Share Button

Prowadzący pojazdy starachowickiego MZK od 8 sierpnia jeżdzą według rozkładu sobotniego. To forma protestu, na jaką się zdecydowali w protekście przeciwko żenująco niskim płacom. Firma nie zamierza jednak zapewnić im godnych wynagrodzeń. Zamiast tego zapowiedziała rozpisanie przetargu na dodatkowe połączenia.

Protest kierowców MZS Starachowice, fot. Patryk Danielak

Kierownictwo MZK najwidoczniej woli zatrudniać większą liczbę kierowców na niskich stawkach, niż spełnić żądania dotychczasowej kadry. We wtorek Miejskie Zakłady Komunikacyjne ogłosiły, że jeśli kierowcy nie zakończą wstrzymywania jazdy według rozkładu powszedniego, wówczas rozpoczną poszukiwania dodatkowych prowadzących, którzy uzupełnią braki kadrowe. Obecnie na zwolnieniach lekarskich przebywa 28 zatrudnionych, co stanowi ponad połowę załogi.

Pomysł zaangażowania łamistrajków popiera prezydent miasta Marek Materek. – Dotyczy on wybrania podwykonawcy, który obsłuży 20 proc. wozokilometrów zleconych MZK przez gminę Starachowice do wykonania. Chodzi o linie N i 21. Do wykonania tej usługi potrzebne są cztery autobusy i około ośmiu kierowców. Firma, która zostanie podwykonawcą dla MZK, będzie zobowiązana do świadczenia usług komunikacyjnych na tych liniach od 20 września 2018 roku do 20 września 2019 roku – powiedział włodarz o trwającym przetargu w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Co ciekawe, aby rozpisanie przetargu było możliwe, władze gminy muszą zmienić obowiązujące przepisy. Według uchwały regulującej zasady funkcjonowania transportu publicznego w Starachowicach, MZK jest jedynym operatorem organizującym przewozy. Aby to zmienić i móc zaangażować kolejne podmioty, potrzebne będzie przegłosowanie kolejnej uchwały, mówiącej, że MZS jest tylko jednym z podmiotów wewnętrznych realizującym komunikacje autobusową. Prezydent Materek zapowiada jednak, że jeśli będzie to konieczne, takie przepisy zostaną przegłosowane w trybie błyskawicznym.

Pracownicy domagają się podwyżek wynagrodzeń. Chcą zarabiać minimum 3,5 tysiąca złotych brutto. Dla otrzymujących najniższe pensje oznaczałoby to 600 zł więcej miesięcznie. Czy to wygórowana kwota? Zdaniem władz miasta i kierownictwa spółki – zdecydowanie tak.

– Firma przez lata przynosiła straty, a już ubiegły rok został zamknięty delikatnie na plusie. W tym roku każdy miesiąc przynosił kilkadziesiąt tysięcy złotych zysku, który był przewidziany na nagrody i premie dla pracowników. MZK w wyniku protestu traci każdego dnia 24 tys. złotych. Dlatego nie rozumiem tego protestu, bo uderza on przede wszystkim w pracowników przedsiębiorstwa – uważa prezydent Materek.

Prezes MZK w Starachowicach Marek Staniak przyjął taktykę indywidualizacji negocjacji z załoga. Wzywa na dywanik każdego z kierowców i proponuje mu podwyżką niższą od tych, których domagają się pracownicy w zbiorowych rozmowach. Zapewnia, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to od poniedziałku autobusy będą kursować zgodnie z normalnym rozkładem.

Share Button

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*