30 proc. odwołanych lotów, tłumy rozgoryczonych kibiców wyczekujących na terminalach, zdenerwowany prezydent apelujący w telewizji o zakończenie protestu – to efekt strajku pracowników największego francuskiego przewoźnika lotniczego. A to dopiero początek protestów.

Największa w 2016 roku sportowa impreza w Europie jest zagrożona komunikacyjnym paraliżem. Jest to efekt postawy socjalistycznego, już tylko z nazwy, rządu premiera Manuela Vallsa, przeciwko któremu od kilku miesięcy trwa ogólnokrajowe rewolta francuskiej klasy pracującej. Związkowcy domagają się cofnięcia forsowanej przez władze nowelizacji prawa pracy, która zakłada radykalne ograniczenie praw pracowniczych i zwiększenie władzy kapitalistów nad pracownikami. Zmiany przewidują wydłużenie możliwego tygodniowego czasu pracy z 35 do 48 godzin, a dobowego – z 7 do 12 godzin. Właściciele firmy zyskają również  ułatwienia w zwalnianiu pracowników i ograniczenie wpływu związków zawodowych. Ustawa została napisana zgodne z zaleceniami międzynarodowego biznesu, który nakazuje Paryżowi „poprawę warunków inwestycyjnych”.

 

Strajk pilotów Air France potrwa od dziś do 14 czerwca. Jest on częścią akcji sprzeciwu  frontalnego ataku na prawa pracownicze. Razem z obsługą samolotów strajkują też śmieciarze, a efektem ich odmowy pracy są witające kibiców tony śmieci zalegające na ulicach miast, w których rozegrane zostaną mecze w ramach Euro. Do akcji dołączyli również pracownicy niektórych spalarni odpadów.

Rząd nie chce rezygnować z ustawy, mimo, że krytyczne zdanie o niej ma 75 proc. francuskich obywateli.  W efekcie strajki powodują poważne problemy dla gospodarki. Dwa tygodnie temu blokada sześciu z ośmiu rafinerii i 200 magazynów paliw doprowadziła do niedoborów zaopatrzeniowych na stacjach benzynowych. W kilku regionach została wprowadzona reglamentacja. Władza zareagowała represjami wysyłając na protestujących oddziały policji, które złamały siłą kilka strajków. Strajkowali również pracownicy elektrowni atomowych, co doprowadziło do deficytu energii elektrycznej w wielu regionach.

Prezydent Francois Hollande, jeden z największych orędowników antypracowniczej ustawy, z właściwą sobie bezczelnością zaapelował wczoraj do związkowców o zakończenie protestów. „Apeluję do waszego poczucia odpowiedzialności, gdyż państwo musi wypełniać swoje obowiązki – i będzie to robić, podejmując wszelkie niezbędne środki” – podkreślił.

Strajkują nie tylko francuscy piloci, ale również ich koledzy po fachu ze szwedzkich linii SAS. Ich akcja rozpoczęła się wczoraj o godz. 18:00. Problem mają tamtejsi kibice, którzy w liczbie ok. 20 tys. wybierali się w weekend do Paryża, gdzie w poniedziałek ich drużyna rozegra pierwsze spotkanie w ramach mistrzostw. – Sytuacja jest dramatyczna. Jesteśmy kilkuosobową grupą i byliśmy na wszystkich meczach kwalifikacji. Od piątku wieczorem mamy urlopy. Jesteśmy spakowani, mamy bilety na mecz i zarezerwowane hotele w Paryżu, lecz nie ma żadnej możliwości lotu innymi liniami. Po prostu w samolotach do Francji nie ma miejsc, bez względu na cenę – mówił telewizji SVT jeden z kibiców Anders Braennfors na lotnisku Arlanda w Sztokholmie.

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Przygrywka do TTIP? Dlatego trzymam kciuki za Francuzów. Ale jakieś biedactwa nie będą mogły się zabawić, ojej – gorsze, niż prohibicja.

  2. I tak należy walczyć z kapitalizmem! [zaraz jakiś chvjek będzie pier.dolił o biednych kibicach]

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Wybory w USA: Trump nie płaci podatków, Bidenowi mylą się liczby

Na dwa dni przed pierwszą telewizyjną debatą kandydatów na prezydenta New York Times ujawn…