Boliwijskie związki zawodowe i organizacje zrzeszające rdzenną, indiańską ludność walczą o to, by w kraju w końcu zostały przeprowadzone wybory prezydenckie. „Tymczasowy” rząd utworzony po puczu, który obalił Evo Moralesa, najpierw przekładał je pod pretekstem koronawirusa, a teraz twierdzi, że nie ma na nie pieniędzy.


Neoliberalne władze, których twarzą jest tymczasowa prezydent Jeanine Anez, nie zamierzają zaryzykować przeprowadzenia wyborów. Dobrze wiedzą, że w uczciwym głosowaniu, jak pokazują wszystkie sondaże, zwyciężyłby kandydat partii Moralesa, Ruchu na rzecz Socjalizmu (MAS) – Luis Arce. Badania opinii publicznej z lipca dawały mu 24 proc. w pierwszej turze. Drugi w kolejce, centroprawicowy były prezydent Carlos Mesa uzyskiwał 20 proc., „prezydent” Anez – 16 proc.

„Demokratyczny” rząd odwołał wybory wyznaczone na 3 maja. Pretekstem była pandemia; głosowanie miało zostać przeniesione na początek września. Następnie i ten termin został odwołany – obecnie rząd „tymczasowy” zamierza poddać się weryfikacji przy urnach dopiero 18 października. Tajemnicą poliszynela jest, że do tego czasu prawica zamierza skonsolidować własne szeregi, a także ostatecznie rozbić i zastraszyć lewicową opozycję. Jak udowodniło, potwierdzając wcześniejsze alarmujące informacje związków zawodowych, śledztwo prawników-specjalistów od praw człowieka z Uniwersytetu Harvarda, po zamachu stanu doszło do gwałtownej fali represji, w tym porwań niewygodnych działaczy socjalistycznych, pracowniczych i chłopskich, nie mówiąc o bezprawnych aresztowaniach czy łamaniu wolności słowa.

Związki zawodowe, w tym Centrala Robotników Boliwii (COB) i Federacja Związkowa Robotników-Górników Boliwii (FSTMB) oraz federacja organizacji indiańskich Fejuve 3 sierpnia rozpoczęły strajk generalny. Protestujący w całym kraju blokują drogi między miastami, w miastach stawiają barykady, ścierają się z policją i wojskiem. 11 maja rozpoczął się wielki marsz z El Alto, bastionu socjalistycznej opozycji, do stolicy kraju La Paz.

Rząd pod pretekstem walki z koronawirusem robi z demonstrantów morderców – twierdzi, że ich blokady nie raz uniemożliwiały przejazd karetek pogotowia i samochodów śpieszących do szpitali z zapasami tlenu dla chorych na Covid-19, doprowadzając do zgonów. Związkowcy odpowiadają, że akurat pojazdy służb medycznych zawsze były przepuszczane. Przeciwko protestującym już wysyłane jest wojsko i prawicowe bojówki, z przyzwoleniem, by podejmować „wszelkie kroki” na rzecz „usuwania utrudnień w walce z pandemią”. Przebywający na emigracji w Argentynie Evo Morales wzywa związkowców, by uniknęli jeszcze większego rozlewu krwi i zgodzili się na oficjalny dialog oraz wybory 18 października.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Greniuch przepadł, kolaborantów chwalą nadal. Rajd Brygady Świętokrzyskiej niezagrożony

Nawet pandemia nie przeszkadza prawicowym politykom i samorządowcom przeprowadzić kolejnej…