Piotr Ikonowicz, chociaż teoretycznie główne głosowanie w Sejmie jeszcze się nie odbyło, nie zostanie rzecznikiem praw obywatelskich. W ostatnich tygodniach spekulowano wokół tej kandydatury: czy zdeklarowany antykapitalista mógłby zdobyć (chwilowe) poparcie całej, także totalnie nielewicowej opozycji, by w ten sposób zaatakować PiS z socjalnej flanki? A może mógłby zyskać (fałszywą) przychylność PiS, właśnie dlatego, że taki socjalny, skupiony na lokatorach i pracownikach? Rzeczywistość podczas posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka zweryfikowała te, niekiedy nader rozbudowane, kalkulacje. Posłowie PiS zablokowali rekomendację dla kandydata KO, ci z drugiej strony zgodnie podnieśli ręce przeciwko człowiekowi rządu, za to przeciwko socjaliście Ikonowiczowi głosowali wszyscy jednomyślnie. Prawicowcy, i ci neoliberalni, i ci konserwatywno-patriotyczni, wręcz instynktownie wiedzieli, co robić, kiedy ktoś w Sejmie, choćby i nie na sali plenarnej, zaczął opowiadać o lokatorach, rażąco niskich płacach i łamaniu praw pracowniczych.

Mamy prawo się oburzać, bo Piotr Ikonowicz to – tym bardziej na tle konkurentów – kandydat naprawdę dobry, a odrzucając go posłowie prawicy zrobili iluś ludziom realną krzywdę. Wszystko, co mówił Ikonowicz na posiedzeniu komisji o tysiącach rąk wyciąganych po pomoc, braku środków po stronie społeczników i przerażonym społeczeństwie – to prawda. Mamy prawo być wściekli tym bardziej, że z sondażu Rzeczypospolitej wynika, że gdyby sami obywatele mogli wybrać swojego rzecznika, to wskazaliby właśnie obrońcę pracowników, nie kandydatów PiS i KO. Z samego jednak tylko oburzenia nie wyciągniemy wniosków na przyszłość. A te nie są nowe: podobne nasuwały się już w tej kadencji, gdy PiS i KO zgodnie odrzucały propozycje podwyższenia emerytur minimalnych lub gdy równie jednomyślnie puszczały mimo uszu uwagi Lewicy w sprawie konstrukcji tarcz antykryzysowych, konsekwentnie adresowanych niemal wyłącznie do biznesu.

Prawica, która czuje się mocna, nigdy nie pozwoli lewicy wprowadzić swojego człowieka na potencjalnie znaczące stanowisko czy przeforsować swoich choćby doraźnych pomysłów. Prawica, która boi się społecznego gniewu, może ukraść czy przerobić po swojemu wybrane postulaty z równościowego arsenału, ale prawica, która tej presji nie czuje, nie będzie też widziała takiej potrzeby. Przeciwko socjalistom i socjaldemokratom, którzy mobilizują miliony wyborców, można zastosować wyrafinowaną taktykę i zaangażować różne środki (historycznych przykładów jest mnóstwo). Przeciwko lewicy, która nie może wyjść poza 10-12 proc. poparcia, wystarczy strategia zamykająca się w słowach: j**ć lewaków!

I to się nie zmieni. Teraz, kiedy już się powkurzaliśmy się na POPiS i na hipokryzję liberalnych mediów, które nie potępiają swoich ulubieńców za głosowanie razem z PiS akurat w tej sprawie, trzeba iść dalej. Pokazać, że te tysiące ludzi bez oszczędności i pewności jutra, o których mówił Ikonowicz, naprawdę lewicowych posłów obchodzą. Być na blokadach eksmisji, nie zostawiać bez wsparcia pracowników, zgłaszać kolejne projekty ustaw dotyczących spraw podstawowych, choćby miały być odrzucane. Współdziałać ze związkami zawodowymi nie tylko przy okazji konferencji prasowych i nie tylko poprzez wspieranie inicjatyw, które wyjdą od nich. Zadbać o zaplecze eksperckie i o media, które o tym wszystkim opowiedzą nie tysiącom, a dziesiątkom tysięcy odbiorców – którzy z każdym dniem pandemicznego kryzysu będą coraz mniej chętni na słuchanie rządowej propagandy o tym, jak wszystko w Polsce świetnie funkcjonuje. Wiedzieć, że efekt nie będzie natychmiastowy – ale też zdawać sobie sprawę, że tylko na własne siły można w tej walce liczyć.

Podczas krótkiej kampanii wspierania Piotra Ikonowicza wiele z tych elementów zdawało się działać nieźle. To wszystko nie jest niemożliwe. Tak samo, jak nie jest przecież niemożliwa dalsza współpraca Ikonowicza z socjaldemokratycznymi parlamentarzystami: jak zauważył jeden z aktywistów na Facebooku, urząd RPO może za chwilę za sprawą PiS zmienić się we własną karykaturę, za to kandydat Lewicy pozostanie w życiu publicznym i śmiało może być nieoficjalnym głosem pokrzywdzonych, prawdziwym rzecznikiem społecznym. Do tego trzeba tylko dobrej woli wszystkich zainteresowanych. Dalej więc! Stawka jest wysoka.

PS. Oczywiście klub Lewicy może też uznać wystawienie socjalisty na RPO za nieudany eksperyment i wrócić w inne koleiny myślenia. Tyle, że z „fajnym kandydatem” i unikaniem czerwieni też już eksperymentowano. Skończyło się ucieczką elektoratu do lepszych opcji i racjonalizowaniem, dlaczego znowu to właśnie my musimy wybierać mniejsze zło. Przy Ikonowiczu zobaczyliśmy przynajmniej, jak nasi przeciwnicy łączą szeregi i na chwilę pokazują prawdziwą twarz, bo naprawdę zostali trafieni w czuły punkt.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. no to tak zeby bylo wesolo-„lewica „wsparla pomysl KO zmuszania emerytow do rezygnacji z prawa emerytury jezeli chca dostac zasilek socjalny. Zart?nie,to dzieje sie naprawde.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

„Sytuacja jest delikatna”, czyli Unia w białych rękawiczkach

Komisja Europejska zaproponowała 1 grudnia pakiet środków nadzwyczajnych, które mają wespr…