Share Button

Wojewoda lubelski zakazał polowań zbiorowych w swoim regionie ze względu na szalejący ASF. Mało kto wie o tym, że to myśliwi są znaczącym czynnikiem ułatwiającą przenoszenie choroby.

„W związku z wyznaczeniem w 2018 r. na terenie województwa lubelskiego dwóch ognisk afrykańskiego pomoru świń” urząd wojewódzki wysłał wiadomość o zakazie myśliwym z okolic Białej Podlaskiej, Chełma, Lublina, oraz Siedlec.

W momencie wydawania rozporządzenia w regionie stwierdzono 267 przypadków zachorowań. Zakaz obejmuje polowania zbiorowe bez udziału psów i polowania zbiorowe bez naganki lub naganką ograniczoną do nie więcej niż sześciu naganiaczy.

Najwyraźniej wojewoda lubelski dostrzegł zależność, której nie chcą dostrzec ani politycy ani Polski Związek Łowiecki.Przed jutrzejszym głosowaniem na temat poprawek w prawie łowieckim szef Zarządu Głównego PZŁ Lech Bloch wystosował do premiera Morawieckiego pismo, w którym stwierdza, że poprawki wprowadzone przez ekologów między innymi utrudnią myśliwym walkę z chorobą świń. „Populacja dzika na terenie całego kraju nie będzie skutecznie redukowana, więc ASF będzie mógł się bez przeszkód rozwijać w kraju. Wiążecie nam ręce!” – ubolewa.

Tymczasem z raportu Państwowego Instytutu Weterynaryjnego z Puław wynika, że myśliwi stanowią „ważny sektor szerzenia ASF na duże odległości”. Również dr hab. Rafał Kowalczyk, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w rozmowie z „Niech żyją” jeszcze przed wprowadzeinem odstrzałów prewencyjnych na masową skalę stwierdził, że „zazwyczaj głównym wektorem przenoszenia choroby jest człowiek. Jeśli myśliwy, który jest właścicielem fermy, zabije dzika i odstawia go do chłodni do badania, po kilku dniach jest wynik, to rzeczywiście, przez te kilka dni to on jest czynnikiem, który może tę chorobę rozprzestrzeniać. I tu zagrożenie jest ogromne. intensywne polowania na dziki, w tym szczególnie polowania zbiorowe, mogą powodować, że dziki przemieszczają się na większe odległości, mogą migrować, co niesie ryzyko przenoszenia choroby na nowe obszary. Pomimo intensywnych odstrzałów dzików, choroba się rozprzestrzeniła, a więc wprowadzone działania nie były skuteczne, jak oczekiwano. Powtórzę, że dzik stał się łatwą ofiarą. Musimy pamiętać, że dziki spełniają ważną rolę w środowisku”.

Inicjatorzy akcji społecznej „Nie podaję ręki myśliwym” idą jeszcze dalej. Według nich chorobę roznoszą nie tylko myśliwi, ale i rolnicy: „ASF roznosi się głównie przez niedbalstwo człowieka, a rolnicy i hodowcy mało dbają o przestrzeganie norm sanitarnych. Choćby przez wylewanie na pole gnojówki świńskiej, czy wyrzucanie gnoju co jest dość powszechną praktyką, dochodzi do przenoszenia się wirusa. Przenosi się także na kołach samochodów czy ubraniach. (…) Walka z ASF poprzez polowania i wybijanie dzików, to jak gaszenie pożaru benzyną. (…) Warto też wspomnieć tutaj o odpadkach pozostawianych przez myśliwych na nęciskach, resztkach ze skórowania i obróbki tuszy, które służą im do wabienia np. lisów. A dziki też lubią padlinę… Oraz o martwych płodach od ciężarnych loch, które zazwyczaj bezceremonialnie po wypatroszeniu odrzuca się w krzaki”.

Share Button

1 komentarz

  1. Nikt napisał:

    Kaczyści wymyślili sposób – zbudują płot na granicy wschodniej. Tylko po drugiej stronie nie ma Palestyńczyków.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*