwej i równościowej Europy.

Mówi się, że głosy na „leave” były pokazaniem środkowego palca brytyjskiej klasie politycznej. Niestety, eurosceptyczni wyborcy pokazali go głównie pakistańskim uczennicom, polskim pielęgniarkom i somalijskim kierowcom, bez których, swoją drogą, Anglicy naprawdę sobie nie poradzą.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Rozumiem że takie buraczki z wychodkowa trzeba kijem z miasta wyganiać, jak przyjedziecie na teren miastowych, bo właśnie tak piszesz, bo nikt nie wchodzi nikomu do domu, ale dzieki takim jak wy trudno poruszać się po mieście, bo na widziewie niedobrze być nie-widzewiakiem, na łkaesie nie dobrze być nie za łkaesiakiem itd…. bo to jest taki plebsior, takie dzielenie ,co ochyda wyprawia z buraczkowa. Tak więc wypad z globalnego internetu, tylko w swoim buraczkowie, nie tu będzie się pchał z buciorami….

  2. Ciekawe czy Pani Justyna sama prowadzi taką ludzką politykę otwartych wrót, i każdy może sobie wejść do jej domu i wyjadać z lodówki czy też ma w drzwiach ten obrzydliwy zamek a gdy wychodzi zamyka drzwi na równie obrzydliwy, będący zaprzeczeniem idei braterstwa ludzi klucz…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Jak Platforma napluła na Jolantę Brzeską

Coraz więcej ludzi w Polsce rozumie czym w gruncie rzeczy jest reprywatyzacja i ciasno z n…