Share Button

Jan Ardanowski otwarcie przyznał, że zamierza przeprowadzić depopulację gatunku na skalę niespotykaną do tej pory w Polsce. PZŁ zgadza się na tę masową (i bezcelową) zagładę.

Ekolodzy, lewicowi komentatorzy, a nawet i sami myśliwi zwracają uwagę od początku, że odstrzał prewencyjny przy takich limitach, jakie ustaliło Ministerstwo Środowiska, nie ma biologicznego uzasadnienia. Mimo to w ubiegłym roku w Polsce miało być 0,1 dzików na kilometr kwadratowy na wschód od Wisły i 0,5 na zachód od Wisły. W 2018 limity zwierząt do odstrzału jeszcze wzrosły: 0,1 na kilometr kwadratowy w całym kraju. Również nie wzięto pod uwagę głosów mówiących, że nie ma naukowych dowodów na powiązanie zagęszczenia zwierząt z rozprzestrzenianiem się wirusa ASF. W sezonie łowieckim 2017-2018 zabito 314 tys. dzików. Okazuje się, że i to nie wystarczy.

„Strzelać do dzików trzeba więc ciągle, tu nie chodzi o jednorazową akcję. A w strefach zapowietrzenia dziki trzeba wybić praktycznie do zera. Tam, gdzie choroby nie ma, trzeba zejść do bardzo niskiego poziomu” – mówi minister Ardanowski w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” w najnowszym, aktualnym wydaniu.

Ekolodzy wskazują na dwa kardynalne błędy popełniane w walce z ASF, które kosztowały Krzysztofa Jurgiela stanowisko, a które powiela obecny szef resortu rolnictwa. Pierwszy błąd to całkowite zlekceważenie potrzeby bioasekuracji (wytknęła to myśliwym m.in. NIK): hodowcy kupują zwierzęta niewiadomego pochodzenia, wypuszczają je poza ogrodzony teren, zaś zwierzęta padłe zakopują w lesie. Wykazują „karygodne niechlujstwo”, jak stwierdzili na łamach „Łowczego polskiego” cytowani przez Oko.press prof. Henryk Okarma i dr Katarzyna Bojarska z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. Roznosicielami wirusa są również sami myśliwi, jak wielokrotnie alarmował m.in. prof. Andrzej Elżanowski.

– To choroba porównywana z plagą egipską. Przez brak decyzji w 2014 r., przy pojawieniu się pierwszych ognisk, choroba rozprzestrzeniła się. Są dwa elementy do spełnienia, aby opanować rozprzestrzenianie się tej choroby: depopulacja dzików w pasie wschodnim, w strefach występowania ASF do zera oraz bezwzględne przestrzeganie zasad bioasekuracji przez każde gospodarstwo utrzymujące świnie, czyli całkowite odizolowanie budynków, w których utrzymywane są świnie – mówił Ardanowski na początku sierpnia z wizyta u wyborców na Podkarpaciu.

Drugi kardynalny błąd ministerstwa to zła metoda obliczania liczby dzików żyjących w polskich lasach. Według specjalistów Lasy Państwowe razem z PZŁ popełniły błąd usiłując liczyć dziki metodą pędzeń próbnych i w efekcie ich niedoszacowały.

Naukowcy twierdzą, że odstrzał „prawie do zera” nie tylko nie pomoże w walce z wirusem, ale wręcz doprowadzi do szybszego rozprzestrzeniania się choroby, ponieważ „nigdzie w Europie nie udało się doprowadzić do drastycznej redukcji dzików”. Według nich zwiększona mobilność pojedynczych osobników, związana z polowaniami, rozniesie chorobę jeszcze szybciej i skuteczniej niż do tej pory.
Już sami myśliwi mają obiekcje co do rzezi ciężarnych samic oraz loch z młodymi a także wybijania dzików w parkach narodowych. Nie podoba im się również wypłacanie premii za odstrzał. Według starszej generacji to zaprzeczenie idei łowiectwa.

Share Button

1 komentarz

  1. Nikt napisał:

    Jeden wariat chciał wyrżnąć Puszczę Białowieszczańską, inny wariat dziki. Szkoda, że nikt nie wyrzyna wariatów.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*