Wynik Lewicy po czteroletniej nieobecności to świetny start dla ruchu, którego celem powinna być stopniowa ewolucja w kierunku najdojrzalszej i głównej merytorycznie siły opozycyjnej w Polsce. Pierwszym krokiem winno zaś być powstanie wspólnej, wieloskrzydłowej partii; ponowny podział byłby samobójstwem. Lewica musi pozostać jedną formacją, idącą szeroko, gdzie jest miejsce zarówno dla lewicowych liberałów, jak i dla socjaldemokratów i socjalistów. Ma zwyczajnie za mało poparcia, by dzielić się i bawić w sekciarstwo wynikające z przywiązania do starych barw. Jako jedna siła, wsparta przez najbardziej skoncentrowany na wartościach elektorat, może natomiast szybko rosnąć w roli skutecznej i silnie socjalnej – lecz nie katonacjonalistycznej – opozycji.

Każde z ugrupowań zyskało na obecności innych: SLD wniósł tradycję i zaplecze partyjne, a dostał zastrzyk z ideowego, młodego pokolenia. Wiosna zdobyła kluczowe wsparcie organizacyjne i doświadczenie programowe, dostarczając równocześnie świeżego wizerunku i nowych wyborców. Razem pozyskało wsparcie ze strony bardziej doświadczonych polityków, a dostarczyło młodych, zdolnych, ukształtowanych już po transformacji aktywistów. Teraz wszystkie te czynniki są potrzebne, bo w kraju, gdzie łącznie 87,5% wyborców głosuje na prawicę, nie ma miejsca na żadne błędy.

Lewica musi walczyć zarówno o postęp obyczajowy, jak i o rzeczywiste państwo dobrobytu. Walczyć z klerykalizmem, ale też zwalczać nierówności społeczne, i odzyskać zaufanie kierujących się konkretnymi, często krótkoterminowymi interesami ludzi pracy. To oni są dziś ofiarą ukrytej prywatyzacji. Otrzymują ochłapy do kieszeni, a rzeczywiste koszty życia rosną. Zwijana i głęboko niedofinansowana jest publiczna opieka zdrowotna. Jakość edukacji jest coraz niższa, a uczelnie stają się ośrodkami „wiodącymi” dla elit. To wszystko efekty świadomej polityki rządu. PiS nie jest partią szczególnie „socjalną” ani tym bardziej „socjalistyczną”. To etykiety od skrajnych neoliberałów, którzy Kaczyńskiemu nie mogą wybaczyć nawet jednego zasiłku na dzieci. PiS to rekordowe rozwarstwienie, stłumienie strajku nauczycieli, nieskuteczna walka z ubóstwem, brak tanich mieszkań i niesprawiedliwy system podatkowy. Na szczęście większość nowych posłów Lewicy wydaje się to dobrze rozumieć.

Lewica nie może być też opozycją walczącą wyłącznie z PiS-em. Elementy z narracji PiS-u z poprzedniej kadencji i historię pod tytułem „My kontra Oni” należy przejąć. Po jednej stronie jest klerykalny nacjonalizm, po drugiej nieczuły neoliberalizm. Do tego potrzebne są też konkretne projekty ustaw, które będą mogły przejść nawet w okresie rządów PiS-u. Lewica musi rozwiązywać problemy i mieć na koncie sprawy, ważne dla pracowników, które zostały załatwione w ogólnym interesie. Najostrzejsza krytyka musi zaś dotyczyć wielkich korporacji, banków, ale też płacących w Polsce zbyt niskie podatki przedsiębiorców. Jak pisała na Portalu Strajk Małgorzata Kulbaczewska-Figat, kluczowymi polami do walki będą kwestie socjalne, pracownicze. Sfera obyczajowa, jakkolwiek ważna, nie może przyćmiewać takich problemów jak edukacja, ochrona zdrowia, wynagrodzenia, czy projekt odmiennej/pokojowej wizji w polityce zagranicznej włącznie ze zmniejszeniem wydatków na zbrojenia.

Lewica musi być tą siłą, która domaga się silnego i opiekuńczego państwa. Takiego w większości chce też polskie społeczeństwo, co jest zasadniczą schedą po okresie Polski Ludowej. Tu otwiera się pole do skutecznego osłabiania Koalicji Obywatelskiej, której genetyczny neoliberalizm oznacza również dążenie do osłabiania państwa. Wbrew pozorom korzystna dla Lewicy jest też obecność w Sejmie skrajnej prawicy, którą można próbować wykorzystać. Konfederacja to karykatura PiS-u i właśnie tak trzeba o niej mówić. To ta sama pobożność, klerykalizm i taka sama homofobia, tylko bez pseudosocjalnego przechyłu. Najważniejsze są jednak długofalowe i zorganizowane działania. Pobyt Lewicy w Sejmie nie może być jak kampania wyborcza, gdzie w wielu przypadkach kandydaci walczyli samodzielnie, a każdy trzymał się zupełnie innej strategii. Czas na działanie wspólne, zorganizowane i planowe. Są też fundamentalne rzeczy, które są do zrobienia na JUŻ.

Po pierwsze – rozwińcie i poważnie dofinansujcie lewicowe media. Potrzebna jest lewicowa grupa medialna z prasą, radiem, TV, stałą obecnością na YT, FB, z własnymi twórcami i strategiczna koordynacją tego typu aktywności. Nie z dziennikarzami z łapanki, których przyjmiecie przez konkurs CV’ek. Z zaangażowanymi i lojalnymi ludźmi, którzy byli z lewicą w trudnych latach, kiedy nie było jej w Sejmie. To również takim mediom, jak Portal Strajk czy lewicowe profile w mediach społecznościowych zawdzięczacie powrót. Stawianie w tym zakresie na same środowiska liberalne, co kiedyś SLD już popełniło, a na czym Razem już raz się przejechało… To delikatnie ujmując pomysł głupi. Przeciwko radykalnie prawicowym mediom, które działają i atakują oponentów bez żadnych zahamowań, potrzebne są także i radykalnie lewicowe. Nie tylko ciepła woda w kranie.

Po drugie – czas realnie połączyć się w jedną partię. Osobno wszyscy tracą. Nic nie stoi na przeszkodzie temu, by być bogatą w skrzydła formacją, nieustannie dyskutującą o swoich postulatach. Liczne nurty w ramach jednej partii? Otwarte spotkania? To was nie osłabi, tylko uwiarygodni i wzmocni!

Po trzecie – przygotujcie listę projektów ustawodawczych i realizujcie ją. Od początku do końca, z żelazną konsekwencją. I po to, by mieć się czym chwalić, i po to by móc atakować PiS, kiedy ten zapobiegnie przyjęciu dobrych rozwiązań dla świata pracy. W ten sposób buduje się wiarygodność.

Po czwarte – powołajcie konkretne osoby do kontaktów ze związkami zawodowymi, których inne partie nigdy nie traktują poważnie. Lewica może z powodzeniem przedstawiać też postulaty związkowców i integrować je ze swoim własnym programem. Wiele z tych postulatów jest dużo lepszych i bardziej odważnych niż to, co było w programie wyborczym.

Po piąte – obsadźcie posłami kluczowe dla lewicy społecznej komisje: zdrowia, polityki społecznej i rodziny oraz edukacji i nauki. Niech idą tam eksperci, ale też ludzie, którzy potrafią robić show. Przy okazji warto choćby spróbować powołać komisję ds. przestępstw pedofilii w kościele, czy też ds. rabunkowej prywatyzacji (którą PiS deklaratywnie czasami sam krytykował).

Po szóste – postawcie na zróżnicowanie i podział obowiązków. Linia lewicy nie musi być supersztywna, w pełnieniu roli opozycji różnorodność pomaga. Także w polityce historycznej. Jedni z was mogą odnosić się do tradycji PPS, inni przypominać osiągnięcia, kolejni odkłamywać historię Solidarności.

Po siódme – musicie zapewnić stałą aktywność Lewicy w regionach. Środki z subwencji nie mogą iść tylko na kampanię. Mowa o klubach dyskusyjnych, klubach kultury, czy o punktach darmowej pomocy prawnej i lokatorskiej. W ten sposób niewielkim wysiłkiem można zdobyć zarówno duże poparcie, jak i zachować lewicowy autentyzm. PiS od działalności „kulturalnej” ma potężny Kościół. Lewica nigdy go nie dostanie.

Po ósme – zmieniajcie system (na początek wyborczy). Obecnyw sposób oczywisty nie służy Lewicy. Potrzebna jest inicjatywa zakazująca reklam politycznych na wzór europejski, np. brytyjski i francuski. Potrzebna jest również szybka dePiSizacja w wymiarze historii i kultury – kluczowy może tu być potencjalny wpływ, jaki na IPN może mieć przecież Senat.

Po dziewiąte – nie udawajcie, że znacie się na wszystkim. Im więcej zapraszanych gości, zaprzyjaźnionych ekspertów i przyjaciół w różnych sferach i organizacjach – tym lepiej. Warto inwestować w sieci powiązań. Obecnie w tym zakresie panuje znaczna dominacja PO, a miejsce dla Lewicy dopiero czeka.

Po dziesiąte – nie lękajcie się! Wybory pokazują, że bycie feministką, socjalistą, odważnym krytykiem Kościoła to już przepustki do dużej polityki. Hegemonia i dominacja prawicy stwarzają warunki, by narodziło się jej przeciwieństwo, a na świecie rośnie poparcie dla lewicy odważnej i radykalnej. Także radykalnie ekologicznej. Głównym zadaniem jest też zdobycie poparcia młodego i silnie lewicowego pokolenia, które potrzebuje zachęty i odpowiednich przywódców. Tu rozstrzygnie się przyszłość Lewicy.

Te cztery lata to historyczna szansa. To wielkie zaufanie od zmobilizowanego elektoratu. Nie można go zmarnować.

Autor jest filozofem, marksistą, był kandydatem Lewicy w wyborach parlamentarnych w Szczecinie. Prowadzi profil Socjalizm Teraz na Facebooku.

patronite

Zobacz także

Świat się nie kończy 12 lipca

Nic mnie tak nie irytuje w ostatnich dniach jak wezwania, by głosować na tego czy innego k…