Potwierdzają się obawy nauczycieli: najbardziej doświadczeni z nich będą mieli możliwość otrzymania specjalnego dodatku za wyróżniającą pracę, ale stanie się to kosztem młodszych kolegów. To kolejne „wspaniałe” rozwiązanie wymyślone w resorcie Anny Zalewskiej.

Dodatek dla nauczycieli dyplomowanych, czyli pedagogów, którzy osiągnęli najwyższy stopień awansu zawodowego, będzie obowiązywał od 1 września 2020 r. i przez kolejne dwa lata ma rosnąć. W rezultacie w 2022 r. najbardziej doświadczeni nauczyciele, których praca zostanie wysoko oceniona przez dyrektorów szkół, zostaną wynagrodzeni dodatkiem w kwocie ok. 500 zł. Pytane o koszty MEN deklaruje, że docelowo rocznie będą się one mieścić w granicach 600-700 mln zł. I tu właśnie zaczyna się problem – te pieniądze nie zostaną dodatkowo przeznaczone na oświatę w nowym budżecie. Ministerstwo po prostu „zaoszczędzi” je na młodych nauczycielach, wydłużając podstawową ścieżkę czterostopniowego awansu zawodowego, a tym samym spowalniając wzrost płac poszczególnych pracowników.

MEN nie pierwszy raz wprowadza opinię publiczną w błąd, jeśli chodzi o zarobki nauczycieli / fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

– Finansowanie tego dodatku będzie w ramach środków uwolnionych w związku ze zmianami w systemie awansu zawodowego – wydłużeniem podstawowej ścieżki awansu z 10 do 15 lat i tym samym spowolnieniem tempa wydatkowania środków na zwiększenie wynagrodzenia dla nauczycieli uzyskujących kolejny stopień awansu – czytamy w komunikacie resortu. Tą drogą MEN ma nadzieję zachować nawet miliard złotych rocznie. To, że ucierpią młodzi nauczyciele, najwyraźniej niewiele resort obchodzi.

Tymczasem właśnie absurdalnie długi czas oczekiwania na awans i bardzo niskie zarobki w zawodzie, który wymaga wykształcenia wyższego, nieustannego rozwoju własnej wiedzy i kwalifikacji, a także wiąże się z ogromną odpowiedzialnością i stresem, są przyczyną frustracji wśród młodych nauczycieli. A także przyczyną, dla której coraz więcej osób po przepracowaniu w szkole kilku lat zaczyna rozglądać się za inną pracą. Mówiono o tym jasno podczas demonstracji ZNP w Warszawie 21 kwietnia. Dane statystyczne pokazują, że przeciętne zarobki w oświacie należą do najniższych, jeśli porównać je z płacą, na jaką można liczyć w innych branżach.

Wczoraj parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej zapowiadali złożenie wotum nieufności wobec Anny Zalewskiej. Wniosek ten jednak najprawdopodobniej nie będzie miał w Sejmie szans. A choćby w sferze niedotrzymanych obietnic podwyżek płac byłoby za co ministrę pozbawić stanowiska: opisywana sytuacja, w której dodatek dla nauczycieli dyplomowanych będzie wypłacany kosztem młodszych pedagogów, nie jest pierwszym kuriozum takiego rodzaju. Już wcześniej szumnie ogłoszone podwyżki zostaną sfinansowane w znacznej mierze dzięki wyeliminowaniu np. dodatków mieszkaniowych czy na zagospodarowanie się. A poza tym – jak wynika z analiz opublikowanych przez OKO.press – i tak pożre je inflacja.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Wbambuspieprzenie!
    Platfusy zapomnieli już KTO PRZESTAŁ PŁACIĆ NAUCZYCIELOM!
    Przecież to ich robota! Od początku ośmioletnich rządów PO NIE BYŁO PODWYŻEK PŁAC w resorcie oświaty.
    Za to w ministerstwach płace wzrosły przeszło 2-krotnie!
    Indeksacja płac miała być bezpośrednio związana z wzrostem średniej krajowej w sektorze przedsiębiorstw. I co się z tym stało?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kuc z Konfederacji przyznaje, że łamie prawo, chwali umowy śmieciowe i domaga się likwidacji Państwowej Inspekcji Pracy

Sławomir Mentzen jest żywym potwierdzeniem, że krzywda, jaką wyrządził w ubiegłej dekadzie…